Zuckerberg przeprasza rodziców skrzywdzonych dzieci. To za mało. „Macie krew na rękach”
W ostatnią środę przed Kongresem USA zeznawało pięciu prezesów największych platform społecznościowych. Nie wszyscy stawili się z własnej woli, niektórzy – jak szefowa X czy prezes Discorda – otrzymali wezwania sądowe. Nic dziwnego, że przedstawiciele big tech ociągali się ze złożeniem zeznań w sprawie bezpieczeństwa młodych użytkowników sieci. Dane są bezlitosne – niemal co piąte dziecko czy nastolatek, który korzysta z platform społecznościowych, spotyka się z niechcianymi treściami, nagabywaniem czy przemocą.
Zuckerberg przeprasza
Choć podziały polityczne są w Stanach najgłębsze od wielu lat, to prace nad nowym ustawodawstwem, nakładającym na platformy społecznościowe obowiązek ochrony najmłodszych użytkowników, popierają senatorowie obu partii. Także przesłuchanie przedstawicieli TikToka, Snapchata czy Mety nie pozostawiało złudzeń, że niezależnie od podziałów partyjnych politycy nie mają wątpliwości, że młodzi są zbyt mało chronieni.
Powagi wydarzeniu dodał fakt, że w sali zgromadzili się rodzice młodych, którzy stali się ofiarami internetowych prześladowań, a na sam początek posiedzenia wyświetlono nagranie osoby, która padła ofiarą przemocy seksualnej. Lindsey Graham, konserwatywny senator z Karoliny Południowej, stwierdził, że firmy mają „krew na rękach”. W pewnym momencie, po wyjątkowo agresywnym fragmencie przesłuchania prowadzonym przez Republikanina Josha Hawleya, Mark Zuckerberg, prezes Mety, do której należą Facebook i Instagram, wstał i osobiście przeprosił rodziców ofiar internetowej przemocy.
Regulować, nie cenzurować
Amerykańscy prawodawcy już od kilku lat próbują stworzyć przepisy, które regulowałyby korzystanie z treści internetowych przez młodych ludzi.