Zachód zaatakował Syrię. To było precyzyjne uderzenie
Kraje zachodniej Europy w symboliczny sposób wsparły Donalda Trumpa, umacniając na chwilę jedność Zachodu. A Rosja dostała sygnał, że czerwone linie jednak istnieją.
W akcji biorą udział siły zbrojne USA, Wielkiej Brytanii i Francji.
Forum

W akcji biorą udział siły zbrojne USA, Wielkiej Brytanii i Francji.

Pierwsze pociski spadły w nocy na cele w Damaszku i Homs. W akcji biorą udział siły zbrojne USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Atak na razie ogranicza się do instalacji związanych z produkcją i przechowywaniem broni chemicznej.

Jakie siły biorą udział w ataku na Syrię

To nie jest operacja dużej skali. Według Amerykanów użyto dwukrotnie większej liczby pocisków Tomahawk niż w zeszłorocznym bombardowaniu lotniska, a więc około stu. Według szefa kolegium połączonych sztabów gen. Josepha Dunforda zaatakowane zostały trzy lokalizacje przy pomocy sił morskich i lotnictwa. Nie wymienił jednak liczby samolotów ani okrętów, które brały udział w akcji. Wiadomo, że w siłach koalicji uczestniczą zaledwie cztery brytyjskie samoloty Tornado. Francja nie ujawniła wielkości zaangażowanych sił.

Zdaniem amerykańskich wojskowych same naloty już się zakończyły. Szef Pentagonu Jim Mattis mówił na briefingu o na razie jednorazowej akcji, ale po południu ma znowu spotkać się z mediami i być może przedstawi plan dalszych działań. W nocnym wystąpieniu prezydent Donald Trump mówił bowiem, że Zachód jest przygotowany na długotrwałą kampanię, która ma na celu uniemożliwienie produkcji, rozprzestrzeniania i użycia broni chemicznej. Mówił też, że gdyby Rosja dotrzymała słowa i zapobiegła zbrodniom Asada, uderzenie nie byłoby potrzebne.

Czytaj także: Donald Trump miał wątpliwości, czy atakować Syrię

Czy Rosja wiedziała o ataku?

Kwestia Rosji jest oczywiście kluczowa. Na razie nie ma dowodów, by rosyjskie wojska obecne w Syrii ucierpiały w ataku. Gen. Dunford przyznawał, że cele wybrano starannie właśnie po to, by ominąć Rosjan. Ale według wojskowych z USA Moskwy też nie uprzedzono o uderzeniu, chyba że za takie uprzedzenie uznać wpisy prezydenta Trumpa na Twitterze sprzed kilku dni. To nie jest do końca jasne, bo francuski minister obrony mówił o wystosowaniu ostrzeżenia do Rosji o zbliżającym się ataku.

Rosjanie ze swej strony twierdzą, że większość pocisków została zestrzelona przez syryjskie systemy przeciwlotnicze. Nie pochwalili się natomiast do tej pory uruchomieniem własnej obrony powietrznej, w tym systemów S-400, które mogły jednak dostarczać Syryjczykom dane. Cytowani przez media świadkowie mówią o ogniu przeciwlotniczym widocznym w Damaszku. Trudno obecnie ocenić jego skuteczność.

Czytaj także: Czy światu grozi wojna z Rosją?

Czy będzie druga faza uderzenia?

Trzeba czekać, aż opadnie mgła wojny. Amerykanie zapewne przedstawią, jeśli nie dziś po południu, to w najbliższych dniach, dane o trafionych celach, łącznie ze zdjęciami satelitarnymi, być może też lotniczymi. Duży briefing w Pentagonie został zapowiedziany na godz. 15 polskiego czasu. Być może wtedy dowiemy się, czy nocne bombardowanie było rzeczywiście jednorazowe. Jeśli tak, jego niewielka skala odpowiada temu, jakie siły można było zgromadzić w stosunkowo krótkim czasie w pobliżu Syrii.

Nie ma stuprocentowego potwierdzenia, choć są takie nieoficjalne przecieki, że w ataku brały też udział bombowce B-1B z bardziej oddalonych baz. Jednak najprawdopodobniej nie użyto maszyn strategicznych z terytorium USA. Jeśli będzie jakaś druga faza uderzenia, zapewne trzeba będzie po nie sięgnąć.

Czytaj także: Dlaczego Asad wygrywa wojnę w Syrii?

Zachód wzmocnił swoją jedność wobec Syrii

Na razie pod względem wojskowym nic nie wskazuje, by kampania nalotów na Syrię mogła być rozszerzona. Nie obserwujemy przemieszczeń dużych kontyngentów lotniczych. Lotniskowiec USS „Harry Truman” co prawda wyruszył ze swej bazy w Norfolk i zmierza na wody mórz Śródziemnego i Arabskiego, ale jego misja na razie określana jest jako rutynowa. Oczywiście, jeśli będą kolejne naloty na Syrię, a Truman dotrze w pobliże, jego skrzydło lotnicze będzie wykorzystane – najszybciej jednak za jakieś dwa tygodnie. Wiele więc zależy od tego, jak najbliższe godziny i dni zostaną rozegrane na innym froncie – dyplomatycznym.

Czytaj także: Czy Donald Trump opuści Syrię?

Prezydent Trump zapowiedział, że coś zrobi, i w końcu zrobił – po kilku dniach ogłaszania i odwoływania ataku na Twitterze. Kraje zachodniej Europy w symboliczny sposób go wsparły, umacniając na chwilę jedność Zachodu. Rosja dostała sygnał, że czerwone linie jednak istnieją. I jak widać, nie zdecydowała się na czynną obronę Asada poprzez użycie własnego uzbrojenia. Samo uderzenie było zaś na tyle ograniczone i precyzyjne, by zredukować ryzyko eskalacji. Pytanie, czy na tym się skończy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj