Nauka

Króliki doświadczalne czeka gorszy los

Ministerstwo Edukacji i Nauki chce, by organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną praw zwierząt nie mogły odwoływać się od decyzji lokalnych komisji etycznych wydających zgody na doświadczenia na żywych zwierzętach. Ministerstwo Edukacji i Nauki chce, by organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną praw zwierząt nie mogły odwoływać się od decyzji lokalnych komisji etycznych wydających zgody na doświadczenia na żywych zwierzętach. Veterinary Science and Life / Forum
Organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną praw zwierząt nie będą mogły odwoływać się od decyzji lokalnych komisji etycznych wydających zgody na doświadczenia na żywych zwierzętach. Taką zmianę próbuje wprowadzić MEiN. Ucierpią najsłabsi, czyli zwierzęta.

„Piątka dla zwierząt” upadła, za to pojawił się kolejny pomysł na to, jak pogorszyć sytuację naszych braci mniejszych. Tym razem chodzi o zwierzęta laboratoryjne.

Naukowcy wszczepiają myszom i szczurom komórki rakowe do mózgu z wytworzeniem przerzutów. W innych badaniach zwierzęta otrzymują rosnące dawki substancji toksycznych, aż do wywołania zatrucia i śmierci, i nie stosuje się przy tym żadnych leków uśmierzających ból. To rzeczywistość polskich laboratoriów. Tego typu badania są w nich codziennością.

Czytaj także: Jaką cenę za pandemię koronawirusa zapłaciły zwierzęta?

Jak podaje w sprawozdaniu Krajowa Komisja Etyczna do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach (KKE), w 2019 r. w polskich laboratoriach do doświadczeń wykorzystano 143 103 zwierzęta, w tym 74 714 myszy, 23 334 szczury, 11 469 danio pręgowanych, 6275 kur, 1050 świń i 1054 króliki. Doświadczenia prowadzono również na 12 kotach, 9 psach, 387 owcach i 492 karpiach. Aż 41 813 zwierząt zostało poddanych procedurom dotkliwym, czyli tym najbardziej drastycznym, a 63 384 – procedurom umiarkowanym.

Teoretycznie doświadczeniami na zwierzętach rządzi obowiązująca w całej UE zasada 3R (replacement, reduction, refinement), czyli zasada zastąpienia, ograniczenia i udoskonalenia. Chodzi w niej o takie projektowanie doświadczeń, by wykorzystana liczba zwierząt była jak najmniejsza, aby wszędzie tam, gdzie to możliwe, zamiast żywych zwierząt stosować uznane metody alternatywne oraz by jak najbardziej zminimalizować cierpienie i dyskomfort doznawany przez zwierzęta. Życie pokazuje, że zasada 3R bywa często naruszana.

Czytaj także: Kto ma chronić zwierzęta doświadczalne

Wiele projektów nie ma wystarczającego uzasadnienia naukowego albo są źle zaplanowane, przez co ich wyniki nie będą miarodajne bądź sposób postępowania ze zwierzętami nie spełnia wymogów prawnych – mówi Anna Gdula, prezeska Fundacji Lex Nova i członkini lokalnej komisji etycznej w Olsztynie, z zawodu lekarz anestezjolog.

Konflikt interesów

Wydawaniem zgód na doświadczenia na żywych zwierzętach zajmują się specjalnie powołane do tego celu lokalne komisje etyczne (LKE), których w całym kraju jest 11. W komisjach zasiadają zarówno naukowcy, jak i osoby z organizacji ochrony zwierząt i organizacji praw pacjenta, ale tych pierwszych jest więcej, więc w praktyce strona społeczna ma ograniczony wpływ na podejmowane decyzje. Sytuację komplikuje to, że wielu naukowców, zajmujących się badaniami na zwierzętach, jest zrzeszonych w Polskim Towarzystwie Nauk o Zwierzętach Laboratoryjnych – PolLASA. Towarzystwo to wpisało w swój statut „ochronę zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych” i naukowcy z PolLASA zajmują w LKE miejsca reprezentantom organizacji, które faktycznie reprezentują prawa zwierząt.

W tej chwili prawo przewiduje, że przedstawiciele organizacji chroniących zwierzęta mogą składać odwołania od decyzji LKE do Krajowej Komisji Etycznej do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach (KKE) działającej przy Ministerstwie Edukacji i Nauki. Organizacjom przysługują prawa strony w postępowaniu administracyjnym, czyli mogą m.in. zapoznawać się z dokumentacją zgromadzoną w toku postępowania, a także składać skargi do sądu administracyjnego.

Choć udział organizacji prozwierzęcych w postępowaniach przed komisjami etycznymi jest w istocie przypadkowym efektem odesłania do kodeksu postępowania administracyjnego, ma jedną ogromną zaletę. Wypełnia ważną lukę, jaką w ustawie stanowi brak możliwości weryfikacji decyzji komisji etycznych pozytywnych dla wnioskodawcy – uważa prof. Tomasz Pietrzykowski, przewodniczący KKE.

Czytaj także: Zwierzęta wciąż są wykorzystywane w eksperymentach naukowych

Ministerstwo Edukacji i Nauki chce organizacje tych praw pozbawić, mimo że przez sześć lat obowiązywania przepisów był to jedyny w praktyce działający sposób na uchylenie wadliwych decyzji LKE. Jeśli przepisy zostaną uchwalone, nie będzie kto miał zapobiegać niepotrzebnemu wykorzystaniu zwierząt w laboratoriach.

Skąd nagle pomysł wyłączenia organizacji społecznych z postępowań? Prawdopodobnie przyczyniła się do tego ich skuteczność oraz rosnąca liczba postępowań, w których chcą reprezentować interes zwierząt.

Dotychczas organizacjom udało się doprowadzić do uchylenia 15 decyzji LKE. Jakie to były sprawy? Na kursie dla chirurgów świnie miały być poddawane zabiegom wycinania żołądka, choć program specjalizacji lekarskich nie przewiduje wykonywania zabiegów na zwierzętach. Producent soków owocowo-warzywnych uzyskał dofinansowanie o wartości 12 mln zł z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na przeprowadzanie testów soków owocowo-warzywnych na zwierzętach zakończone uśmierceniem tych zwierząt, mimo że przepisy nie wymagają takich testów przed wprowadzeniem tego typu produktów do obrotu.

Czytaj także: Prawa zwierząt to nie jest żadna „lewicowa ideologia”

Przepisy dopuszczające organizacje społeczne do postępowań prowadzonych przed LKE obowiązują od 2016 r. Początkowo tylko w dwóch LKE znaleźli się aktywni obrońcy zwierząt. Z czasem organizacje coraz częściej włączały się w postępowania, ale pojawiły się też pierwsze trudności. Przykładowo w Olsztynie przewodniczącym lokalnej komisji etycznej został w 2020 r. prof. weterynarii Krzysztof Wąsowicz, który równocześnie jest wiceprezesem w PolLASA. Zbiegło się to z utrudnieniami dla fundacji Lex Nova, która chciała – jak dotychczas – włączać się do postępowań wymagających udziału czynnika społecznego.

W poprzedniej kadencji nasza fundacja brała udział w sprawach dotyczących doświadczeń, które były w oczywisty sposób niezgodne z zasadą 3R. KKE uchyliła zgody wydane przez LKE we wszystkich sprawach, w których złożyliśmy odwołanie – tłumaczy Anna Gdula. – W obecnej kadencji nasza fundacja złożyła w Olsztynie sześć wniosków o dopuszczenie do postępowania i mimo że dotąd zawsze komisje nas dopuszczały, teraz wymagają od nas wykazania dodatkowego interesu społecznego – dodaje.

Czytaj także: Awantura o mutacje SARS-CoV-2 u norek. Jest się czego bać?

Czy sok można testować na szczurach?

Planowane wyłączenie organizacji społecznych z postępowań dotyczących doświadczeń na żywych zwierzętach Ministerstwo Edukacji i Nauki tłumaczy ryzykiem ujawnienia danych chronionych prawami własności intelektualnej i związane z tym narażenie badaczy na negatywne konsekwencje.

Organizacje społeczne odpierają zarzuty.

Przedstawiciele organizacji społecznych, tak samo jak wszystkie inne podmioty, zobowiązani są przestrzegać obowiązującego prawa, w tym prawa własności intelektualnej i przepisów o ochronie danych osobowych. Za naruszenie takich przepisów czy też naruszenie dóbr osobistych odpowiadaliby oni nie tylko cywilnie, ale w określonych przypadkach również karne – mówi Patryk Łuczyński, członek zespołu prawnego Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Mało tego, to naukowcy publikują informacje, które mogą być uznane za wrażliwe.

Przykładem może być artykuł na łamach „Nauki”, w którym grupa naukowców (w tym obecny przewodniczący LKE w Olsztynie) ujawniła, że grant w wysokości kilkudziesięciu milionów złotych od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na badanie przetworów owocowo-warzywnych na zwierzętach otrzymał Tymbark. Tamto badanie było wprost niezgodne z zasadą 3R i dlatego KKE zgodziła się z nami i nie wydała na nie zgody – podkreśla Anna Gdula.

Czytaj także: Czy da się ulżyć w cierpieniu zwierzętom laboratoryjnym?

Zaskakujące jest natomiast to, że ani ministerstwo, ani naukowcy nie dostrzegają możliwości stronniczości naukowców rozstrzygających w komisjach wnioski składane przez ich macierzyste uczelnie.

Zwykle taką bezstronność zapewnić się udaje na poziomie wydziału/instytutu. Członek komisji, który jest pracownikiem danego wydziału/instytutu, nie bierze udziału w ocenie wniosku pochodzącego z własnej instytucji ani nie bierze udziału w głosowaniu nad wnioskiem – wskazuje prof. Krzysztof Wąsowicz.

Prof. Wąsowicz nie widzi też konfliktu interesów w przypadku PolLASA.

W PolLASA większość członków to nie naukowcy, a pracownicy zwierzętarni zajmujący się na co dzień zwierzętami, wykonujący badania eksperymentalne, ale również dbający o ich dobrostan. Towarzystwo, w odróżnieniu od innych organizacji ochrony zwierząt, które stawiają sobie za cel ochronę zwierząt przed wykorzystaniem, jest stowarzyszeniem ludzi, którzy – rozumiejąc i akceptując potrzebę prowadzenia badań z wykorzystaniem zwierząt – stawiają sobie za cel dbanie o te zwierzęta najlepiej, jak w tych warunkach można – tłumaczy Wąsowicz.

Jan Hartman: Barbarzyńca w laboratorium

Takie zarzuty oburzają społeczników, którzy podkreślają, że ich celem nie jest zablokowanie doświadczeń z udziałem zwierząt.

Chcemy jedynie, by odbywały się one z zapewnieniem jak najlepszych warunków, by zwierzęta mogły realizować swoje potrzeby gatunkowe, a także żeby ich cierpienie zostało zredukowane do możliwego minimum – podkreśla Izabela Kadłucka, zoopsycholog i członkini LKE we Wrocławiu.

Co w zamian?

Ministerstwo proponuje rozwiązanie alternatywne: w sytuacjach, gdy trzech członków komisji będzie zgłaszało zastrzeżenia i sformułuje zdanie odrębne od uchwały lokalnej komisji, zainicjowana zostanie procedura weryfikacji takiej uchwały przez KKE.

To znacznie lepsze rozwiązanie. Nie tworzy karkołomnej konstrukcji prawnej, w której decyzje wydaje komisja, w skład której wchodzą przedstawiciele organizacji prozwierzęcych, a te organizacje przyłączają się do postępowania na prawach strony. A jednocześnie daje te same korzyści – bo odwołanie może być wniesione i uchwała komisji etycznej zweryfikowana wskutek działań mniejszości członków komisji, którzy głosowali przeciw danej uchwale – uważa prof. Tomasz Pietrzykowski.

Proponowana konstrukcja jest jednak dość osobliwa. Odwołanie mogłyby składać tylko osoby, które brały udział w podejmowaniu decyzji w LKE, zatem trudno mówić o prawie strony społecznej do składania odwołania. Rozwiązanie to jest absurdalne także dlatego, że członkowie komisji, którzy z założenia mają być bezstronni, mieliby równocześnie uprawnienia takie, jak ma strona.

Uprawnienia członków komisji zgłaszających zdanie odrębne będą iluzoryczne. Nie będą oni stroną postępowania. Nie będą mieli żadnych uprawnień procesowych, w tym prawa do sądu w razie utrzymania spornej uchwały przez KKE – a pamiętajmy, że ta też może się mylić. Jedyną stroną w takim postępowaniu nadal pozostanie tylko wnioskodawca zainteresowany przeprowadzeniem doświadczenia – komentuje Patryk Łuczyński.

Czytaj także: Co dzieje się ze zwierzętami za drzwiami laboratoriów

Pomysł krytykuje także Rządowe Centrum Legislacji, które uznało, że zgłoszenie zdania odrębnego przez członka LKE trudno traktować jako substytut udziału organizacji społecznej w postępowaniu administracyjnym.

Projekt ma trafić do Sejmu w obecnym kwartale, a prace nad nim będą dla parlamentarzystów kolejnym sprawdzianem z podejścia do zwierząt.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną