Recenzja książki: Wojciech Dudzik, „W poszukiwaniu stylu. Teatr Narodowy w latach 1924–1939”
Dzieło Wojciecha Dudzika jest jednym z trzech napisanych specjalnie z okazji jubileuszu Teatru Narodowego.
Dzieło Wojciecha Dudzika jest jednym z trzech napisanych specjalnie z okazji jubileuszu Teatru Narodowego.
Nieduża (i jedna z najlepszych) powieść Huberta Klimko-Dobrzanieckiego jest z ducha Bernharda, i to nie tylko dlatego, że rozgrywa się w Wiedniu.
W powieści Richarda Flanagana jest wszystko, czego oczekujemy od wielkiej literatury – językowa świeżość i kunszt, poruszająca historia, miłość i śmierć, bohaterowie z krwi i kości, ludzka wspaniałość i słabość, a wreszcie zdania, które zostają w głowie.
W nadmiarze wywiadów rzek trudno odpędzić myśl, że ich autorzy idą na łatwiznę, zamiast tworzyć reporterskie, wielogłosowe sylwetki, po prostu włączają dyktafon. Podobny zarzut można postawić tej książce.
Ten obszerny tom wciąga(562 teksty, w tym 192 publikowane po raz pierwszy w książce), chętnie porzucamy lektury obowiązkowe, by poczytać o czymś zupełnie oderwanym.
Znakomite dialogi, ostre puenty. Blisko 900 stron o tym, jak zarządzać strachem, robić krociowe interesy kosztem ofiar, bezkarnie odbierać życie i pogrążać się w odmętach szaleństwa.
Autor udowodnił, że wbrew porzekadłu na głupie pytania można udzielić mądrych odpowiedzi.
Szkoda, że powrót autora tak znakomitych powieści, jak „Okruchy dnia” czy „Malarz świata ułudy”, okazał się tak nieudany.
W zasadzie mało co w tej opowieści da się nałożyć na gotowe sztance, tak dobrze znane z rozmaitych zwierzeń rockowych ekscentryków.
Ta książeczka jest gorzka i wzruszająca, czego, przyznam, już się po Witkowskim nie spodziewałam.
Autor przyzwyczaił nas do portretów rodziny dysfunkcyjnej i do panoramy społecznej, tak jest i tym razem.
Swoistym mottem tej książki jest deklaracja jej autora: trzeba być wiernym wartościom, ale poglądom nie warto.
Autor jest mistrzem introspekcji, schodzenia na dno odczuć zmysłowych i psychicznych.
Sukcesów i wpadek książka odnotowuje mnóstwo, te drugie czasem najlepiej dowodzą, że poza talentem i pracowitością Woyciechowski szukał u ludzi pewnej nieszablonowości, której dziś w mediach brakuje.
Książka bardzo rzetelna i obfita.
Pozycja nie tylko dla baletomanów.
Nie jest tego dużo: 15 wierszy z ostatnich lat życia poety, które ukazały się wcześniej tylko w pismach literackich.
Powieść przywołuje obraz nazistowskiego totalitaryzmu jako obłędnej korporacji, której niedosiężny szef właśnie ostro przeinwestował w imię niepewnych zysków.
Ta książka to nie tyle biografia czy autobiografia, ile świetnie naszkicowany portret podwójny nieco zdziecinniałego ojca i córki, która zdaje tę relację z dużym zrozumieniem dla ich nieporadnej, ale jednak miłości.