Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Czy wiek Bidena okaże się jego największym obciążeniem przed wyborami?

Joe Biden, 9 lutego 2024 r. Joe Biden, 9 lutego 2024 r. Kevin Lamarque / Polityka
Atakując prokuratora, Joe Biden popełniał gafy i zaszkodził sam sobie, potwierdzając opinię, że głównym problemem w staraniach o reelekcję będzie podeszły wiek i związane z tym wątpliwości co do jego sprawności intelektualnej.

Katastrofą wizerunkową dla Joe Bidena zakończyła się konferencja prasowa w czwartek, którą zwołał, aby skrytykować ocenę swojej osoby w ogłoszonym tego dnia raporcie prokuratora specjalnego. Pismo dotyczyło przechowywania przez Bidena w domu tajnych dokumentów wbrew przepisom, ale prezydent zaatakował jego autora za to, że opisał go w nim jako „mającego dobre chęci starszego człowieka ze słabą pamięcią”. Atakując prokuratora, Biden popełnił kolejne gafy i zaszkodził sam sobie, potwierdzając opinię, że głównym problemem w staraniach o reelekcję będzie podeszły wiek i związane z tym wątpliwości co do jego sprawności intelektualnej.

Joe Biden: starszy pan z zanikami pamięci

Biden jeszcze jako senator, a potem wiceprezydent zabrał do swej rezydencji w Wilmington poufne dokumenty, dotyczące m.in. strategii w wojnie w Afganistanie, co wyszło na jaw dopiero na początku ubiegłego roku. Powinien je oddać do archiwów po zakończeniu pracy w rządzie w 2017 r., ale przechowywał je w swoim garażu. Prowadzący śledztwo w tej sprawie prokurator specjalny Robert K. Hur stwierdził w swym raporcie, że Biden robił to „umyślnie”, jednak nie postawił mu kryminalnych zarzutów. Porównał przy tym sprawę dokumentów u Bidena ze sprawą Donalda Trumpa, który też zabrał tajne materiały z Białego Domu po odejściu z urzędu w 2021 r. do swej rezydencji w Mar-a-Lago na Florydzie, gdzie pokazywał je nawet znajomym. W odróżnieniu od Bidena, który od początku współpracował w dochodzeniu, Trump nie chciał oddać dokumentów, zaprzeczał, jakoby zrobił coś złego, i dlatego został oskarżony o ich nielegalne przechowywanie i utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości.

Zawarta w raporcie Hura charakterystyka Bidena jako starszego pana z zanikami pamięci mogła zwrócić uwagę na okoliczności łagodzące, które dodatkowo uzasadniały niepostawienie mu zarzutów. Prezydent tłumaczył się, że zapomniał oddać dokumenty, i nie zajął się tym także jego personel. Raport przytoczył domniemane przykłady słabnącego i wolniej pracującego umysłu Bidena – w wywiadzie udzielonym w 2017 r. miał m.in. nie pamiętać pewnych dat ze swojej kadencji wiceprezydenta (2009–17), a nawet zapomnieć, „kiedy zmarł jego syn Beau”.

Czytaj też: Biden się potknął, prawica rzuciła się jak pies na kość

Wszystkie lapsusy prezydenta

Rewelacje te wywołały furię prezydenta i jego współpracowników w Białym Domu, którzy oskarżają Hura o złośliwą stronniczość i chęć zaszkodzenia Bidenowi przed wyborami. Prokurator specjalny jest Republikaninem. Kontrolowany przez Bidena Departament Sprawiedliwości specjalnie powołał do tej roli prawnika z przeciwnej partii, aby pokazać, że śledztwo będzie prowadzone niezależnie od ewentualnych nacisków. Partia Republikańska jednak tego nie doceniła. Jak podkreśla, nieoskarżenie go o przestępstwa kryminalne dowodzi, że administracja Bidena stosuje podwójne standardy sprawiedliwości.

Zwołując w czwartek wieczorem konferencję prasową, Biden chciał zadać kłam ocenom jego umysłu w raporcie Hura. Z oburzeniem zdementował, jakoby nie pamiętał, kiedy umarł na raka jego syn (w 2015 r.). „Jak on, do cholery, śmiał o tym wspomnieć?!” – powiedział o prokuratorze. Na początku wystąpienia mówił energicznie, ale zapytany o stanowisko rządu w sprawie negocjacji Hamasu z Izraelem, pilotowanych przez Waszyngton, powiedział o „prezydencie Meksyku el-Sisim”. Chodziło oczywiście o prezydenta Egiptu, ale Biden się nie poprawił, jakby swojej gafy w ogóle nie zauważył.

Potknięcie to – a nie główna treść raportu prokuratora, czyli sprawa dokumentów – stało się głównym tematem dla mediów i dołączyło do serii lapsusów Bidena z mijającego tygodnia. Przy innej okazji powiedział o François Mitterrandzie jako aktualnym prezydencie Francji – chociaż od dawna nie żyje i w Paryżu urzęduje w Pałacu Elizejskim Emmanuel Macron. Wspomniał też, że w 2021 r. rozmawiał z Helmutem Kohlem – który też odszedł na tamten świat cztery lata wcześniej; miał prawdopodobnie na myśli Angelę Merkel.

Czytaj też: Biden walczy o reelekcję. Dlaczego Demokratów to nie cieszy?

Ani z niego Clinton, ani Obama

Najnowsze gafy stały się bronią w propagandowej wojnie obozu Trumpa z 81-letnim Bidenem, przedstawianym w prawicowych mediach jako sędziwy dziadek z demencją, którego kolejna kadencja w Białym Domu narażałaby na szwank bezpieczeństwo Ameryki. W republikańskich spotach telewizyjnych pokazuje się prezydenta mamroczącego coś niezrozumiale, gubiącego wątek albo kroczącego w sztywny sposób, charakterystyczny dla starszych panów lękających się, że się przewrócą.

Jest to w dużej mierze manipulacja wyolbrzymiająca rzeczywistość. Biden zacina się czasem, gdyż w dzieciństwie miał wadę wymowy i jąkał się, co z czasem zwalczył, ale co pozostawiło pewne ślady. Jego sztywny chód jest częściowo efektem kontuzji stopy.

Fizyczna forma Bidena jest lepsza, niż to wygląda na pozór, tak w każdym razie informują raporty o jego stanie zdrowia. Prezydent jeździ na rowerze. A według wielu osób, które się z nim stykają, jego umysł nadal jest sprawny. Biden nigdy nie był charyzmatycznym mówcą, elokwencją i błyskotliwością nie dorównywał Clintonowi czy Obamie, ale doskonale nawiązuje kontakt z ludźmi w formacie kameralnym, sprawdzając się w tym, co Amerykanie nazywają „small talkiem”.

Czytaj też: Żwawy Biden, topniejący Trump. USA obiorą teraz twardy kurs

Amerykę czeka starcie Trump–Biden

Trump tymczasem, młodszy od Bidena tylko o cztery lata, sam popełnia podobne gafy. Niedawno mówił o Nikki Haley, swej rywalce do nominacji prezydenckiej, jako osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo Kapitolu 6 stycznia 2021 r., kiedy tłum jego fanów wdarł się do Kongresu. Pomylił ją oczywiście z ówczesną demokratyczną przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi. Innym razem mówił o Viktorze Orbánie jako „przywódcy Turcji” – którym jest Recep Tayyip Erdoğan. Trump poza golfem nie uprawia sportów i w odróżnieniu od Bidena ma nadwagę.

Powszechnie postrzegany jest jednak – nie tylko przez swoich fanatycznych zwolenników – jako polityk w lepszej formie, fizycznej i umysłowej, niż obecny prezydent. Emanuje butną energią, podczas gdy Biden, odpowiadając na pytania dziennikarzy albo starając się tłumaczyć swoją politykę, sprawia wrażenie, jakby konieczność mówienia straszliwie go męczyła. Dość zgodnie ocenia się, że przemawiając, nie inspiruje słuchaczy, a raczej usypia.

Biały Dom i sztab jego kampanii odrzuca takie oceny jako mocno przesadzone, wyolbrzymione przez przeciwników. Nawet jednak niektórzy stratedzy Partii Demokratycznej – np. doradca Baracka Obamy David Axelrod – sugerowali, żeby zrezygnował z walki o reelekcję, co zachęciłoby młodszych kandydatów z tego stronnictwa do wejścia na ring. Urzędującemu prezydentowi nikt wszakże nie ośmiela się rzucić wyzwania. Im bliżej do wyborów, tym bardziej pewne, że będą starciem duetu: Trump–Biden.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Przybywa dzieci, które nie chcą żyć

O problemach psychicznych najmłodszych opowiada Lucyna Kicińska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Joanna Cieśla
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną