Kultura

Joanna Kulig wystąpi w serialu Netflixa. Cieszmy się ostrożnie!

Joanna Kulig wystąpi w serialu Netflixa. Cieszmy się ostrożnie!

Joanna Kulig Joanna Kulig Jarek Praszkiewicz / Forum
Wygląda na to, że amerykański przemysł filmowy przyjął twórców „Zimnej wojny” z otwartymi ramionami. Czy czeka ich wielka kariera, dopiero się okaże. Jedno jest pewne: oczekiwania polskich widzów już są wysokie.

Kiedy tegoroczny oscarowy wieczór zakończył się zwycięstwem „Romy” nad „Zimną wojną”, wielu widzów odeszło od ekranu z poczuciem zawodu i nadmiernie rozbudzonych oczekiwań. Historyczne trzy nominacje nie przełożyły się na żadną statuetkę. Nie oznacza to jednak, że twórcy mogą się uznać za przegranych. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że amerykański przemysł filmowy przyjął ich z otwartymi ramionami.

Joanna Kulig – z „Zimnej wojny” do Netflixa

O tym, że Joanna Kulig zachwyciła amerykańską widownię i ma szansę zrobić karierę za oceanem, mówiło się od kilku miesięcy. Zwłaszcza że przeniosła się do Los Angeles, co jednoznacznie sugerowało, że widzi dla siebie szansę na tamtejszym rynku. Zanim jednak upomniało się o nią kino, pojawiła się telewizja. A dokładnie platformy streamingowe – Amazon i Netflix, które rywalizując o uwagę widza, starają się wyłowić najlepszych twórców i najciekawsze pomysły. W lutym Joannę Kulig można było zobaczyć w pierwszym odcinku serialu Amazona „Hanna” (serialowy remake filmu pod tym samym tytułem z 2011 r.), w którym gra matkę głównej bohaterki. Cały serial pojawił się na platformie pod koniec marca.

Teraz dostaliśmy informację, że aktorka wystąpi w wyprodukowanym przez Netflixa miniserialu „The Eddy”. Ośmioodcinkowa produkcja ma opowiadać o mieszkającym w Paryżu amerykańskim pianiście jazzowym Elliocie Udo, który prowadzi podupadający bar. Z emocjonalnego i życiowego letargu bohatera ma wyprowadzić przybycie do Paryża jego 15-letniej córki. Kulig zagra Maję, piosenkarkę z problemem alkoholowym, która doskonale czuje się na scenie, ale na co dzień jej życie nie układa się zbyt dobrze.

Twórcy serialu chcą przede wszystkim pokazać współczesny, wielokulturowy Paryż, m.in. dlatego produkcja będzie kręcona po francusku, angielsku i arabsku. Największe emocje budzi zaangażowanie Damiena Chazelle′a – reżysera i scenarzysty, nominowanego do Oscara za „Whiplash” i „La La Land” (za który otrzymał Oscara – za scenariusz). Co prawda ostatni jego film – „Pierwszy człowiek” – okazał się niespodziewanie wielkim przegranym sezonu nagród (zdobył tylko nominacje i wyróżnienia techniczne), ale wciąż mówimy o jednym z najciekawszych młodych reżyserów Hollywood. W przypadku serialu Chazelle wystąpi w dwóch rolach: będzie jednym z producentów i wyreżyseruje dwa pierwsze odcinki.

Czytaj także: Joanna Kulig o aktorstwie i swoim amerykańskim śnie

Polska publiczność ma duże oczekiwania

Czy występ Kulig w tych dwu produkcjach otworzy jej drogę do wielkiej kariery? Z jednej strony zainteresowanie platform streamingowych każe z optymizmem patrzeć w przyszłość zdolnej polskiej aktorki. Niezależnie od powodzenia kolejnych projektów już udowodniła, że potrafi przyciągnąć zainteresowanie amerykańskich producentów. Z drugiej strony – w Polsce często mamy skłonności do nadmiernego budowania oczekiwań. Ilekroć polski aktor czy aktorka otrze się o Hollywood, zaczynamy widzieć go w panteonie największych gwiazd. Tymczasem od propozycji do głównych ról droga daleka. Po pierwszym odcinku serialu „Hanna” (nadanego z wyprzedzeniem) pojawiły się głosy zawodu, że Kulig miała zdecydowanie za małą rolę i nie jest to debiut tak ciekawy, jak się spodziewano. Co doskonale ilustruje tezę, że polska publiczność (ale też prasa) jest mistrzem w stawianiu aktorom oczekiwań, których nie sposób spełnić.

Czytaj także: Paweł Pawlikowski o przygodach w Hollywood i kolejnym filmie

Tomasz Kot, Łukasz Żal – szanse po sukcesie „Zimnej wojny”

Nie tylko Joanna Kulig ma po sukcesie „Zimnej wojny” szansę na karierę w Hollywood. Kilka dni temu pojawiły się informacje, że Tomasz Kot jest brany pod uwagę do castingu „The Eternals”, filmu na podstawie komiksu, który byłby częścią uniwersum Marvela. Co prawda między takimi plotkami a oficjalnym potwierdzeniem może się jeszcze wiele zmienić, ale to już drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, gdy nazwisko Kota pojawia się w kontekście dużej rozrywkowej produkcji (wcześniej była mowa o tym, że pojawi się w nowej odsłonie przygód Jamesa Bonda). Wydaje się, że Hollywood jest zdecydowanie zainteresowane Tomaszem Kotem, ale jeszcze chyba nie do końca wie, w jakiej roli chce go widzieć. Bo też warto zauważyć, że aktorów może interesować coś więcej niż granie stereotypowych postaci „gdzieś z Europy Wschodniej”.

Natomiast o swoją przyszłość nie musi się martwić Łukasz Żal. Po nominacji do Oscara wydawało się pewne, że będzie przebierał w ofertach. W marcu dowiedzieliśmy się, że odpowie za zdjęcia do filmu „I′m Thinking of Ending Things” w reżyserii (i według scenariusza) Charliego Kaufmana. Produkcja na pewno przyciągnie uwagę widzów nie tylko ze względu na postać ekscentrycznego i zdolnego reżysera, ale i dlatego, że w obsadzie znalazła się Brie Larsson, nagrodzona Oscarem aktorka, której popularność wzrosła po występie w „Kapitan Marvel”.

Nominacja do Oscara się opłaca

Sukcesy polskich twórców związanych z „Zimną wojną” pokazują prawdziwą wagę oscarowej gali. Choć jak wiemy, film Pawlikowskiego nie wygrał w żadnej z kategorii, w której był nominowany, to dziś filmowcy zbierają najważniejsze owoce udziału w wyścigu. Może się wydawać, że ten, kto nie odbierze statuetki, jest przegrany. Tymczasem prawda jest taka, że na dobrze przeprowadzonej kampanii można zyskać nawet wtedy, kiedy nie przełoży się to na zwycięstwo. Nie bez powodu twórcy „Zimnej wojny” pojechali do Los Angeles intensywnie promować swój projekt, zresztą przy wsparciu dystrybutora (Amazon Studios). Pojawiali się na imprezach, bankietach, spotkaniach branżowych, wpadli w oko ludziom, którzy podejmują decyzje o obsadzie filmów i seriali. To się musiało przełożyć na ciekawe propozycje.

Dlatego już samo pojawienie się polskiego filmu w rywalizacji oscarowej, i to w kilku kategoriach, można było uznać za zwycięstwo. Jest to też dobry przykład na to, że dla amerykańskiego przemysłu filmowego Oscary są imprezą ważną. Nawet jeśli gali towarzyszą skandale, a widownia nieco ziewa ze znudzenia, to dla środowiska nagrody wciąż stanowią podpowiedź, na kogo zwrócić uwagę, w czyj film i karierę zainwestować.

Mimo olbrzymiego entuzjazmu, jaki budzą nowe informacje o karierach polskich twórców w Hollywood, trzeba jednak myśleć chłodno. Kiedy Rafał Zawierucha dostał rolę Romana Polańskiego w nowym filmie Quentina Tarantino, oczekiwania były tak wielkie, że ktoś patrzący z boku mógłby pomyśleć, że polski aktor został obsadzony niemalże w głównej roli. Tymczasem im bliżej premiery „Once upon a Time in Hollywood”, tym bardziej staje się jasne, że Zawierucha zagra jedną z postaci na drugim planie. To, co przez kilka miesięcy było fetowane, dziś odbierane jest jako porażka, mimo że niejeden polski aktor marzyłby o zagraniu nawet rólki u słynnego amerykańskiego reżysera. Dlatego czytając o sukcesach twórców „Zimnej wojny”, należałoby zachować ostrożny optymizm. I trzymać kciuki, by ich projekty okazały się sukcesem.

Czytaj także: Polscy aktorzy grają za granicą

Reklama

Czytaj także

Rynek

Włoski strajk na polskich drogach

Włoskie firmy drogowe ogłosiły, że rozpoczętych w Polsce budów mogą nie skończyć, jeśli nie dostaną dodatkowych pieniędzy. W wyborczym roku będzie więc mniej przecinanych przez polityków wstęg, a więcej awantur. Jak do tego doszło?

Adam Grzeszak
21.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną