Świat

Polityka migracyjna Trumpa to dziś separacja dzieci od rodziców. Pierwsze damy oburzone

Melania Trump oświadczyła, że serce jej się kraje, kiedy widzi dzieci zabierane rodzinom. Melania Trump oświadczyła, że serce jej się kraje, kiedy widzi dzieci zabierane rodzinom. The White House / Flickr CC by SA
Melanii Trump „serce się kraje”, a Laura Bush przytacza przykład z historii. Nie łudźmy się, że to jakiś sojusz pierwszych dam.

Prawie 2000 dzieci, z niemowlętami włącznie, odseparowały służby imigracyjne USA od ich latynoskich rodziców uwięzionych za nielegalne przekroczenie granicy z Meksykiem. Administracja prezydenta Trumpa wyjaśnia, że to naturalna konsekwencja polityki „zerowej tolerancji” dla nielegalnej imigracji i orzeczenia sądów sprzed 20 lat, że dzieci nie mogą być osadzane w więzieniu razem z rodzicami.

Dzieci podstępem odbierane nielegalnym imigrantom

Nieoficjalnie Biały Dom przyznaje, że postępowanie rządu ma po prostu odstraszać obcokrajowców przed wjazdem do USA bez wizy. Innymi słowy, co tam dzieci, gdzie drwa rąbią, wióry lecą. Szczytny cel ochrony granic przed „inwazją” niepożądanych przybyszów z południa, który postawił sobie Trump i którego osiągnięcie obiecał wyborcom, uświęca najbardziej drastyczne środki.

Jeśli przejście przez zieloną granicę przez zdesperowanych ludzi pragnących lepszego życia traktuje się jak każde inne przestępstwo, to oczywiście dzieci nie trzyma się za kratkami razem z rodzicami kryminalistami. Rzecz w tym, że poprzednie administracje – George'a W. Busha i Baracka Obamy – czyniły wyjątek dla nielegalnych imigrantów z małymi dziećmi. Służby podległe obecnemu prokuratorowi generalnemu Jeffowi Sessionsowi odbierają dzieci podstępem, aby uniknąć scen – w ośrodkach zatrzymań matkom każe się „na chwilę” opuścić dzieci pod pretekstem zrobienia zdjęć i pobrania odcisków palców, a kiedy pozwala się im wrócić, ich pociech już nie ma – zostały zabrane. Odnotowano przypadki zabierania niemowląt karmiącym je matkom. Amerykańska Akademia Pediatryczna oceniła, że polityka rządu wywołuje „nieodwracalne szkody” psychiczne u odłączanych od rodziców dzieci. Były kongresman Joe Scarborough, prowadzący obecnie poranny talk-show w telewizji MSNBC, porównał ją do praktyk nazistów.

Krytyka pod adresem Trumpa

Bezwzględność ekipy Trumpa zaszokowała nawet jego zwolenników z kręgów religijnych. Zaprotestowała Konwencja Południowych Baptystów, a pastor Franklin Graham, syn zmarłego niedawno legendarnego pastora Billy Grahama, nazwał ją „okropną i haniebną”. Potępiła politykę Trumpa Laura Bush, żona poprzedniego republikańskiego prezydenta, porównując ją do internowania amerykańskich Japończyków w czasie II wojny światowej – uznanego po latach za wstydliwy błąd, ale poniekąd zrozumiały po Pearl Harbor, w atmosferze antyjapońskiej psychozy podczas totalnej wojny.

Co ciekawe, także Melania Trump oświadczyła, że serce jej się kraje, kiedy widzi dzieci zabierane rodzinom. Jednak nie łudźmy się, że doszło do jakiegoś sojuszu pierwszych dam i krytyki okrucieństwa administracji przez żonę obecnego prezydenta. Melania powiedziała to samo, co jej mąż, który zatweetował, że „nie znosi widoku” separowanych od matek dzieci. Ale dodał, że winę za te praktyki ponoszą... Demokraci. Bo jeśli zgodzą się oni na proponowane przez rząd nowe ustawy imigracyjne – przewidujące budowę muru na granicy i inne sposoby jej uszczelnienia – to on gotów jest ustąpić w sprawie odbierania dzieci nielegalnym imigrantom.

Elektorat Trumpa jest zadowolony

Inaczej mówiąc, Trump stosuje moralny szantaż, w którym dzieci stały się zakładnikami w politycznej rozgrywce z opozycją. Demokratyczni kongresmani i senatorowie biją na alarm, w niedzielę pojechali na granicę z Meksykiem, piętnując bezduszność prezydenta. Republikanie, z nielicznymi wyjątkami, milczą, jak zawsze, bojąc się narazić wyborcom Trumpa. Na niespełna 5 miesięcy przed wyborami urzędujący członkowie Kongresu z GOP muszą w prawyborach odeprzeć ofensywę zwolenników America First w partii. Twardy kurs wobec nielegalnej imigracji cieszy się aplauzem elektoratu prezydenta. Sytuacja na granicy to jednak poważny kryzys wizerunkowy dla rządu, który może wpłynąć na wyniki Republikanów w wyborach w listopadzie.

Czytaj także: Trump kontra świat

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy internet pomaga w zakochaniu się i utrzymaniu związku?

Czy sieć ułatwia ludziom miłość?

Aleksandra Żelazińska
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną