Recenzja gry: „Little Nightmares”
Gra platformowa, wymagająca elementarnej zręczności i umiejętności rozwiązywania łamigłówek.
Gra platformowa, wymagająca elementarnej zręczności i umiejętności rozwiązywania łamigłówek.
Solidny przedstawiciel gatunku RTS, amatorzy serii będą zadowoleni.
Gra wzorcowo buduje napięcie, a ciekawość zostanie z nami do końca.
Amatorzy dzieł oryginalnych i odważnych powinni dać tej grze szansę.
Grę ratuje rozmach, piękno i egzotyka odwiedzanych planet, a także dreszcz ciekawości, co przyniesie kolejna przygoda.
Rutyna gry potrafi z czasem znużyć jak pańszczyzna.
Frajda dla wytrwałych, ale światy „Dark Souls” są jednak ciekawsze.
Gra do czytania.
Fantazja i kunszt grafików sprawiły, że Aloy nierzadko odkłada łuk i zastyga na chwilę.
Miasto i zróżnicowane hakerskie zabawy to główne atuty gry, niestety opowieść, dialogi i protagoniści zwyczajnie żenują.
Niemieckie studio King Art Games oparło luźno „The Dwarves” na literackich „Krasnoludach” pióra Markusa Heitza.
Ueda stworzył niezwykłe studium więzi obcych, a mimo to bliskich sobie istot.
Czy warto wejść w ten świat? Jeśli tylko akceptujemy ów szczególny japoński styl, to warto się skusić.
To chyba najkrótsza gra fabularna ostatnich lat. Pozostawia gigantyczny niedosyt.
Scenarzyści znów narzucają zawrotne tempo, nie zawracając sobie głowy ani stopniowaniem napięcia, ani rezygnacją z ostrych konturów na rzecz skali szarości.
Zbyt często trzeba brnąć przez nużące mielizny, gra notorycznie gubi tempo, w dodatku przedstawiona wizja dystopii jest uderzająco schematyczna i naiwna.
Satysfakcja dla pasjonatów.
Żyła złota, którą już od tylu lat eksploatuje studio Blizzard, wydaje się nie mieć końca.
Trzeba mieć tupet, by tak zachowawczo zaprojektowanej grze dać podtytuł „Rewolucja”.
Gra wygląda prześlicznie, Ratchet i Clank, ratując galaktykę, są nieodmiennie zabawni, miłośnicy serii dostaną, czego oczekiwali.