Świat

W Czechach będą rządzić populista z rusofilem. To źle dla Polski

Andrej Babiš i Miloš Zeman Andrej Babiš i Miloš Zeman David W Cerny/Reuters / Forum
Nasi południowi sąsiedzi po niemal roku wychodzą z politycznego kryzysu. Kontrowersyjny premier może odetchnąć, ale pozorny sojusznik Prawa i Sprawiedliwości wcale nie wesprze polskiego rządu na forum Unii.

Reelekcja Miloša Zemana na fotel prezydenta w styczniowych wyborach uratowała premierostwo dla szefa populistów (ANO) multimiliardera Andreja Babiša. Ponownie wybrany prezydent nie nakłada na Babiša limitów czasowych na utworzenie nowego rządu. Głowie państwa nie przeszkadzają też zarzuty o defraudację unijnych funduszy ciążące na szefie ANO. Zeman stwierdził, że wręczy Babišowi nominację na premiera, nawet jeśli ten znajdzie się w więzieniu.

Babiš pragmatycznym populistą

Rząd Babiša idealnie wpisze się w krytykę unijnej polityki migracyjnej płynącą z Warszawy, Budapesztu, a od niedawna również z Wiednia. Na tym jednak kończą się podobieństwa między czeskim premierem i rządem PiS. Babiš jest pragmatycznym populistą – widząc, że Czesi są sceptyczni wobec przyjęcia euro, sam ostro krytykuje eurogrupę. Niewykluczone, że przychyli się do prezydenckiego postulatu przeprowadzenia referendum nad czeskim członkostwem w Unii i NATO.

Z drugiej strony będzie się starał utrzymać dobre relacje z Brukselą, tak by jego kraj nie ucierpiał przy negocjacjach nowego budżetu Wspólnoty. Wykorzysta też pozycję do ochrony interesów wielobranżowego konglomeratu Agrofertu, któremu przez lata szefował. W tym celu postara się umocnić współpracę z Niemcami i Rosją; Babiš już określa się jako zwolennik zniesienia unijnych sankcji na Kreml. Przy ocieplaniu relacji z Moskwą otrzyma silne poparcie prezydenta, który zasłynął uznaniem aneksji Krymu przez Rosjan, a w zeszłym roku udał się na tygodniowe tournée po Rosji.

Większość planów duetu Andrej Babiš – Miloš Zeman jest wbrew interesowi Polski. Ponadto objęcie władzy przez populistów utrwala powstały już negatywny obraz nowych krajów członkowskich w Brukseli. Premier z zarzutami o defraudację unijnych funduszy poszerzy grono kontrowersyjnych polityków będących u władzy w naszym regionie. Babiš dołączy do rządzącego z tylnego siedzenia Kaczyńskiego, oskarżanych o korupcje rumuńskich socjalistów, autorytarnego Orbána i bułgarskiego premiera Bojko Borysowa, który do swojego rządu zaprosił skrajną prawicę. Taki obraz politycznych elit Europy Środkowej źle rokuje w kontekście ustalania nowych zasad wewnątrzunijnej współpracy i uprawdopodabnia odstawienie problematycznych wschodnich członków wspólnoty na boczny tor.

Czytaj także: Nowa mapa polityczna Europy Środkowej?

Drugie życie afery Babiša

Zrozumienie, jak kontrowersyjną postacią jest Babiš, wymaga cofnięcia się do maja ubiegłego roku. Rządząca wówczas koalicja socjaldemokratów premiera Bohuslava Sobotki i populistów Babiša rozpadła się w wyniku konfliktu liderów ugrupowań tworzących rząd. Sobotka stwierdził, że nie jest w stanie dalej współpracować z Babišem ze względu na prawne wątpliwości wobec jego działań z czasów, gdy szefował Agrofertowi.

Usunięcie Babiša z rządu było zagrywką polityczną, Sobotka na pięć miesięcy przed wyborami parlamentarnymi chciał osłabić największego rywala i wyciągnąć własne ugrupowanie z kryzysu. Sprawa dotyczyła defraudacji funduszy unijnych przez Babiša w 2007 roku. Przyszły lider ANO miał wówczas nielegalnie pozyskać dofinansowanie na budowę ośrodka hotelarsko-konferencyjnego w środkowych Czechach. Po wyciągnięciu zarzutów przez Sobotkę sprawą zainteresowała się policja, na wniosek której parlament we wrześniu odebrał Babišowi immunitet. Wszczęcie postępowania przeciwko liderowi populistów nie wpłynęło na jego popularność. ANO wygrało październikowe wybory, zdobywając 30 proc. głosów, a socjaldemokraci zajęli w nich szóste miejsce, osiągając jedynie 7 proc. poparcia.

Afera Babiša zyskała drugie życie w trakcie grudniowych negocjacji koalicyjnych. Mimo przekonującego zwycięstwa ANO potrzebowała poparcia przynajmniej dwóch innych ugrupowań do uzyskania większości w parlamencie. Zdecydowana większość partii grała kartą oskarżeń wobec Babiša w trakcie rozmów koalicyjnych, podbijając w ten sposób polityczną cenę za poparcie rządu ANO. W efekcie populiści przegrali styczniowe głosowanie nad wotum zaufania. W dodatku na światło dzienne wyszedł unijny raport stwierdzający winę Babiša w sprawie o defraudację z 2007 roku, co zmusiło szefa populistów do ponownego zrzeczenia się immunitetu.

Populista zapewne poczeka z nową rundą negocjacji koalicyjnych do 18 lutego, czyli do czasu wyborów nowego kierownictwa socjaldemokratów. Tam największe szanse na zwycięstwo ma zwolennik koalicji z ANO Jan Hamacek. Ewentualny rząd ANO-CSSD nie dawałby parlamentarnej większości, ale pewnie otrzymałby wotum zaufania dzięki wstawiennictwu komunistów. Rząd mniejszościowy mógłby z powodzeniem szukać poparcia dla proponowanych przez siebie ustaw wśród opozycji. Silne poparcie prezydenta zapewni zaś Babišowi odporność na zarzuty o nadużycia finansowe.

Czytaj także: Czechy mają nowego premiera

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Mama transpłciowego dziecka: Mój syn czuje, że w Polsce jest nikim

Nie czarujmy się, że Polki i Polacy na pstryknięcie palcami zrozumieją, co to znaczy transpłciowość. Ale Pawłowicz i Kaczyński paradoksalnie przyczyniają się do edukacji społeczeństwa – mówi Ewelina Słowińska, mama Saszy, aktywistka fundacji Trans-Fuzja.

Mateusz Witczak
12.04.2021
Reklama