Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Kraje Europy będą biegły w różnym tempie

Przyzwolenie na Europę różnych prędkości otwiera drogę do kolejnych podziałów

Spotkanie przywódców Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch w Wersalu Spotkanie przywódców Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch w Wersalu Martin Bureau/Reuters / Forum
Kanclerz Niemiec przekonywała w Wersalu, że doszliśmy do takiego momentu w historii Unii Europejskiej, że Europa różnych prędkości stała się koniecznością.

Podczas wczorajszego spotkania przywódców Francji, Niemiec, Hiszpanii i Włoch potwierdzono, że Unia nie domaga i żeby mogła gonić resztę świata, musi zewrzeć szeregi i ruszyć z kopyta. Niestety potwierdzono też, że biegnąc w tak dużej grupie jak obecnie, trudno będzie jej się dogadać i utrzymać zadowalające tempo. Dlatego postawiono na Unię różnych prędkości.

Polegać miałoby to na tym, że Unia zachowałaby swój obecny kształt, ale państwa opowiadające się za szybszą integracją biegłyby z przodu, miałyby m.in. wspólną walutę, unię bankową, politykę podatkową, politykę obronną, imigracyjną i nawet zagraniczną. Dogadywałyby się szybciej, przez co łatwiej byłoby im utrzymać wspólne tempo. Nie narzucałyby też krajom bardziej sceptycznym swojego stanowiska i pozwalałyby im zachować większą niezależność.

Europa różnych prędkości koniecznością?

Kanclerz Niemiec przekonywała w poniedziałek, że doszliśmy do takiego momentu w historii Unii Europejskiej, że Europa różnych prędkości stała się koniecznością, bo w przeciwnym razie dojdzie do zastoju. A prezydent Francji oświadczał, że jedność nie zawsze musi oznaczać jednolitość. I lepiej zachowując jedność Unii, otwierać przy tym nowe formy współpracy pomiędzy zainteresowanymi krajami. Z pomysłami zgodzili się obecni na spotkaniu w Wersalu premierzy Włoch i Hiszpanii.

Unia trzeszczy, od dłuższego czasu coraz trudniej jej znaleźć kompromis. Polityka imigracyjna jest tylko najostrzejszym przykładem tego braku wspólnego stanowiska. A ponieważ projekt unijny od początku był pomyślany na zasadach dobrowolności, dzisiaj, w sytuacji patowej, trudno cokolwiek narzucić, a jeszcze trudniej wyegzekwować nawet podjęte już zobowiązania.

Wielcy unijni gracze doszli więc do wniosku, że nic na siłę. Na wokandę wrócił pomysł z lat 90., czyli Europa różnych prędkości, z państwami, które będą stanowiły rdzeń i narzucały tempo, oraz resztą. Ważnym bezpiecznikiem dla słabszych i nie zawsze dotrzymujących tempa miałaby być gwarancja, że rdzeń nie byłby zamkniętym, elitarnym klubem, do którego inne państwa nie miałyby dostępu. Rdzeń ma być otwarty, zachęcający do współpracy i uczestnictwa.

Koniec pozorów, co nie jest dobrą wiadomością

Zwolennicy Europy różnych prędkości twierdzą, że de facto już dziś mamy do czynienia z taką sytuacją. Nie wszyscy członkowie UE należą do strefy Schengen i nie wszystkie unijne państwa są częścią strefy euro, która ma wspólną walutę, bank centralny, unię bankową i pakt fiskalny. Faktyczną zmianą będzie więc tylko odrzucenie pozorów, że wszystkie kraje Unii na sto procent chcą zmierzać w tym samym tempie i do tego samego celu.

Tyle że zachowanie tych pozorów jest bardzo ważne. Wymusza pewne zachowania. I nie pozwala na wprowadzenie do debaty publicznej wykluczającego języka ani tym bardziej wykluczających działań. Odrzucając pozory, dajemy przyzwolenie na wykluczenie. Może nie od razu, ale z czasem. Raz rozpoczęty proces będzie trudny do zatrzymania. Nie bez powodu klasy integracyjne sprawdzają się lepiej niż klasy podzielone na grupy zdolniejszych i narzucających tempo i takich, którzy idą w swoim tempie. Nawet jeśli oficjalnie uczniowie mogą między tymi grupami wędrować. Raz ustalone podziały z czasem się utrwalają.

Europa różnych prędkości też nie jest dobrym pomysłem. Tym bardziej dla słabszych państw, ponieważ powiększy tylko przepaść między starymi i nowymi krajami Unii. Coraz mocniej integrujący się ze sobą główni gracze będą mniej skłonni do solidarności z tymi, którzy pozostaną w tyle, czyli m.in. z Polską. Z naszymi postulatami o wzmocnieniu państw narodowych w ramach Unii oraz osłabieniu instytucji wspólnotowych możemy oczywiście stworzyć grupę niezadowolonych i rozsadzać Unię od środka. Tylko czy to naprawdę leży w naszym interesie?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
14.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną