Recenzja książki: Łukasz Staniszewski, „Pieśni łaciatych krów”
Po debiutanckim zbiorze opowiadań „Małe Grozy” dostajemy teraz powieść rozgrywającą się na Warmii we wsi Skowycze.
Po debiutanckim zbiorze opowiadań „Małe Grozy” dostajemy teraz powieść rozgrywającą się na Warmii we wsi Skowycze.
Pisanie o wojnie to robota specyficzna. Z jednej strony ryzykowna, uzależniająca jak hazard. Z drugiej monotonna, może nawet nudna, bo skazana na ciągłe czekanie.
Akcja pędzi wraz z trójką bohaterów z prywatnej wysepki w Karolinie Północnej przez Karaiby, Irlandię i Dubaj, by powrócić do Anglii.
O wielu trudnych do przyjęcia dla ludzi dobrej woli przykładach zatrucia chrześcijaństwa antysemityzmem opowiada ta unikatowa książka.
„Księga innych miejsc” sprawnie przetwarza rozmaite fantastyczne i superbohaterskie schematy.
To nie zwroty akcji są tu najistotniejsze, lecz działanie ludzkiego mózgu i komunikacji.
Antoine Wilson pogrywa z moralnością czytelnika i gra konwencjami. Pod płaszczykiem thrillera utkał przypowieść o tym, jak niezbadane są wyroki losu.
Czy samo zanikanie (jak na okładce), czy przechodzenie na stronę milczenia, to jest poezja, która w swoim minimalizmie staje się oddechem.
„Tam, gdzie tańczą umarli”, druga część cyklu, zaczyna się od podwójnego morderstwa.
To nie jest książka kulinarna, raczej rodzaj dziennika, w którym jedzenie zajmuje centralne miejsce.
Na jego przykładzie poznajemy działanie systemu kościelnego. Nie ma w tej opowieści tematów tabu.
Mamy mnożyć w głowie pytania i poszukiwać na nie odpowiedzi wraz z główną bohaterką.
Alice Lugen, autorka mrocznej „Tragedii na przełęczy Diatłowa”, pisze pod pseudonimem. Jest dociekliwa, bada ruski mir od podszewki, obnażając jego brutalność i niedorzeczność.
Kōda twierdzi, że drzewo nigdy nie umiera, że cały czas pracuje. Nic więc dziwnego, że w Japonii do drzew się pielgrzymuje, czci się je i chroni.
Szatrawska pokazuje czas rozpuszczonych instynktów z wojną w tle. Niby odległe, a nie tak bardzo.
Czyta się to jak bajkę, ale jeśli nawet nie wszystko, to wiele z tego wydarzyło się naprawdę.
Szkoda, że opowieści są nierówne, momentami nakładają się na siebie. Na szczęście dołki u jednych wyrównują szczyty reportażu u innych.
Prawdziwą bohaterką tej opowieści jest historia – to ona wychodzi na plan pierwszy.
Za zasłoną magicznego realizmu skrywa się przejmująca historia traum i lęków, szaleństwa i gniewu, miłości i rozczarowania.
Wielką siłą „Nosków” jest próba odpowiedzi na pytanie, co pcha dzieci w tę otchłań.