Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Zamiast koszykarzem został premierem Hiszpanii

Pedro Sánchez zastąpił prawicowego premiera Mariano Rajoya. Pedro Sánchez zastąpił prawicowego premiera Mariano Rajoya. Sergio Perez/Reuters / Forum
Pedro Sánchez jako zapalony kibic Atlético dobrze dogaduje się z królem Filipem, ale niektórzy widzą w nim tylko lubiącego lansować się przystojniaka. Kim jest szef nowego rządu Hiszpanii?

46-letni Pedro Sánchez złożył przysięgę w Pałacu Zarzuela przed królem Filipem VI i w obecności byłego premiera Mariano Rajoya. Od razu zwrócił uwagę mediów tym, że nie przysięgał tradycyjnie na krzyż i Biblię, tylko – jako zatwardziały ateista – na wydruk ustawy zasadniczej. Zapowiedział, że będzie wiernie wypełniał swoje obowiązki przez dwa lata pozostałe do końca kadencji. Nie będzie to łatwe, bo jego partia ma ok. 25 proc. mandatów w Kongresie Deputowanych.

Czytaj także: Umarł premier, niech żyje premier. Hiszpański kryzys polityczny

Polityczna i sportowa kariera Pedro Sáncheza

Działający w PSOE od 21. roku życia – najpierw w młodzieżówce, potem jako asystent socjalistycznej europosłanki i prawa ręka hiszpańskiego reprezentanta ONZ podczas wojny w Kosowie. Przed trzydziestką był już jednym z doradców wiceprzewodniczącego socjalistów José Blanco. Jest żonaty, ma dwie córki. Jako zapalony kibic Atlético dobrze dogaduje się z królem Filipem, ale też od lat przyjaźni się z królową Letizią, która w szkole średniej chodziła do równoległej klasy.

Zawsze dobrze przygotowany, przystojny i nienagannie ubrany. W dodatku prymus, z międzynarodową maturą, studiami z ekonomii nie tylko w Hiszpanii, ale i Brukseli. Do tego doktorat z ekonomii, płynny angielski – co w przypadku hiszpańskich polityków wcale nie jest oczywiste – i wysportowanie. Mierzący 190 cm wzrostu Sánchez grał namiętnie w koszykówkę i należał do najlepszej młodzieżowej drużyny w Madrycie. Gdyby nie kontuzje, być może to koszykówką zajmowałby się zawodowo.

Niechciany kandydat na premiera

Ale został politykiem, a teraz stoi na czele rządu. Mogłoby się wydawać, że Sánchezowi wszystko się udaje. Tymczasem wcale nie miał łatwo. Od 2004 do 2009 r. był radnym Madrytu, ale kiedy startował z list PSOE do parlamentu, dwukrotnie – w 2008 i 2011 r. – poniósł porażkę. Dopiero trzy lata później, w 2014 r., po rezygnacji dotychczasowego lidera socjalistów w związku z porażką partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Pedro Sánchez został nowym sekretarzem generalnym PSOE. Wygrał w przeprowadzonym po raz pierwszy w historii PSOE powszechnym głosowaniu na lidera partii, pokonując znacznie bardziej rozpoznawalnych, a przede wszystkim zasiedziałych w polityce kontrkandydatów.

W kolejnych wyborach – w 2015 i 2016 r. – uzyskał mandat deputowanego. Ale w tym samym 2016 r., po przedterminowych wyborach, PSOE straciła ich sporo. Co prawda utrzymała drugie miejsce i król Filip VI wskazał Sáncheza jako kandydata na premiera, ale nie udało mu się uzyskać poparcia. Przeciw zagłosowało 219 z 350 deputowanych.

Test dla nowego premiera

Sánchez konsekwentnie nie chciał wejść w koalicję z ludowcami ani zgodzić się na reelekcję Mariano Rajoya, uniemożliwiając Partii Ludowej utworzenie mniejszościowego rządu. W ten sposób i tak nielubiany w swojej partii Sánchez zyskał kolejnych wrogów. Do grona zazdrośników, którzy widzą w nim tylko świetnie lansującego się przystojniaka, dołączyli przeciwnicy jego radykalnej postawy, którzy dla rządzenia byliby skłonni szukać kompromisu z prawicą.

Jesienią tego samego roku wymuszono na Sánchezie rezygnację z przewodzenia partią. Zastąpiono go zarządem komisarycznym. Pół roku później, kiedy ponownie wystartował w partyjnych prawyborach, wygrał i wrócił na stanowisko sekretarza generalnego. Odtąd próbował pokazywać słabości nie tylko Rajoya, ale i jego współpracowników. Konsekwencji i pracowitości nigdy mu nie brakowało. Ze szczęściem w polityce i lojalnymi współpracownikami bywało jednak różnie, więc teraz czeka go trudny test. Tym bardziej że Hiszpania jest bardzo podzielona, a Katalonia, która niedawno wybrała nowego premiera, wcale nie przestała myśleć o niepodległości.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama