Truman płynie do Europy
Amerykański lotniskowiec wesprze największe od dwóch dekad ćwiczenia NATO. Czy to sygnał przywrócenia lotniskowców w europejskiej VI Flocie USA?
USS Harry S. Truman, znany też pod oznaczeniem CVN75, powraca na europejskie wody drugi raz w ciągu niecałego roku.
U.S. Navy photo, John L. Beeman/Wikipedia

USS Harry S. Truman, znany też pod oznaczeniem CVN75, powraca na europejskie wody drugi raz w ciągu niecałego roku.

USS „Harry S. Truman”, znany też pod oznaczeniem CVN75, powraca na europejskie wody drugi raz w ciągu niecałego roku. Po wiosennej misji na Morzu Śródziemnym, kiedy z jego pokładu startowały samoloty m.in. uczestniczące w czerwcowych ćwiczeniach Baltops, teraz okręt wraz ze skrzydłem lotniczym wpłynął na Morze Północne, by wziąć udział w ćwiczeniach Trident Juncture. Jak na lotniskowiec to wręcz ruch wahadłowy między bazą Norfolk na wschodnim wybrzeżu USA a rejonem odpowiedzialności amerykańskiej VI Floty, której główna kwatera mieści się we włoskim Neapolu a obszar działania rozciąga od Arktyki do południowego Atlantyku.

Czytaj także: Europa umacnia się na rynku zbrojeń USA

Powrót lotniskowca

Dowódca VI Floty admirał James Foggo jest dowódcą ćwiczenia Trident Juncture, a jednocześnie szefem jednego z dwóch sojuszniczych dowództw operacyjnych w Europie – Dowództwa Połączonych Sił w Neapolu. Sam, będąc podwodniakiem i to tzw. nukiem (atomowcem), pewnie o okrętach nawodnych myśli głównie w kategoriach celów, ale ogłaszając udział Trumana w dowodzonych przez siebie ćwiczeniach, był oczywiście dumny. Lotniskowiec w jego flocie nie pojawia się często, choć ostatnio zdarza się to coraz częściej.

USS „Truman” był już w tym roku na Morzu Śródziemnym w czasie, gdy Amerykanie szykowali się do wzmożonych działań powietrznych nad Syrią, które zaowocowały zmasowanym nalotem na instalacje chemiczne Asada 14 kwietnia. Teraz lotniskowiec obrał kurs na północno-wschodni Atlantyk, by wesprzeć największe w tym roku ćwiczenia NATO. Amerykanie udowadniają, że są w stanie w ciągu pół roku ponownie wysłać napędzaną atomową siłownią część swojego terytorium w rejon wzmożonego napięcia i zwiększonego zaangażowania – sięgającego aż pod granice Rosji.

50 tysięcy wojsk NATO

Udział lotniskowca wraz z towarzyszącą mu – i broniącą go – grupą okrętów oznacza, że liczba amerykańskich żołnierzy biorących udział w ćwiczeniach Trident Juncture przekroczy 18 tysięcy, a całkowita liczba wojsk NATO – 50 tysięcy. Tym samym tegoroczna edycja będzie najprawdopodobniej największymi manewrami sojuszu od końca zimnej wojny, choć wcześniejsze kalkulacje mówiły o przekroczeniu 16-letniego rekordu.

Trident Juncture odbędzie się w Norwegii, na północy, co późną jesienią oznacza ekstremalnie trudne, wręcz zimowe warunki dla marynarzy, lotników i żołnierzy wojsk lądowych. Ale właśnie o to chodzi. By pokazać, że NATO jest zdolne do najwyższej mobilizacji w najtrudniejszych sytuacjach. Że jest w stanie wysłać siły odpowiedzi w trybie alarmowym na północ, tak jak było w stanie wysłać je na południe w roku 2015. Manewry odbędą się w kraju sąsiadującym z Rosją, ale na tyle daleko od jej granic, by nie budzić niepokoju – tak przynajmniej tłumaczy NATO. Nie ma jednak wątpliwości, że rosyjskie kanały propagandowe pokażą nadchodzące manewry jako kolejną demonstrację agresywnych zamiarów Zachodu. Tak jakby sześciokrotnie większe niedawne ćwiczenia Wostok-18 były całkowitą normą.

Co znaczy lotniskowiec?

Prawie dwa hektary niepodległości – takie porównanie powierzchni pokładu lotniskowca przylgnęło do tych jednostek, wprowadzanych do uzbrojenia marynarki wojennej USA od połowy lat 70. USS „Harry S. Truman”, nazwany na cześć prezydenta, który jako pierwszy i jedyny w historii zdecydował o użyciu broni jądrowej przeciwko wojennemu wrogowi USA, jest jednym z najmłodszych okrętów w swojej klasie. Zbudowany w stoczni Newport News kosztem 4,5 mld dolarów i wprowadzony do służby w 1998 r. lotniskowiec jest ostatnim z podstawowego zimnowojennego typu Nimitz.

Z ponad 6200 marynarzami i oficerami na pokładzie i zdolnością pomieszczenia do 90 samolotów skrzydła lotniczego jest sam w sobie siłą zdolną przeciwstawić się niejednej armii świata. Wraz z okrętami towarzyszącymi w grupie uderzeniowej podstawową figurą stawianą przez Stany Zjednoczone na światowej szachownicy wpływów. Tam, skąd jest w stanie bezpiecznie operować amerykański lotniskowiec, tam sięgają interesy USA. Po raz drugi w tym roku Amerykanie zdecydowali się pokazać, że nie zrezygnowali z sięgania po swe interesy w Europie, tym razem na jej północnym, skandynawskim cyplu. Niemal zahaczając o obszar, w którym globalny konkurent USA – Rosja – chciałaby mieć coraz więcej do powiedzenia.

Czytaj także: Amerykańska strategia nuklearna zakłada, że ryzyko wojny atomowej rośnie

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj