Recenzja płyty: Elektryczny Orgazm, „Warszawa ‘81/Warszawa ‘13”
Orgazm, jak żaden chyba inny zespół z Bałkanów, potrafił w swojej ekspresji przekazać całą istotę rocka.
Orgazm, jak żaden chyba inny zespół z Bałkanów, potrafił w swojej ekspresji przekazać całą istotę rocka.
Pod względem radiowego potencjału kilku piosenek mamy najlepszą płytę Myslovitz od dekady.
Ten projekt powstał dla lubelskiego festiwalu KODY i inaugurował jego zeszłoroczną edycję.
To płyta o Ameryce wielkich przestrzeni, małych miejscowości, niekończących się dróg i możliwości zwyczajnych ludzi.
Być może płytą zostanie zauważoną tylko przez nielicznych. Ale jestem pewien, że ci nieliczni będą oczarowani i zaczarowani.
Album całkowicie zaciera granicę między obiema sferami i w coraz większym stopniu do słuchania transowych utworów tanecznych zaprasza fanów rocka.
Spójna i szczera opowieść, którą przekazuje w tekstach przyćmiła zarówno potężne hiphopowe basy, jak i partie akordeonu.
Mocna inspiracja muzyką klubową połączona z bardzo osobistymi tekstami.
Płyta klimatem nawiązuje do kontrkulturowej estetyki z lat 60.
Kąsek dla kolekcjonerów i zagorzałych fanów.
Wielka płyta.
Świeże, ciekawe i niebanalne oblicze muzycznego romantyzmu z syntezatorami w tle.
Idealna propozycja dla tych, którzy lubią proste, gitarowe brzmienia okraszone mocnym żeńskim głosem.
To płyta do wielokrotnego słuchania w skupieniu. Pośpiech nie jest wskazany.
Mamy wreszcie komplet symfonii Witolda Lutosławskiego pod batutą Esy-Pekki Salonena.
Więcej improwizacji, mniej tematów. Nie ma mowy o roztargnieniu, jeśli chodzi o wydawnicze działania wrocławskiej grupy.
Dla miłośników mrocznego syntezatorowego romantyzmu będzie albumem więcej niż satysfakcjonującym.
Na płycie usłyszeć można zarówno muzykę gospel, jak i całkowicie świecką, w tym bluesa, funk i rocka.
Bardzo porządne granie i śpiewanie, bez mizdrzenia się i komercyjnego pudru.
Kwintesencja rockowego grania.