Świat

Izrael przyspiesza z reformą sądownictwa. Ulica protestuje, nie chce scenariusza z Polski

Policja konna w Jerozolimie podczas protestów, 11 lipca 2023 r. Policja konna w Jerozolimie podczas protestów, 11 lipca 2023 r. Ronen Zvulun / Reuters / Forum
Kneset przyjął właśnie projekt ustawy ograniczającej uprawnienia Sądu Najwyższego, co wywołało kolejne gwałtowne protesty w kraju. W Tel Awiwie tłum rozganiała policja konna, funkcjonariusze użyli też armatek wodnych.

Dramatyczne sceny w Tel Awiwie. Policjanci na koniach i funkcjonariusze z armatkami wodnymi próbowali zepchnąć demonstrujących z ulic, na jednym z nagrań widać, jak kogoś tratują. Doszło do zatrzymań w Hajfie (rzekomo za udział w nielegalnej blokadzie drogi), Tel Awiwie i Jerozolimie, gdzie aresztowano osobę, która miała uderzyć policyjnego konia drewnianą pałką. Do ostrzejszego obchodzenia się z demonstrantami zachęcał ostatnio minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir, który od dawna narzekał, że zwłaszcza w Tel Awiwie policja działa zbyt łagodnie. Widać, że policja wzięła sobie te zachęty do serca, a to bez wątpienia jeszcze rozgrzeje nastroje.

Izraelczycy tradycyjnie wychodzą na ulice po szabacie w sobotę wieczorem, a w 27. tygodniu nieustających protestów pojawiły się wezwania do zorganizowania demonstracji, jakich jeszcze Izrael nie widział. To ze względu na „pierwsze głosowanie prowadzące do dyktatury”. Wezwanie nie pozostało bez echa. We wtorek posłuszeństwo władzy wypowiedziała też kolejna grupa rezerwistów; 300 spośród nich, z jednostek walki cybernetycznej, podpisało list otwarty do ministra obrony z deklaracją, że nie zamierzają stawić się do służby ochotniczej. „Rząd Netanjahu dowiódł dziś, że jest zdeterminowany, by zniszczyć państwo. Uchwalenie ustawy znoszącej klauzulę rozsądku jest pierwszym krokiem do przekształcenia Izraela w państwo skorumpowane, zacofane i słabe” – piszą.

Czytaj też: Izrael skręca w prawo. To jak połączenie Polski, Węgier i Trumpa

Netanjahu prowadzi podwójną grę

W Izraelu przeciąganie liny trwa w najlepsze. Beniamin Netanjahu gra w tę grę nie tylko ze społeczeństwem, ale i własnymi koalicjantami. W marcu, gdy strajk generalny sparaliżował cały kraj, premier wykonał taktyczny krok wstecz. Dymisję popularnego ministra obrony Joawa Galanta, który miał odwagę sprzeciwić się reformie sądownictwa, po cichu cofnięto, a Netanjahu na jakiś czas wstrzymał prace nad pakietem ustaw. Ale to nie zatrzymało regularnych protestów. W maju i czerwcu od ich uczestników słyszałam, że nie zamierzają schodzić z ulic, popełnić polskiego błędu i znaleźć się w tym samym położeniu co my. Na ulicach Tel Awiwu czy Jerozolimy można spotkać reprezentantów niemal wszelkich grup społecznych: byłych wojskowych, rezerwistów, nauczycieli i studentów, organizacje kobiece, LGBT, przedstawicieli związków zawodowych. Wszyscy widzą w reformie sądownictwa forsowanej przez rząd zagrożenie dla fundamentalnych wartości, na których opiera się Izrael i niezależny wciąż od władzy wykonawczej wymiar sprawiedliwości.

Reforma w skrócie oznacza przekazanie rządowi wpływu na system nominacji sędziowskich: od sądów powszechnych po Sąd Najwyższy. Prócz tego zakłada zmianę dotychczasowego systemu doradców prawnych tak, by ministrowie mogli dowolnie sobie ich dobierać i nie musieli być zobowiązani ich opiniami, a także umożliwia Knesetowi obalanie orzeczeń SN. Z tego ostatniego pomysłu wycofał się sam Netanjahu w wywiadzie dla „Wall Street Journal”, co wywołało wielkie niezadowolenie jego koalicjantów, którzy przypomnieli mu, że reforma była jednym z kamieni milowych rządu.

Zabrzmiało jak groźba. Netanjahu, dla którego utrzymanie koalicji ma też wymiar osobisty, bo zapewnia mu osłonę w trakcie trwających procesów, nie może zupełnie ignorować takich głosów. We wspomnianym wywiadzie premier zapowiedział zmianę w proponowanym systemie wyłaniania sędziów, co także byłoby ukłonem wobec protestujących i opozycji, ale i solą w oku koalicjantów. Ich zdaniem to kapitulacja i uleganie szantażowi ulicy. Ale Netanjahu nie może przecież zignorować protestów ani pozwolić sobie na powtórkę z marca, kiedy związki zawodowe unieruchomiły cały kraj, łącznie z bankami, samolotami i McDonaldami.

Netanjahu jest między młotem a kowadłem. Skrajnie nacjonalistyczni koalicjanci i partie religijne widzą w reformie jedyną szansę na zabezpieczenie ich interesów na przyszłość. Kontrola nad Sądem Najwyższym i wymiarem sprawiedliwości to spełnienie obietnic wyborczych dla ich elektoratu: osadników na Zachodnim Brzegu i ultraortodoksów, którzy pierwszy raz w historii Izraela dostali dostęp do niemal nieograniczonych funduszy. To realne interesy i miliardy szekli. Netanjahu nie może ignorować żądań koalicjantów. Ale i nacisków USA. Ostatnio Joe Biden przyznał, że Netanjahu ma „najbardziej ekstremalnych członków” w koalicji, jakich kiedykolwiek widział Izrael. Do tej pory Netanjahu nie otrzymał też zaproszenia do Białego Domu, choć na czele rządu stoi już od prawie siedmiu miesięcy.

Gebert: Takiego kryzysu w historii Izraela jeszcze nie było

Sąd Najwyższy pod ostrzałem

Dlatego premier Izraela z jednej strony jest gotów iść na pewne ustępstwa wobec protestujących, ale z drugiej musi pilnować zaplecza w Knesecie. Reforma ma ograniczyć rolę Sądu Najwyższego poprzez wyrwanie mu zębów, czyli pozbawienie go możliwości oceny zgodności nowego prawa z tzw. ustawami podstawowymi odgrywającymi rolę konstytucji oraz likwidację tzw. zasady racjonalności, na podstawie której SN może oceniać decyzje rządu. I to ta ostatnia kwestia wznieciła bunt.

W nocy z poniedziałku na wtorek Kneset większością 64 głosów i przy 56 głosach sprzeciwu w pierwszym czytaniu przepchnął ustawę, która ma odebrać SN prawo unieważniania decyzji podejmowanych przez rząd, ministrów i innych urzędników, gdy zostaną uznane za nieracjonalne. To na tę zasadę SN powołał się w styczniu, stwierdzając, że skazany za oszustwa podatkowe minister spraw wewnętrznych i zdrowia Arieh Deri nie powinien sprawować swojej funkcji. Netanjahu nie miał wyjścia i musiał się go pozbyć. Ale to nie tylko kwestie personalne. Przeciwko nowej ustawie protestują także przedstawiciele partii arabskich, zdaniem których odebranie uprawnień Sądowi Najwyższemu ugodzi w prawa społeczności arabskich w Izraelu. Netanjahu chce mimo to przepchnąć ustawę w kolejnych dwóch czytaniach jeszcze w lipcu, przed wakacyjną przerwą.

Ale wygląda na to, że Izraelczycy nie planują się poddać. Prokurator generalna uznała kilka dni temu, że mogą protestować również na lotnisku, gdyż jest to miejsce publiczne. I z niego skorzystali. Na lotnisku Ben Guriona we wtorek protestowało ok. 10 tys. osób.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kultura

Jerzy Stuhr (1947–2024). Półśrodki go nie interesowały

Wielcy artyści pozostawiają po sobie legendę. Jerzy Stuhr zostawił ich kilka: inteligenta, moralisty, nauczyciela i mistrza rozrywki.

Janusz Wróblewski
16.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną