„Kartoteka Epsteina” ma być ujawniona. Trump zmienił front. Zrozumiał, że popełnił błąd
Przytłaczającą większością głosów amerykańska Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę, która zobowiązuje administrację Donalda Trumpa do ujawnienia opinii publicznej pełnej „kartoteki Epsteina”. Tylko jeden kongresmen, Republikanin, głosował przeciw, kilku wstrzymało się od głosu lub było nieobecnych.
Trump zmienił front
Zmarły w więzieniu nowojorski bankier Jeffrey Epstein odsiadywał karę za gwałty i dostarczanie nieletnich dziewcząt do seksu osobom z politycznych i ekonomicznych elit w latach 90. i pierwszych dwóch dekadach obecnego stulecia. Do grona jego bliskich znajomych należał obecny prezydent, chociaż nie ma żadnych dowodów, że także do kręgu klientów seksualnego drapieżcy i sutenera.
Trump długo sprzeciwiał się udostępnieniu opinii wszystkich dokumentów w sprawie finansisty pedofila, mówiąc, że „akta Epsteina to oszustwo Demokratów”. W niedzielę wieczorem nagle zmienił zdanie i oświadczył, że popiera ich ujawnienie; wezwał Republikanów w Kongresie, by głosowali za ustawą, i obiecał, że ją podpisze. Może to nastąpić po jej uchwaleniu przez Senat, który jednogłośnie przyjął ustawę jeszcze we wtorek. Podpisu Trumpa oczekuje się tego samego lub następnego dnia.
Nie ulega wątpliwości, że woltę o 180 stopni Trump wykonał raczej nie z troski o prawo albo motywowany współczuciem dla ofiar, tylko dlatego, że nie miał innego wyjścia. W zeszłym tygodniu, po ujawnieniu przez Demokratów tysięcy maili Epsteina, z których wynikało m.in., że wiedział o przestępczej działalności bankiera, kiedy się z nim przyjaźnił, ujawnienia kartoteki zażądali także pierwsi republikańscy członkowie Izby Reprezentantów: Tom Massie, Lauren Boebert, Nancy Mace i Marjorie Taylor Greene. Ta ostatnia, do niedawna fanatycznie oddana Trumpowi, oświadczyła, że opowiada się za ujawnieniem całej prawdy. Z przecieków z Kongresu wynikało, że po apelu Trumpa inni Republikanie pójdą ich śladem i przyłączą się do popierających ustawę Demokratów. Zorientowawszy się, że popełnił błąd, prezydent szybko zmienił front.
Czytaj też: Czy Donald Trump uczestniczył w przestępczej działalności Epsteina
Sprawa Epsteina: prawda wyjdzie na jaw?
Uchwalenie ustawy nie oznacza, że poznamy teraz na pewno całą prawdę o zbrodniach Epsteina i o tym, kto korzystał z jego sutenerskich usług. Trump od dawna powtarza, że nie miał o nich pojęcia, ale w zestawie tysięcy maili Epsteina przekazanych wcześniej przez departament sprawiedliwości komisji kontroli rządu w Kongresie jego nazwisko pojawiało się wielokrotnie. Media dostały ich wersję ocenzurowaną. Wspólniczka finansisty pedofila Ghislaine Maxwell, odsiadująca karę 20 lat więzienia, w wywiadzie dla jednej ze stacji powiedziała, że prezydent nie wiedział o ich przestępczej działalności. Zaraz potem została przeniesiona do więzienia o najlżejszym rygorze, a według przecieków z administracji Trump planuje ją ułaskawić.
Trump twierdzi, że skandal z Epsteinem „dotyczy tylko Demokratów”, bo tylko oni obracali się w jego kręgu. To oczywiście bzdura, bo bliskie towarzyskie kontakty z nim utrzymywali także najbliżsi doradcy prezydenta, jak Steve Bannon i Tom Barrack. Zarządził mimo to wszczęcie dochodzenia przeciwko „związanym z Epsteinem Demokratom”, jak były prezydent Bill Clinton i sekretarz skarbu w jego ekipie Larry Summers. W efekcie departament sprawiedliwości będzie mógł teraz odmawiać ujawnienia rozmaitych szczegółów z kartoteki bankiera, powołując się na tajemnicę śledztwa.
Solidaryzujący się z prezydentem republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson przygotowuje już propagandowy grunt pod dalsze blokowanie prawdy na temat afery Epsteina. Chociaż sam głosował za ustawą Izby o ujawnieniu dokumentów bankiera pedofila, skrytykował ją za rzekome ryzyko naruszenia prywatności jego ofiar oraz niesłusznego oskarżenia osób podejrzanych o korzystanie z jego usług. Johnson i inni prominentni Republikanie w Kongresie przedstawiają kampanię o ujawnienie kartoteki Epsteina jako akcję czysto polityczną, mającą na celu skompromitowanie Trumpa. „Chodzi o to, by sprawić, że do końca kadencji Trump będzie skrajnie osłabionym (lame duck) prezydentem”, powiedział John Barrasso, drugi rangą po liderze Johnie Thune senator GOP.
Dla GOP to ma znaczenie
Decydując się na szybkie poparcie ustawy, Republikanie mają nadzieję, że temat wkrótce zejdzie z agendy i przestanie absorbować media, ustępując miejsca innym. Jeżeli jednak administracja będzie nadal blokować dostęp opinii publicznej do jej najbardziej newralgicznych fragmentów, jak związki z pedofilem Trumpa i jego pretorianów, sprawa z pewnością nie ucichnie. Los ofiar handlu żywym towarem, zwłaszcza nieletnich, nie jest obojętny Amerykanom, a wyborcy i politycy Partii Republikańskiej, z religijnej prawicy i ruchu MAGA, zawsze podkreślali tę kwestię w debatach publicznych.
Fronda Marjorie Taylor Greene i innych polityków z MAGA, ich krytyka Trumpa nie ogranicza się zresztą do tej sprawy, co dodatkowo go osłabia. W USA narasta ferment niezadowolenia z jego polityki: wewnętrznej i międzynarodowej. Fakt opozycji Republikanów wobec prezydenta, któremu do niedawna nie śmieli się sprzeciwiać, może mieć konsekwencje dla GOP w przyszłorocznych wyborach do Kongresu i w wyborach do Białego Domu w 2028 r.