Recenzja filmu: „7 uczuć”, reż. Marek Koterski
Jak to u Koterskiego, mimo iż śmiać się nie przestajemy niemal do samego finału, wszystko jest niebywale smutne i podszyte straszliwym cierpieniem.
Jak to u Koterskiego, mimo iż śmiać się nie przestajemy niemal do samego finału, wszystko jest niebywale smutne i podszyte straszliwym cierpieniem.
Erotyczne sceny są odważne, szczere i niespecjalnie delikatne.
Thriller kręcony przez kamerkę wideoczatu na laptopie. A także, w miarę rozwoju akcji, przez kamery przemysłowe, policyjne, ukryty sprzęt nagrywający czy nawet ten umieszczony w telewizyjnym helikopterze. Wszystko, byle nie kręcić zwykłą kamerą.
Czasami wszystko, czego potrzeba, to oryginalny pomysł. Na przykład horror, w którym giniesz, gdy wydajesz jakiś dźwięk.
Ponadtrzydziestoletni kosmiczny łowca dojrzał już do tego, by żartować z samego siebie. Nowy „Predator” to najpierw zwariowana komedia pomyłek i o pomyleńcach, a dopiero potem kino akcji SF.
W „Tajemnicach Silver Lake” roi się od popkulturowych odniesień, ale nie są one tylko barwnym ozdobnikiem mającym tworzyć – jak to w kinie rozrywkowym – nic nieznaczący, dowcipny kontekst umilający beztroską zabawę.
Poprawny, dość ciekawy debiut reżyserski.
Film wydaje się chwilami płaskim widowiskiem, ani na moment nie przestaje wzruszać i fascynować.
Goniąc za symbolami, twórcy gubią niestety możliwość zamknięcia tej opowieści w bardziej spójny i konkretny sposób.
Ambitna, choć niepozornie wyglądająca próba zdiagnozowania stanu umysłów młodych Francuzów w związku z ostatnimi zamachami terrorystycznymi.
Za porażkę odpowiada reżyser Kevin Connolly.
Serwowana w filmie pornografia luksusu: pięknych ogrodów i domów, prywatnych helikopterów i wysp, choć przyjemna dla oka, służy też poważniejszym celom.
Historia lubi się powtarzać. Nie tylko jako farsa.
Cała akcja to dwubiegunowa seria scen tragicznych i silących się na komizm.
Rozgrywka pomiędzy upadłym idolem i jego zadufanym fanem wystawiającym mu kapliczkę w swoim domu – poprawi nastrój każdemu.
Wizualnie film wygląda bardzo dobrze i spójnie, ale znaczenia przypisane zabiegom technicznym wydają się wyjątkowo płytkie.
Kino sandałowe to świetna okazja, by poszaleć z kreacjami czarnych charakterów.
Oszustwa w „Do zobaczenia w zaświatach” mają tak skomplikowaną strukturę, że akcja filmu traci na przejrzystości.
Wartością filmu jest to, że wypowiadają się w nim ofiary – aktorki, modelki, asystentki i współpracowniczki Weinsteina.
Przewrotne, inspirujące, jak przystało na twórcę „Sensu życia wg Monty Pythona”.