Społeczeństwo

Prezes PiS chce więcej historii w szkole. Ale kiedy?

Lekcja historii Lekcja historii Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
Czy zapowiedzi dotyczące nauczania historii w szkołach, sformułowane w Polskim Ładzie, dziwią? W żadnym razie. Czy zostaną spełnione? Pewnie nie.

„W szkołach średnich wprowadzimy naukę historii dwoma nurtami, tzn. historię powszechną i historię Polski. Dla każdego z tych nurtów będzie przeznaczone dwie, trzy, może więcej godzin w ciągu tygodnia zajęć. Będzie to ogromna zmiana” – podkreślał Jarosław Kaczyński w trakcie prezentacji Polskiego Ładu. I ta zapowiedź, okraszona komentarzem, że „chodzi o to, aby młodzi ludzie poznawali Polskę, kulturę, by się z nią wiązali, dzisiaj bywa z tym różnie”, była jedną z nielicznych sformułowanych w odniesieniu do szkół i edukacji w trakcie dwugodzinnego ogłaszania słynnego planu.

Więcej historii, czyli nic nowego

„Podniesienie rangi nauczania historii” to stały motyw w wypowiedziach i planach polityków partii rządzącej, a także związanych z nią ekspertów. Zdublowanie godzin przez rozdzielenie lekcji na dzieje Polski i reszty świata postulował m.in. na łamach „Naszego Dziennika” jeden z jego popularniejszych publicystów, pedagog dr Andrzej Mazan. W początkach ogłaszania tzw. reformy Anny Zalewskiej ówczesna szefowa MEN zapowiadała, że to historia – obok języka polskiego, obcego i matematyki – będzie obowiązkowym dla wszystkich przedmiotem zdawanym na egzaminie ósmoklasisty (ostatecznie postanowiono dać uczniom wybór spośród kilku innych).

Z medialnych wystąpień polityków PiS w ostatnich godzinach możemy się dowiedzieć, że zapowiedziane przez prezesa Kaczyńskiego rozdzielenie i rozszerzenie nauczania ma służyć wychowaniu kolejnych pokoleń w duchu patriotycznym i umożliwić poświęcenie większej ilości czasu na naukę historii najnowszej, że na lekcjach będzie nie tylko opłakiwanie klęsk, lecz także omawianie „wielkich polskich zwycięstw” i „wspaniałej tradycji I Rzeczypospolitej”, a z ciemniejszych kart – powstań, które nawet jeśli kończyły się tragicznie, to były „elementem spajającym kolejne pokolenia i dawały szansę na odrodzenie ojczyzny po okresie zniewolenia” (to akurat cytaty i parafrazy z wywiadu wiceministra Dariusza Piontkowskiego dla wpolityce.pl).

Wszystko jest więc spójne i w zasadzie przewidywalne, dopóki nie pojawi się pytanie, jak właściwie PiS chce to zrobić? O przeładowaniu podstaw programowych mówi się nieustająco – liczba lekcji wielu nastolatków przekracza 40 tygodniowo, a teraz miałyby dojść, przyjmując średnią, kolejne cztery godziny. Jest jeszcze kwestia, także podnoszonego od lat, braku nauczycieli (w trakcie pandemii pracowników w wielu szkołach znowu ubyło).

Historia obowiązkowa na maturze?

Jeśli jednak w poszukiwaniu odpowiedzi zajrzeć do tekstu programu Polski Ład, okazuje się, że rozmach planu jest mniejszy, niż mogłoby się wydawać. „Zwiększymy rolę historii w programie nauczania, zwłaszcza w szkołach średnich, także w perspektywie egzaminu maturalnego. W liceach ogólnokształcących i technikach (3. lub 4. klasa szkoły średniej) wprowadzimy zajęcia z historii XX w. (głównie Polski)” – zapowiadają autorzy. A zatem dodatkowa historia nie przez kilka lat, a w końcówce szkoły średniej. Czy to znaczy, że można odetchnąć? Nie do końca, bo w cytowanych sformułowaniach można dopatrzyć się zwiastuna wprowadzenia historii jako obowiązkowego egzaminu maturalnego, skoro na koniec podstawówki się nie udało.

Ale zostaje kolejny szkopuł: podstawy programowe i podręczniki. Wprowadzenie nowego przedmiotu, nawet na rok nauki, wymagałoby przygotowania do niego podstawy programowej. Na upartego można to wykonać na kolanie, ekipa PiS ma w tym trening. Ale co z podręcznikami? Właśnie kończy się procedura dopuszczania do druku książek – także do historii – dla klas III, a piszą się te dla klasy IV szkoły średniej. Trzeba było je od nowa stworzyć w związku z wydłużeniem liceum i technikum po wspomnianej „reformie Zalewskiej”. Podręczniki do historii są wśród tych, którym minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek obiecywał poświęcić szczególnie dużo uwagi – i co będzie teraz, gdy wreszcie zyskają akceptację?

Tak się składa, że Polska w tych podręcznikach do historii jest jeszcze częścią świata (przynajmniej powinna być, bo przewiduje to aktualna podstawa programowa). Jeśli zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego miałyby się spełnić, książki trzeba by było pisać od nowa. W najlepszym razie powinny zniknąć z rynku zaraz po tym, jak na niego wejdą.

A psycholog w każdej szkole?

Nie po raz pierwszy ekipa rządząca daje wyraz słabej orientacji w tym, jak zorganizowana jest nauka w szkołach i ile naczyń trzeba połączyć, żeby zrealizować jakikolwiek poważniejszy zamysł.

Całkiem uzasadniona jest więc nadzieja, że poszerzanie nauki historii pójdzie równie sprawnie jak spełnienie zapowiedzi o psychologu i pedagogu w każdej szkole. Ta obietnica, powtarzana od 2018 r., też pojawiła się w Polskim Ładzie – znów wśród zapowiedzi. Choć akurat w tym przypadku bardzo chciałoby się, aby znalazła się w rubryce „Zrealizowane w minionych pięciu latach”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną