Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Plac budowy Ukraina. Polska ma historyczną szansę. Mocno trzeba się starać, żeby ją zmarnować

Ukraińcy czekają na swoich żołnierzy. Ukraińcy czekają na swoich żołnierzy. Sergei Supinsky / East News
Polskie firmy odbudują Ukrainę. Tym razem trudno będzie zmarnować tę szansę – mówi Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.
Jacek PiechotaArch. pryw. Jacek Piechota

KRZYSZTOF MATLAK: Ile razy był pan w Ukrainie?
JACEK PIECHOTA: Nie prowadziłem dokładnego rejestru przez blisko 20 lat mojej obecności w Izbie. W ostatnich czterech wojennych latach na pewno kilkanaście razy. Ukraińcy to doceniają, bo wiedzą, że nie jest to łatwe. Wizyty, np. ostatnio premiera Tuska i ministra Domańskiego, marszałka Czarzastego, mają sens nawet symbolicznie, a jeszcze lepiej, jeśli idą za tym konkretne decyzje sprzyjające zacieśnianiu kontaktów.

Rozmawiamy tuż po rozpoczęciu amerykańskich i izraelskich nalotów na Iran. Nie ułatwia to rozważań na temat perspektyw ukraińskich.
Tak, bo doszły nowe niewiadome. Choćby to, jak zareaguje Rosja. Czy Putin nie stwierdzi, że wolno mu jeszcze więcej. Jeśli wolno Trumpowi, to dlaczego nie jemu? Czy w tej sytuacji wystarczy środków i uzbrojenia dla Ukrainy? Czy Trump i Putin po cichu nie podzielili stref wpływów?

Skupmy się zatem na tym, co jest wiadome. Nie brzmi to dobrze, ale kierowana przez pana Izba przeżywa chyba okres prosperity?
Przed pełnoskalową rosyjską agresją skupialiśmy w PUIG blisko 200 firm. Dziś jest już ponad 600. W części są to podmioty zakładane przez Ukraińców w naszym kraju, ale większość to polskie firmy. Jesteśmy izbą gospodarczą, więc przyciąga do nas dzisiaj przekonanie, że wkrótce nasi sąsiedzi będą mieli u siebie wielki plac budowy i niemal nieograniczone możliwości współpracy. W Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu zarejestrowało się ponad 3,5 tys. firm zainteresowanych udziałem w odbudowie. Wojna przybliżyła nam Ukrainę, zmieniła optykę jej widzenia, bo przecież duże możliwości prowadzenia interesów były już wcześniej. Ostatni okres uświadomił to nam bardzo dobitnie.

Dużo zmieniło się po drugiej stronie granicy.
Tych przemian nie możemy sprowadzać do czasu obecnej wojny. Zasadnicza zmiana świadomości rozpoczęła się od momentu aneksji Krymu w 2014 r. Do tamtego czasu 40 proc. obrotów handlowych odbywało się z Rosją, tyle samo z Chinami, a z państwami Unii Europejskiej tylko 20. Teraz ten ostatni odsetek wzrósł trzykrotnie. Skokowy wzrost poczucia przynależności do narodu ukraińskiego i wybór prozachodniego kierunku miał odbicie w zmianie wektorów współpracy gospodarczej. Mało kto wie, że dziś największymi partnerami Ukrainy są Chiny i Polska.

Podważa się korzyści wynikające z tej współpracy…
… z braku wiedzy albo dobrej woli. W 2025 r. szacunkowe obroty wyniosły 15–17 mld dol. Nasza nadwyżka wynosi 7–8 mld. Po odjęciu części dotyczącej uzbrojenia nasz eksport do Ukrainy w czasie wojny wzrósł o blisko jedną trzecią.

A koszty, które ponosi państwo polskie w związku z pobytem obywateli ukraińskich?
Warto przytaczać twarde dane. Na przykład w 2024 r. wpływy podatkowe od obywateli Ukrainy wyniosły 17,7 mld zł. Tymczasem suma świadczeń społecznych i zdrowotnych na ich rzecz – 3,3 mld zł. I jeszcze jedno – według analiz międzynarodowych instytucji finansowych, a także Narodowego Banku Polskiego, każda złotówka wydana z programu 800 plus zwracała się ponadpięciokrotnie we wpłacanych do budżetu podatkach i składkach odprowadzanych do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Odsetek zatrudnionych uchodźców wynosi 69 w porównaniu do 75 proc. Polaków.

Tylko u nas i w Kanadzie pracuje tak dużo przybyszy z Ukrainy. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie niektórych branż bez Ukrainek i Ukraińców, np. budownictwa, handlu, hotelarstwa, gastronomii. Co piąta firma deklaruje, że bez nich miałaby duże problemy. To tylko niektóre fakty, które burzą mit, że Ukraińcy obciążają budżet naszego państwa. Problemem jest to, jak walczyć z tym i innymi mitami, jeśli nawet poważni politycy nie chcą poznać tych danych albo przyjąć ich do wiadomości. Grają na najniższych instynktach elektoratu, niestety często z powodzeniem. Oczywiście, trzeba też zauważać niemądre wypowiedzi po drugiej stronie, ale nie reagować na nie histerycznie.

Z drugiej strony spadek sympatii do Ukraińców nie jest radykalny.
No właśnie. To wynika np. z badań Centrum Dialogu im. Juliusza Mierosławskiego, o których z zainteresowaniem przeczytałem w „Polityce”. To jest pocieszające, bo nawet moje odczucia były bardziej pesymistyczne.

Częściej mówimy o tym, co Polacy mogą zrobić dla odbudowy Ukrainy po wojnie. A czego my możemy się uczyć od naszych partnerów?
Wszystkiego tego, co wiąże się z doświadczeniami z pola walki i z jego zaplecza, poczynając od przysłowiowych już dronów. Strategia prowadzenia działań wojennych zmieniła się całkowicie. To, co jest najistotniejsze, to umiejętność błyskawicznego dostosowania się do sytuacji. Topowe technologie to jedno, a drugie to szybkość podejmowania decyzji i ich wdrażania. Także kreatywność w ekstremalnych warunkach.

I tu dochodzimy do bezpośrednich porównań. My obrośliśmy w procedury, czujemy się często zwolnieni z myślenia. Przestaliśmy błyskawicznie reagować na bieg wydarzeń, choć trzeba przyznać, że pierwsza ustawa pomocowa została przyjęta przez Sejm w 2022 r. w ekspresowym tempie. Wszyscy pamiętamy też ofiarność naszego społeczeństwa i zgromadzenie ogromnej pomocy humanitarnej przy granicy. Ale zabrakło wtedy szybkich decyzji zapewniających sprawne jej wywiezienie. Polskie tiry, najczęściej w leasingu, nie mogły wjechać do Ukrainy, a ukraińskie z powodu braku pozwoleń przewozowych nie mogły wjechać do Polski. Dyplomaci ukraińscy musieli występować do naszego ministerstwa o pozwolenie dla każdego tira.

Przykładem szybkiej reakcji może być wykorzystanie decyzji otwarcia Unii Europejskiej na import żywności z Ukrainy.
I to jest dobry przykład. Trudno mieć pretensje do Ukraińców, że wykorzystali otwierające się możliwości. My zamiast reagować na bieżąco w Brukseli, doprowadziliśmy do wybuchu protestów na granicy. Blokady wyrządziły dużo złego. Zapracowaliśmy na opinię nieprzewidywalnego partnera. Dzisiaj zablokowany jest nie tylko import do Polski, ale również tranzyt, bo u nas czas trwania zaostrzonych odpraw jest liczony w dniach, a nawet tygodniach, a na przejściach z Rumunią – w godzinach. I przez ich przejścia graniczne biegnie 60 proc. tranzytu do Unii Europejskiej. Poza wszystkim trzeba odnotować po polskiej stronie wciąż niedostateczną koordynację pracy czterech inspekcji kontrolnych. Jeśli chcemy być hubem w procesie odbudowy, a chcemy bardzo, to z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że przy obecnym stanie funkcjonowania polskiej granicy nasz kraj takiej roli nie odegra. Potrzebne są zdecydowane działania państwa.

Nie tylko wizyty.
Nie wolno lekceważyć wizyt, szczególnie na wysokim szczeblu, o czym wspomniałem na początku. Wszystkie rozmowy służą wzajemnemu zrozumieniu, motywowaniu do działania. Jeszcze lepiej, gdy rezultatem są konkretne decyzje. Często naszą słabością jest brak koordynacji działań właściwych instytucji. Pierwszym krokiem w dobrym kierunku było powołanie Rady ds. Współpracy z Ukrainą pod przewodnictwem Pawła Kowala. Bardzo wysoko oceniamy jego aktywność. Z inicjatywy Polskiego Funduszu Rozwoju powołany został Team Poland for Ukraine, który skupia wszystkie rządowe agendy wspierające relacje gospodarcze, promuje i koordynuje ich ofertę. Bank Gospodarstwa Krajowego uzyskał prawo do wspierania pomocy rozwojowej i, co ważne, został zaakceptowany przez Komisję Europejską jako instytucja finansowa w programie Ukraine Facility. Ostatnio Rada Najwyższa Ukrainy ratyfikowała umowę międzyrządową nadającą specjalny status Bankowi Gospodarstwa Krajowego u naszych partnerów.

Mamy satysfakcję, że sprawa nabrała przyspieszenia dzięki spotkaniu przedsiębiorców z delegacją Sejmu, zorganizowanym w ambasadzie RP w Kijowie z inicjatywy naszej Izby. Czekamy jeszcze na umowę BGK z KE, która ponoć jest już bliska. Wówczas będzie możliwe bezpośrednie wsparcie wspólnych inwestycji w Ukrainie. Z pełnym szacunkiem trzeba się odnieść do aktywności KUKE, czyli Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Ta agencja jako pierwsza w Unii Europejskiej wprowadziła nowe instrumenty ubezpieczeń dotyczących współpracy z Ukrainą. Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej uruchomiło program korzystnych pożyczek dla firm zarejestrowanych w Polsce.

Czytaj też: Po wojnie Ukraińcy zrzucą mundury. I co dalej? Weteranów będą miliony, system jest zepsuty

Państwo ukraińskie funkcjonuje mimo czterech lat ciężkiej wojny.
To jest fenomen, i to na wielu płaszczyznach. W czasie wojny dokonano relokacji na zachód wielu przedsiębiorstw z terenów bezpośrednio zagrożonych działaniami zbrojnymi. W pierwszym roku tamtejsze PKB spadło o 30 proc. Od tego czasu notowany jest stały wzrost. W ubiegłym roku 2,5 proc. Znów odwołam się do „Polityki”. W świetnym tekście Edwina Bendyka jest m.in. informacja, że w rankingu ONZ porównującym jakość usług publicznych online Ukraina ze 102. miejsca w 2018 r. przeskoczyła na piątą pozycję w 2024 r.

Już tylko to świadczy o olbrzymiej determinacji, możliwościach intelektualnych i umiejętności wdrażania w życie różnych rozwiązań. Sam się o tym przekonuję, gdy np. korzystam z tamtejszych usług bankowych. Zresztą niezwykle ciekawa jest obserwacja tamtejszego rynku finansowo-kredytowego. Przyglądałem się mu również od wewnątrz, bo przez półtora roku byłem prokurentem Idea Banku Ukraina. Początkowe straty zostały szybko odrobione i teraz banki z powodzeniem obsługują biznes. Niezmiernie jestem zdumiony, jak sprawnie funkcjonuje to państwo w skrajnie niekorzystnych warunkach.

Nie chcę podważać tej wzniosłej opinii, ale nie obędzie się bez pytania o korupcję.
Oczywiście, nie twierdzę, że takiego zjawiska nie obserwujemy. Ale i w tym przypadku sytuacja zmieniła się w stosunku do tego, co obserwowaliśmy kilkanaście lat temu. Tymczasem wielu komentatorów, także polityków kreujących się na ekspertów, opiera się na wiedzy sprzed lat. Sprzed pomarańczowej rewolucji, a przede wszystkim Rewolucji Godności i zrywów znacząco przyspieszających przemiany, a przede wszystkim budujących ukraińską tożsamość społeczeństwa. Rewolucja Godności z przełomu 2013 i 2014 r. jednoznacznie określiła prounijny, europejski kierunek rozwoju. O tym, co spowodowała aneksja Krymu, już wspominałem.

Lepiej lub gorzej, szybciej lub wolniej, ale narysowana wówczas, w porozumieniu z Unią Europejską, mapa drogowa jest aktualna i odhaczane są jej kolejne punkty. Również jeśli chodzi o zwalczanie korupcji. Symbolem ostatnich miesięcy jest zdymisjonowanie jednego z najbliższych współpracowników prezydenta Zełenskiego. Niesprawiedliwa jest dzisiaj zbitka myślowa: Ukraina – korupcja.

Dlaczego to ciągle pokutuje?
Na przykład dzięki profesjonalnie prowadzonej rosyjskiej propagandzie starającej się przekonywać o upadłej i do tego przeżartej korupcją Ukrainie. Te działania są cały czas prowadzone i, co gorsza, trafiają na podatny grunt również w wielu polskich środowiskach. Warto zapoznać się z analizami mediów społecznościowych. Podam tylko jeden przykład, którego doświadczyliśmy podczas blokady granicy. Nie dotyczy bezpośrednio korupcji, ale jest charakterystyczny. Polski właściciel dużej firmy transportowej operującej na tamtejszym rynku przewozów intermodalnych pokazywał filmik, na którym jego skład kolejowy wjeżdża na bocznicę. Z jednego z kontenerów wysypuje się zboże, pojawia się stado wron, które po chwili padają. Z komentarza dowiadujemy się, że Ukraińcy trują swoim zbożem Polaków.

Ta wronia scena była oczywiście profesjonalnie domontowana. Tego nie zrobi amator. Takich przykładów jest mnóstwo. Przy każdej okazji apelujemy do polskich instytucji rządowych o systemowe przeciwdziałanie tej hybrydowej wojnie prowadzonej przez rosyjskiego agresora. Pewne działania prowadzi Ministerstwo Cyfryzacji, cieszy zaangażowanie NASK, ale wciąż brak twardych regulacji pozwalających skutecznie przeciwdziałać temu zjawisku.

Czytaj też: Listonosz śmierci. „Z przykrością informuję, że pani mąż…”. Tak wygląda wojna daleko od frontu

Załóżmy optymistycznie, że wojna skończy się w niedługim czasie i można będzie przystąpić do odbudowy. Czy polski udział nie skończy się tak jak w Iraku – na rozbuchanych nadziejach i mizernych efektach?
Tak, tak. Przy rozmowach na ten temat zawsze wraca Irak. Tylko pamiętajmy o odległości geograficznej, o różnicach kulturowych i przede wszystkim o amerykańskiej tam obecności.

Teraz mamy wręcz historyczną szansę uczestnictwa w odbudowie Ukrainy. Udokumentowane straty sięgają 195 mld dol., a koszty odbudowy mogą sięgnąć nawet 600 mld. Plan odbudowy rozłożony jest na dziesięć lat. Świat zachodni będzie chciał uczestniczyć w tym procesie, żeby udowodnić, że w konfrontacji ze Wschodem to po stronie Zachodu jest potencjał. To jest ogromna szansa także dla polskiego biznesu. Jest nam do Ukrainy blisko geograficznie i kulturowo, mamy zbudowane mocne przyczółki, z których będą chcieli skorzystać także Amerykanie, Francuzi czy Niemcy. Nawet podczas wojny Polacy zarejestrowali w Ukrainie ponad 300 firm. Mocno trzeba się będzie starać, aby taką szansę zmarnować.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Wet za wet. Wojna z Iranem zaczyna być droga. Ajatollahowie wcale jej nie przegrywają

Amerykanie szykują się do lądowej inwazji w pobliżu cieśniny Ormuz, Izraelczycy – w Libanie, Iran strzela na 4 tys. km, a wojna trwa już prawie miesiąc.

Łukasz Wójcik
24.03.2026
Reklama