Wojna z terrorem: co zmienią zamachy w Brukseli

Spokojnie, to tylko zamach
Europa nie zapobiegła tragediom w Paryżu i Brukseli. Musi zdecydować, jakie będą ich następstwa.
Czy belgijskie służby mogły zapobiec atakowi na własną stolicę i centrum polityczne Unii Europejskiej?
Christian Hartmann/Reuters/Forum

Czy belgijskie służby mogły zapobiec atakowi na własną stolicę i centrum polityczne Unii Europejskiej?

Najgroźniejszy efekt terroryzmu to nie sam akt zbrodni, lecz strach ludzi Zachodu, który może ich skłonić do podjęcia pochopnych decyzji.
Philippe Wojazer/Reuters/Forum

Najgroźniejszy efekt terroryzmu to nie sam akt zbrodni, lecz strach ludzi Zachodu, który może ich skłonić do podjęcia pochopnych decyzji.

audio

AudioPolityka Jędrzej Winiecki Łukasz Wójcik - Spokojnie to tylko zamach

Dwie bomby eksplodowały we wtorek 22 marca ok. 8 rano w hali głównego brukselskiego lotniska Zaventem. Niedługo później doszło do wybuchu na stacji metra Maelbeek, położonej pod Rue de Loi, ulicą Prawa, głównym ciągiem komunikacyjnym dzielnicy europejskiej mieszczącej najważniejsze instytucje zjednoczonego kontynentu. Te trzy eksplozje zabiły ponad 30 osób, blisko 300 raniły i wprowadziły Europę w stan przygnębienia.

Zamachy były oczekiwane. Sobotnio-niedzielne gazety opisywały detale piątkowego aresztowania Salaha Abdeslama, pochodzącego z Belgii 26-latka z francuskim obywatelstwem. Uważanego za ostatniego żyjącego z dziesiątki terrorystów, która w listopadzie zaatakowała Paryż, zabijając tam 130 osób. Minister spraw zagranicznych Belgii Didier Reynders przestrzegał, że zatrzymany szykował zamach również w Brukseli i nie działał sam.

Ostrzeżenia były słuszne. Autorzy brukselskich zamachów byli częścią grupy paryskiej i planowali uderzyć prawdopodobnie m.in. na elektrownię atomową na terenie Belgii, ale schwytanie Abdeslama, który podczas przesłuchań mógł zacząć sypać kompanów, przyspieszyło akcję. Czy belgijskie służby mogły zapobiec atakowi na własną stolicę i centrum polityczne Unii Europejskiej?

Epoka nowego terroryzmu 

Służby miały wiele nici w garści. Jak się szybko okazało, zamachowcy w swoim krótkim życiu wielokrotnie stykali się z policją i wymiarem sprawiedliwości. 27-letni Khalid el-Bakraoui (wysadził się w metrze) od 11 grudnia poszukiwany był listem gończym. Wcześniej kradł samochody i napadł na bank, był też posiadaczem karabinu Kałasznikowa. W 2011 r. sąd skazał go na 5 lat więzienia, wyszedł wcześniej za dobre sprawowanie.

Jego brat, 24-letni Ibrahim (zamachowiec samobójca z lotniska), odsiedział połowę z 9 lat kary więzienia za próbę zabójstwa policjanta w 2010 r. podczas napadu na brukselski oddział Western Union. Od października 2014 r. był już na wolności i choć nie mógł opuszczać Belgii na dłużej niż miesiąc, w czerwcu 2015 r. został zatrzymany w Turcji. Tureckie władze uznały go za potencjalnego uczestnika walk w Syrii i chciały deportować do Belgii, której paszport posiadał, ale Belgowie nie byli zainteresowani.

Członków siatki w różnych krajach wielokrotnie zatrzymywano do rutynowych kontroli. Dokumenty Salaha Abdeslama sprawdzano na granicy francusko-belgijskiej dzień po paryskich zamachach i na granicy węgiersko-austriackiej we wrześniu 2015 r. Z Węgier do Austrii w wynajętym mercedesie podróżował z nim wtedy Najim Laachraoui (drugi zamachowiec samobójca z brukselskiego lotniska i pirotechnik) oraz Mohamed Belkaïd, 35-letni Algierczyk zastrzelony w Brukseli podczas obławy na Abdeslama.

Po zamachach belgijscy ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości podali się do dymisji, ale premier Charles Michel rezygnacji nie przyjął, bo „nie schodzi się z pola walki w czasie wojny”. Nieskuteczność służb, tak jak podesłanie przez brukselskiego dyspozytora za małej taksówki, co szczęśliwie uniemożliwiło przewiezienie największej bomby, uznano powszechnie za dowód niedoskonałości Belgii, drugiego po Grecji chorego państwa Europy. Funkcjonującego z trudnościami w dziwnej federacji, czasem miesiącami bez rządu, za to z kilkoma służbami policyjnymi w samej Brukseli i całymi kwartałami pozbawionymi policyjnego nadzoru, co sprzyjało terrorystom. „James Bond nie mógłby być Belgiem”, przyznał gorzko tygodnikowi „Time” Alain Winants, były wieloletni szef belgijskiego wywiadu, żaląc się na cięcia w budżecie na bezpieczeństwo i ignorowanie zagrożeń. Dopiero teraz unijni przywódcy obiecują, że zastanowią się, jak poprawić obieg informacji wywiadowczych.

Europejczycy, z wyjątkiem Rosji i Turcji, nie musieli ostatnio ani pamiętać o terroryzmie, ani zbytnio się nim przejmować. W XXI w. – epoce, gdy w Azji i Afryce bomby wybuchały codziennie – w Europie Zachodniej do dużych ataków dochodziło sporadycznie. W 2004 i 2005 r. w Madrycie i Londynie w odwecie za wojny w Iraku i Afganistanie uderzyły grupy powiązane z Al-Kaidą. Następny wielki zamach to Anders Breivik w Norwegii, tzw. samotny wilk, terrorystyczny solista napędzany własnymi zaburzeniami. A później dopiero Paryż i teraz, po ledwie 4 miesiącach, Bruksela.

Był czas, gdy to Europa stała terroryzmem. Od lat 70. do połowy 90. głównie w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i Niemczech wybuchy znaczyły szlak walk IRA, Basków, Palestyńczyków, skrajnej lewicy i prawicy, politycznych rachub choćby Kadafiego. Ale trwała zimna wojna, terroryzm był frontem walki ideologicznej toczonej na całym świecie i w cieniu możliwej konfrontacji nuklearnej. Wraz z zakończeniem zimnej wojny bomby w Europie ucichły. Czy teraz mamy początek serii, epoki nowego terroryzmu w Europie?

Paryżem i Brukselą wstrząsnęli młodzi mężczyźni, urodzeni przeważnie w Europie Zachodniej. Ich przodkowie pochodzili np. z Maroka, skąd Belgowie kiedyś ściągali robotników do pracy w hutnictwie stali. Mają belgijskie czy francuskie paszporty, co pozwoliło im przechodzić bez problemów kontrole na europejskich granicach, postawionych w zeszłym roku w związku z migracją z Południa. Ale nie mają ani francuskiej, ani belgijskiej, a już na pewno europejskiej tożsamości. Niedopasowani poszukiwali sensu życia na ulicy i w gangach. Handel narkotykami i cięższe przestępstwa zaprowadziły ich do więzień. I system penitencjarny stał się drogą nie do europejskiej resocjalizacji, ale za sprawą współosadzonych kombatantów walk na Bliskim Wschodzie – do dżihadystycznego oświecenia.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną