Recenzja książki: Karl Ove Knausgård, „Gwiazda poranna”
Knausgård chciał być jak Stephen King, ale nie udało mu się domknąć tej całości w sposób przekonujący.
Knausgård chciał być jak Stephen King, ale nie udało mu się domknąć tej całości w sposób przekonujący.
„Testament” nie zmieni sposobu, w jaki postrzegamy Kościuszkę, ale znów czyni go ciekawym i budzi apetyt na więcej.
Sens tej powieści tkwi w jej różnorodności, polifoniczności.
Na wskroś współczesny, kapitalny esej na przykładzie SPATiF-u przybliżający mechanizm tworzenia koterii, autokreacji, powtarzający się ostatnio na platformach społecznościowych.
Opowiadania Caldwell pokazują też codzienność, żyjemy w tych wszystkich nieuchwytnych sieciach, zależnościach, przeczuciach i nieopisanych „intymnościach”, autorka daje im głos.
Zanim Eduardo Antonio Parra został pisarzem, był m.in. promotorem sprzedaży kart kredytowych, handlarzem złomem, dziennikarzem i nauczycielem literatury.
Świetne studium nieprzystosowania, spóźnionego odnajdywania siebie i otrząsania się z miłości na tyle zaborczej, że wręcz toksycznej.
Chutnik robi w literaturze miejsce dla bohaterów (bohaterek) niedoreprezentowanych, dobrze oddając ich dylematy – bo to nie tylko życie tyłem do kierunku jazdy, ale i w ciągłym szpagacie.
Przerażeni ogromem cierpień, zniszczeń i śmierci wołamy: „Nigdy więcej!”. A jednak ludobójstwa znów się zdarzają. Słyszymy przestrogę „Nie bądź obojętny!”, a jednak widzimy, że obojętni są wśród nas.
Nowa fala amerykańskich powieści rozbraja klasyczny gatunek, przy okazji go nieco ośmieszając, tworzy go dla siebie od zera.
Wszystkie opowiadania łączy motyw śmierci, duchów, tajemnic, przy czym nie tracą one swojego realizmu podszytego ironią.
Niezwykły hołd złożony literaturze.
„Powidoki codzienności” Rocha Sulimy są rozwinięciem i dopełnieniem jego „Antropologii codzienności” z 2000 r., książki dziś niemalże kultowej, która jednak wzbudziła w swoim czasie niemało kontrowersji.
Nowela LaValle’a jest mocno osadzona w lovecraftowskiej mitologii.
Technika opisu sprawia, że twarze wydają się nieustannie w ruchu, odbija się w nich światło i nasiąkają wilgocią, tracą kontury jak postaci z obrazów Francisa Bacona.
Robak jest mrukiem, człowiekiem cieniem uzależnionym od pornografii, oddanym swoim „ukochanym” z ekranu, które nic nie chcą w zamian.
Camilleri w jednym z wywiadów opowiedział o swoim systemie pisania: książka powinna mieć 18 rozdziałów, a każdy z nich – 10 stron. Nie inaczej jest tutaj.
Symbol piersi na okładce powieści Melissy Broder bardzo pasuje do tej historii o głodzie matki, o jedzeniu i pożądaniu.
Auci dobrze pokazuje kobiety w klatce, całkowicie pod władzą mężczyzn.
Bałwochwalczy ton, który zresztą przestaje razić już po kilku stronach lektury, wpisuje się w ogólnoświatową tarantinomanię.