Recenzja płyty: Inglorious, „Inglorious”
Jeżeli kogoś razi brak oryginalności i nowatorskich rozwiązań w muzyce zespołu, niech na własną rękę odejmie pół punktu.
Jeżeli kogoś razi brak oryginalności i nowatorskich rozwiązań w muzyce zespołu, niech na własną rękę odejmie pół punktu.
Simpson, jak każdy prawdziwy artysta, wyrwał się z sieci oczywistych skojarzeń i popłynął, jak tytułowy żeglarz, przez ocean muzyki.
Album raczej wyciągający co ciekawsze elementy z tego, co robili wcześniej.
15 świetnych kawałków, wciąż po ponad 40 latach przypominających, że tzw. muzyka rozrywkowa może być prawdziwą sztuką.
Wszystko porządnie zagrane i zaśpiewane i, zakładając przychylność stacji radiowych, z szansą na nie tylko niszowy, ale i komercyjny sukces.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że ten sam Eno na nowej płycie to ktoś, kto próbuje dokonać syntezy elementów już dobrze znanych.
Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek się przy tej płycie dobrze bawił, choć – przewrotnie – jest płytą przepiękną i w ogólnym wydźwięku zaskakująco pogodną.
Na nowej płycie Jan Borysewicz idzie jako gitarzysta i kompozytor w tym samym kierunku, co na debiutanckim albumie z 1983 r.
Na krótkiej, zwięzłej i mocnej płycie trudno się natknąć na ślad słabizny.
Jeśli życie w związku oferuje ci wciąż cytryny, musisz się nauczyć robić z nich lemoniadę – tak przełożyłbym myśl motto nowej płyty Beyoncé.
Po raz pierwszy na polskim rynku pojawiły się dwa powstałe podczas drugiej wojny światowej cykle wokalne.
Rarytas dla fanów folku, ale chyba nie tylko dla nich.
Więcej tu smaku, sensów i bystrych spostrzeżeń niż w niejednej książce.
Niczego nie wyważa, niczego nie odkrywa ani nie urywa, ale też słucha się jej z przyjemnością i bez poczucia straty czasu.
Ten album to blues-rock w najlepszym światowym wydaniu.
PJ Harvey jest w życiowej formie i nikt tak znakomicie jak ona nie wyśpiewuje braku nadziei na lepsze jutro.
Autor nie oddala się od bezpiecznej bankietowej konwencji.
Na nudę miejsca brak. No i niespecjalnie widzę możliwość, by to wszystko objąć jakąś jedną etykietką.
Powstała płyta ciekawie niejednorodna, trochę patchworkowa, ale też osobliwie spójna, jak współczesna Afryka.
Płyta wydaje się ciekawą propozycją, ukazującą, jak łączyć tradycję z energią i upodobaniami młodego pokolenia.