Orbán w Warszawie. Polska musi przestać pobłażać jego polityce
Premier Węgier Viktor Orbán będzie dziś fetowany w Warszawie. To błąd. Grupa Wyszehradzka mogłaby odbudować swoją pozycję przez tymczasowe wykluczenie Węgier.
Premier Węgier Viktor Orbán będzie dziś fetowany w Warszawie.
KPRM/Fiszki Polityki

Premier Węgier Viktor Orbán będzie dziś fetowany w Warszawie.

Horyzont epoki Orbána został zarysowany przez samego premiera w przemówieniu inaugurującym jego czwartą w karierze kadencję niespełna tydzień temu. Do 2030 roku zamierza utrzymać się u władzy dzięki hojnym dotacjom z Unii Europejskiej – Węgry są największym beneficjentem w przeliczeniu na głowę mieszkańca.

Kulejący rozwój, korupcja, centralizacja

Utrzymując się do tego roku przy władzy, pobiłby 20-letni rekord sir Roberta Walpole′a, XVIII-wiecznego premiera Wielkiej Brytanii. Na plus Orbánowi należy zaliczyć wyjątkową wyobraźnię polityczną i rozmach. Orbán jako jeden z niewielu współczesnych polityków rzeczywiście ma plan dla Europy. I na tym można zakończyć pochwały.

Kulejący rozwój i korupcja na najwyższych szczeblach władzy nie zmniejszają dystansu Węgrów do Europy pod względem dobrobytu mieszkańców. Polska w przeciągu ostatnich trzech dekad skróciła ten dystans o połowę i niedawno przegoniła bratanków. Uzależnienie od rosyjskich źródeł energii – które można by równoważyć, gdyby tylko była taka wola – jest dokładnie odwrotnym kierunkiem niż ten, który Polska realizuje nie tylko dla siebie, ale też dla całego kontynentu.

Centralizacja państwa, co prawda przeprowadzona w białych rękawiczkach konstytucyjnej większości, jest zaprzeczeniem polskiej kultury politycznej opartej na efektywnej samorządności (według CBOS Polacy od lat nie ufają władzy centralnej, a zdecydowanie ufają samorządom). Można w to teraz wątpić, ale trzeba pamiętać, że PiS stara się zrealizować zamach na konstytucyjny porządek podstępem (nie to obiecywano wyborcom w kampanii wyborczej), a Fidesz dokładnie zapowiada to, do czego później dąży.

Czytaj też: Partia Orbána wygrywa wybory

Węgry stają się niebezpieczne dla Zachodu

Podczas przemówienia inauguracyjnego w parlamencie Orbán mówił o duchowej i kulturalnej wspólnocie Europy Środkowej oraz potrzebie nowej ekonomicznej współpracy w regionie – projektu finansowanego także z pieniędzy polskiego podatnika. Ale jednocześnie określił geopolityczną odrębność Węgrów i dystans wobec transatlantyckiej wspólnoty demokracji. Któremu z przywódców państw NATO czy Unii przyszłoby na myśl żądać w exposé więcej szacunku dla Putina i Erdoğana?

Węgry pod jego rządami stają się niebezpieczne dla Zachodu, a tym samym dla naszego regionu i Polski. Obecne granice polityczne Węgier to dla niego za mało – geopolityczny rewizjonizm i antydemokratyczna ideologia stanowią wszystko to, przed czym Europa Środkowa starała się przez setki lat uciec.

Polska musi przestać pobłażać takiej polityce. Źle się stało, że w kwietniu, w przedwyborczy piątek, w Budapeszcie Mateusz Morawiecki został sfotografowany z Orbánem przy historycznej mapie „wielkich Węgier”. Na tej mapie przecież nie ma Słowacji, nie tylko najbliższego sąsiada, ale też najbardziej dotychczas dynamicznej gospodarki państw Grupy V4. Polski nie stać na symboliczne gesty, które mogą nas później słono kosztować.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj