Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Rolnicy zablokowali Warszawę. W tej zadymie nie ma nawet z kim rozmawiać

Protest rolników, Warszawa 27 lutego 2024 r. Protest rolników, Warszawa 27 lutego 2024 r. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl
Blokady rolników trwają od 9 lutego, dziś zablokowana została Warszawa. Na szczęście protestujący zjechali do stolicy autobusami, a nie – jak dzień wcześniej do Brukseli – traktorami. Tam z cystern polała się gnojowica, u nas wysypuje się zboże.

We wtorek 27 lutego centrum stolicy opustoszało, kto mógł, nie wyjeżdżał z domu. Rolnicy zapowiedzieli, że wprawdzie przyjadą autokarami, ale potem ruszą spod pałacu Kultury i Nauki pod Sejm i kancelarię premiera. Czyli lepiej nie ryzykować, jeśli ktoś musi przejechać przez centrum miasta. Protestujący zapowiedzieli, że jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione, ponownie ruszą na Warszawę za tydzień, a wtedy już tak lekko nie będzie. Gdyby jednak rząd chciał je spełnić bez dyskusji, to i tak będzie mu trudno. Nie bardzo bowiem wiadomo, z kim ma rozmawiać.

Czytaj także: Zadymy rolników. W czyim interesie ten chaos? Blokady opanowali krzykacze

Protest rolników wymyka się spod kontroli

Zdumiewające jest, że polski protest ciągle nie ma swojej reprezentacji, z którą rząd mógłby negocjować. Kto chce, dorywa się do mikrofonu i przedstawia jako jeden z organizatorów. Coraz więcej protestujących to lokalni działacze Konfederacji, nie brakuje sympatyków PiS. Coraz więcej zdarzeń, które przypisuje się protestującym, pachnie po prostu prowokacją. – Protest wymknął się spod kontroli – mówi mi jeden z protestujących rolników. Gorzej, że żadna z protestujących organizacji rolniczych nie próbuje temu przeciwdziałać.

Rolnicy uznali, że im ich będzie więcej, tym protest będzie bardziej skuteczny. To złudzenie, bo pod rolników, żądających spełnienia ich postulatów, podczepiają się grupy, którym po prostu zależy na jak największej zadymie, utrudniającej rozmowy. Z produkcją żywności nie mają nic wspólnego.

Czytaj także: Myśliwi założyli kapelusze i dołączają do rolników. Zemsta za ograniczenie polowań?

Pod Bydgoszczą nieznani sprawcy wysypali zboże z wagonów, które jechały do portu. Ziarno przejeżdżało przez Polskę tranzytem. Tym, którzy je bezprawnie wysypali, z pewnością nie zależy na dobrym wyniku rozmów protestujących rolników z rządem, a wręcz odwrotnie – na zaostrzeniu sytuacji. Emocje targają obiema stronami. Prezydent Zełenski przypomniał, że Polska sprzedaje Ukrainie o wiele więcej niż Ukraińcy nam. I zauważył, że nasze towary też mogą być przez Ukraińców blokowane. Sytuacja się zaostrza.

Przeciw otwarciu UE na tanią żywność

Dzień wcześniej rolnicy europejscy najechali traktorami Brukselę, w tym dniu trwała narada unijnych ministrów rolnictwa. Z cystern wylała się na ulice gnojowica, zapłonęły opony. Europejscy rolnicy protestują przeciwko europejskiemu Zielonemu Ładowi, nasi dorzucają do tego żądanie zamknięcia granic przed żywnością ukraińską. O tym, że Zielony Ład zostanie zmieniony, wiedzą już wszyscy. O zmianach trzeba jednak rozmawiać. Z kim?

Zielony Ład wymaga większej troski o środowisko, bioróżnorodność, co wiąże się z mniejszą emisją gazów cieplarnianych. To wszystko oznacza żywność wyższej jakości, a więc – produkowaną po wyższych kosztach. Czyli europejskie zboże, mięso, owoce będą droższe, mniej konkurencyjne cenowo. Dlatego protest w Brukseli koncentrował się bardziej na sprzeciwie wobec umowy o wolnym handlu z krajami Ameryki Południowej. Oznacza ona otwarcie unijnego rynku na żywność tańszą, bo produkowaną bez zachowania naszych standardów.

Czytaj także: Sianie burzy. Rolniczy bunt opanowuje kolejne kraje. O co toczy się ta bitwa?

To jest wojna o władzę

Polscy rolnicy już mają swój Mercosur, to żywność ukraińska. Polskie produkty nie wytrzymują z nią cenowej konkurencji. To wszystko prawda, ale nie cała.

Zamknięcie polskiej granicy nie rozwiąże bowiem naszych problemów. Bo ceny na zboże nie tylko w Polsce są takie, jak były przed 15 laty. Najniższe od lat są także na europejskiej giełdzie Matif w Paryżu, ale też na amerykańskiej giełdzie w Chicago. Obniża je zwiększona podaż ziarna, którym światowe rynki zalała Rosja. To zboże ze zwiększonych upraw w Rosji, ale też to, które wojsko Putina zagrabiło w Ukrainie, którą Rosja chce wypchnąć ze światowych rynków. To wojna na śmierć i życie, tyle że bronią jest żywność. Tego problemu nasz rząd nie rozwiąże, ale Komisja Europejska musi się z nim zmierzyć. Putin wie, gdzie uderzać.

Blokujący polskie drogi i Warszawę rolnicy albo tego nie rozumieją, albo zbyt chętnie słuchają podpowiadaczy z Konfederacji czy PiS. Reprezentanci tych partii, których wśród protestujących jest coraz więcej, prowadzą własną wojnę – to wojna, w której chodzi o władzę. Nie o Zielony Ład ani o ceny żywności. Nie chodzi im o interes rolników, bo on się 15 października nie zmienił, od wybuchu wojny Rosji z Ukrainą jest taki sam. Ale wtedy o niego nie walczyli, dopiero teraz. Rolnicy postawili na marnych sojuszników, bo sypnięcie pieniędzmi – co też wydaje się przesądzone – problemów nie rozwiąże.

Czytaj także: Obrotowy Wojciechowski. Komisarz musi odejść

Protestują rolnicy, czyli kto?

Zwłaszcza że te polskie problemy są nieco inne. W pozostałych unijnych krajach najgłośniej protestują rolnicy duzi, to ich niskie ceny i rosnące koszty uderzają po kieszeni najbardziej. Doskonale definiują swoje interesy. Z nami jest inaczej – rolników, którzy produkują i sprzedają na rynek, jest nie więcej niż 400 tys. Żadna partia nie reprezentuje ich interesów, bo każda woli kupić głosy tych drobniejszych, do nich także kierowana jest większość unijnej pomocy. Takich rolników jest w Polsce 1,3 mln.

I jeśli teraz UE zechce protesty rolników stłumić dodatkowymi pieniędzmi, to w starej Unii (z wyjątkiem Grecji i Portugalii) trafią one do rolników dużych, w Polsce zaś będzie to raczej, jak dotychczas, pomoc socjalna. Zresztą do tej pory większość z 4,5 mld euro rocznie, które trafiają do Polski, adresowana jest właśnie do takich gospodarstw.

Adam Szostkiewicz: Traktory z flagą narodową

Na razie politycy udają, że tego nie widzą. Ale dla rolników produkcyjnych zagrożenie tanią żywnością ukraińską jest coraz większe. Im później politycy zdadzą sobie z tego sprawę, tym więcej za rolnicze protesty zapłacimy w podatkach.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Nauka

Za dużo leków, diagnoz depresji, autyzmu i ADHD? Wielki spór w psychiatrii

Narasta sprzeciw wobec tradycyjnej psychiatrii. Zamiast u lekarzy pomocy szukamy w aplikacjach i poradnikach. Dwie książki próbują uporządkować ten chaos. Z różnym skutkiem.

Paweł Walewski
12.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną