Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Bomby, które jeszcze nie wybuchły

Bill i Hillary Clinton Bill i Hillary Clinton Hillary Clinton / Facebook
Polityczni przeciwnicy Donalda Trumpa, w tym Hillary i Bill Clintonowie oraz Barack Obama, odebrali przesyłki z bombami rurowymi. Władze twierdzą, że był to zamach terrorystyczny.
Donald TrumpCathal McNaughton/Forum Donald Trump

Wysłane pocztą bomby rurowe dotarły w środę pod wskazane na kopertach adresy: byłego prezydenta Billa Clintona i jego żony Hillary, byłego prezydenta Baracka Obamy, demokratycznych członkiń Izby Reprezentantów: Debbie Wasserman-Schultz i Maxine Waters, byłego ministra sprawiedliwości w rządzie Obamy Erica Holdera oraz do nowojorskiego biura telewizji CNN, gdzie przesyłkę miał odebrać współpracujący z mediami były dyrektor CIA u Obamy John Brennan. Taka sama bomba przyszła dwa dni wcześniej do słynnego finansisty i filantropa George′a Sorosa. Nikt z nich nie otworzył przesyłek, gdyż zostały one wcześniej przechwycone przez służby ochrony, które rutynowo sprawdzają korespondencję do prominentnych polityków. Gdyby wybuchły – jak bomba wysłana do Sorosa i zdetonowana już przez pirotechników – z pewnością zabiłyby albo ciężko raniły adresatów.

Czytaj także: Kim są przyjaciele i wrogowie Donalda Trumpa

Władze twierdzą, że to zamach terrorystyczny

Wszyscy oni to polityczni przeciwnicy Donalda Trumpa. Waters i Brennan atakują go szczególnie ostro, a CNN to ulubiony cel retorycznych napaści prezydenta na wiecach, kiedy nazywa media „wrogiem ludu”. Wiadomo już niemal na pewno, że wszystkie przesyłki pochodzą od jednego nadawcy lub grupy nadawców. FBI stara się ich odnaleźć i bada zawartość dołączonej do przesyłki zaadresowanej do CNN koperty wypełnionej białym proszkiem. Szuka się przesyłki wysłanej podobno także do byłego wiceprezydenta Joe Bidena. Władze określiły atak jako zamach terrorystyczny. Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio i gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo postawili policję w stan pogotowia i wzmocnili ochronę mostów i tuneli w stanie.

Czytaj także: Kogo zdążył obrazić Donald Trump? Na liście 337 nazwisk, miejsc, a nawet piosenka

Donald Trump reaguje pusto i ironicznie

Rzeczniczka Białego Domu zapowiedziała surowe ukaranie sprawców, a Trump, z kamienną twarzą, nie okazując emocji, potępił atak i oświadczył, że „akty albo groźby politycznej przemocy jakiegokolwiek rodzaju są w USA niedopuszczalne”. Zabrzmiało to – jak zauważyli liderzy demokratów w Kongresie – pusto i ironicznie, bo prezydent na wiecach okazywał przyzwolenie i aprobatę dla przemocy. W czasie swej kampanii niby pół-żartem sugerował, by za pomocą broni palnej rozprawić się z Hillary Clinton, a ostatnio pochwalił republikańskiego kongresmana za to, że powalił na ziemię dziennikarza. Temperatura konfliktu między obu partiami w USA wzrasta od dłuższego czasu, ale od kiedy Trump jest prezydentem, retoryka wzajemnej pogardy i nienawiści zaostrzyła się niepomiernie, ponieważ sam prezydent daje tu zielone światło i osobisty przykład.

Polaryzacja skłania do nienawiści, a nienawiść do czynów

Służby ochrony w Ameryce, rozbudowane zwłaszcza po ataku 11 września 2001 r., działają profesjonalnie i skutecznie, a tradycja i demokratyczne reguły gry nakazują rozwiązywanie sporów pokojowo. Ale coraz bardziej spolaryzowanego kraju, w którym połowa ludności posiada broń palną i gdzie czterech prezydentów zginęło w zamachach, trudno uznać za uodporniony na „polityczną przemoc”, niezależnie od tego, jak jego przywódcy zaklinaliby rzeczywistość. W coraz bardziej toksycznej atmosferze podsycanej przez skrajne odłamy obu stron konfliktu nie może być zaskoczeniem, że nienawistne słowa tym łatwiej skłaniają do czynów. Tak jak zachęciły w Polsce zabójców prezydenta Narutowicza i ks. Popiełuszki, a w USA zabójcę prezydenta J.F. Kennedy’ego.

Czytaj także: Czy amerykański prezydent może bezkarnie pleść, co mu ślina na język przyniesie?

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kultura

Musicale na fali. Taki mało rozśpiewany z nas naród, a nie ma spektaklu bez piosenki

Nie należymy do narodów rozśpiewanych, ale w teatrze trudno dziś znaleźć spektakl bez choćby jednej piosenki. Przybywa też dobrych rodzimych musicali.

Aneta Kyzioł
18.05.2024
Reklama