Świat

Czesi z zarazą sobie nie radzą. Ogłaszają godzinę policyjną

Szpital polowy w Pradze dla pacjentów z covid-19 Szpital polowy w Pradze dla pacjentów z covid-19 David W Cerny / Reuters / Forum
Czeski rząd wprowadza kolejne restrykcje. Otwarte pozostają głównie sklepy spożywcze, nocą obowiązuje godzina policyjna. Do Czech przybywa też pomoc z zewnątrz.

Z liderów walki z koronawirusem Czechy zaledwie w miesiąc przekształciły się w kraj najmocniej dotknięty zarazą. Nasi zachodni sąsiedzi notują najwięcej nowych przypadków zakażeń na milion mieszkańców na świecie, nie licząc miejsc takich jak Andora czy Luksemburg. Rekord padł w piątek 23 października, kiedy potwierdzono 15 254 przypadki infekcji. Statystyki z jesieni są zresztą znacznie gorsze niż te z wiosny. W ostatnie siedem dni zakaziło się 75 tys. osób, ponad jedna czwarta wszystkich chorych w Czechach od lutego. Ogólna liczba ofiar pandemii wynosi 2365 osób – w październiku zmarło więcej chorych niż w pierwszych ośmiu miesiącach pandemii.

Pełzający lockdown w Czechach

Premier Andrej Babiš zaostrza reżim sanitarny praktycznie co tydzień od końca września. W ubiegłym tygodniu zdecydował się na zamknięcie wszystkich sklepów i punktów usługowych, które nie są uznawane za niezbędne. Od 22 października nieczynne są więc m.in. salony fryzjerskie i kosmetyczne. Otwarte pozostają jedynie apteki i sklepy spożywcze, drogerie, kwiaciarnie, sklepy meblarskie czy zaopatrzeniowe. Już wcześniej do zawieszenia działalności zmuszono restauracje, kawiarnie i inne lokale gastronomiczne, wprowadzono zakaz konsumpcji alkoholu w miejscach publicznych. Wszystko po to, by – jak mówił Babiš i minister zdrowia, epidemiolog Roman Prymula – ograniczyć drogi szerzenia się wirusa.

Z każdym dniem restrykcje okazują się niewystarczające. W reakcji na piątkowy rekord władze zdecydowały się wprowadzić kolejne. Od środy 28 września w całym kraju obowiązywać będzie godzina policyjna między 21 i 5: przemieszczanie się będzie dozwolone tylko w celach zawodowych i w nagłych wypadkach. Rząd wysłał na pracę zdalną większość urzędników publicznych i wzywa pracodawców prywatnych, by poszli jego śladem. „Nie możemy po prostu wszystkich zmusić do pracy z domu – mówił w poniedziałek Prymula. – Decyzję muszą podjąć właściciele i dyrektorzy firm”. Te firmy, które muszą utrzymywać pracę w biurach, zobowiązał do wprowadzenia ścisłych protokołów sanitarnych. Ministerstwo pracy szacuje, że w najbliższych dniach z domu pracować będzie nawet 70 proc. Czechów.

Czytaj też: Co będzie dalej z pandemią? Słuchajmy modeli!

Kto będzie leczył Czechów?

Tylko w ostatnim tygodniu pozytywny wynik testu na koronawirusa otrzymało ponad tysiąc lekarzy i członków personelu medycznego, łącznie zakażonych jest ok. 13 tys. W tym tempie lada moment Czechów nie będzie miał kto leczyć – nawet jeśli lekarze nie są chorzy, muszą spędzić kilka–kilkanaście dni na kwarantannie. Przynajmniej w teorii, bo według doniesień ich kwarantanna często jest fikcją, chodzą do pracy. Głównie dlatego, że bez nich system już byłby niewydolny.

W dodatku zapychać zaczynają się też szpitale. Obecnie, jak informował Prymula, zapełnione są w 80 proc. Hospitalizowanych z powodu covid-19 jest 5613 osób, stan 828 pacjentów jest ciężki.

Czesi sami z wirusem mogą sobie nie poradzić, dlatego poprosili o pomoc. Na 90 dni do kraju przyjechało 300 medyków wojskowych z NATO i Unii Europejskiej. Swoich lekarzy wysłała armia USA, niebawem będzie ich 28, może więcej. Inne kraje przysyłają do naszych południowych sąsiadów transporty sprzętu sanitarnego, głównie masek i kombinezonów.

Obecne restrykcje będą obowiązywać tak długo, jak długo trwać będzie stan wyjątkowy, czyli do 3 listopada. Najpewniej zostanie on jednak przedłużony, tak jak wiosną. Czesi muszą bowiem jak najszybciej zredukować tzw. współczynnik R, czyli liczbę osób zakażanych przez pojedynczego nosiciela wirusa. W tej chwili wynosi 1,3. Zdaniem Prymuli dopiero przy wyniku w okolicach 0,8 będzie można mówić o szansach na poluzowanie reżimu.

Czytaj też: W styczniu 2021 r. może być 2,5 miliona ofiar wirusa

Co w Czechach poszło nie tak?

Czechy są jedną wielką czerwoną strefą, a ponad 30 proc. testów daje codziennie wynik pozytywny. Zakazane są zgromadzenia powyżej dwóch osób niemieszkających w jednym domu. Ograniczenia obowiązują też w przemieszczaniu się między poszczególnymi częściami kraju. Wszystko to brzmi o tyle szokująco, że jeszcze niedawno Praga świeciła przykładem w kwestii walki z pandemią. Co więc poszło nie tak?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wiadomo, że druga fala była nieunikniona – walczy z nią zdecydowana większość krajów Europy i Ameryki Północnej. Dlaczego uderzyła w Czechy akurat z taką mocą? W pewnym stopniu winna jest polityka. Kiedy bowiem w sierpniu, u progu nowego roku szkolnego, ówczesny minister zdrowia Adam Vojtech zasugerował wprowadzenie na nowo obowiązku noszenia maseczek również w salach lekcyjnych, spotkał się z dużym oporem ze strony innych polityków z Babišem na czele. W Czechach nie milkną głosy, że rząd przez lato i wczesną jesień zajęty był konsumowaniem sukcesu z wiosny, kiedy Babiš, przychylny noszeniu maseczek, nawet Trumpowi tłumaczył, jak należy postępować z wirusem.

Zabrakło też najpewniej odpowiednio szybkiej reakcji, gdy pandemia znów nabierała prędkości. Rząd długo nie decydował się na całkowite zamknięcie szkół czy organizację wydarzeń sportowych bez udziału publiczności. Dziś płaci za to najwyższą cenę. A Czechy znów są przykładem dla reszty świata. Szkoda tylko, że negatywnym – dowodzącym, że każdy sukces może szybko obrócić się w porażkę.

Czytaj też: Szwecja płaci wysoką cenę za swoją strategię

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Chorwacja – co zobaczyć w drodze nad morze?

Wakacje w Chorwacji kojarzymy przede wszystkim z plażowaniem, kuchnią i zabytkami. Słusznie, ale w głębi kraju czekają na nas prawdziwe skarby natury, które po prostu trzeba zobaczyć!

Prezentacja
21.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną