Recenzja spektaklu: „Hamlet”, reż. Kamil Białaszek
Hamlet jest buntownikiem co najwyżej z Instagrama, wymuskanym nepo baby, tyleż wrażliwym na zło świata, co narcystycznym i bezsilnym. Ale czy można go potępiać?
Hamlet jest buntownikiem co najwyżej z Instagrama, wymuskanym nepo baby, tyleż wrażliwym na zło świata, co narcystycznym i bezsilnym. Ale czy można go potępiać?
Jest to, jak informuje Teatr Telewizji, szósta ekranizacja komedii Gabrieli Zapolskiej, od pierwszej z 1968 r. po spektakl Marcina Wrony z 2013 r. z Magdaleną Cielecką w tytułowej roli.
Polski Balet Narodowy daje efektowny popis, a towarzyszy mu również znakomicie orkiestra pod batutą Marty Kluczyńskiej.
Siłę temu ważnemu spektaklowi odbiera nadmiar poetyckich wizji i scen na granicy pretensjonalności.
Andrzej Seweryn, wystawiając na swoje 80. urodziny tragedię Pierre’a Corneille’a (w dobrym, pierwszym całościowym przekładzie na polski Jerzego Radziwiłowicza), złożył hołd recytatorskiej tradycji paryskiej Comédie-Française, w której spędził dwie dekady swojego zawodowego życia.
Premiera ta jest jednym z ostatnich akordów obecnej ekipy kierującej poznańską operą – od przyszłego sezonu teatr ten czeka zmiana. Miejmy jednak nadzieję, że sam spektakl pozostanie w repertuarze.
Spektakl nuży – co może być zamierzone, nałóg, jak każdy przymus, jest nużący.
Tym przedstawieniem – 153. w swojej intensywnej karierze – reż. Marek Weiss żegna się ze sceną. Tak przynajmniej twierdzi.
Znakomitą muzykę z dowcipem i dystansem wykonują soliści i muzycy Opery Wrocławskiej.
Popremierowy olbrzymi i pozytywny odzew w mediach społecznościowych pokazuje, że temat rezonuje i nawet ryzykowna forma nie okazała się dla telewizyjnych widzów barierą.
Teatralna adaptacja 600-stronicowej, uhonorowanej Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus powieści kondensuje rozlicznie poruszane przez autora wątki do czterogodzinnego seansu pamięci i tożsamości.
Czas feministycznych esejów minął, zamiast teorii – codzienna praktyka, a szczera rozmowa czyni cuda.
Podtytuł tegorocznej edycji zasłużonej szczecińskiej imprezy brzmi: „Sprawa osobista/ It’s personal”. „Artyści Kontrapunktu 2026 pokazują, że opowiadając o sobie, można poruszyć sprawy wszystkich – i że czasem dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy dialog” – tłumaczą go organizatorzy.
Koncepcja ciekawa, lecz odbiera tej historii emocje, a nagromadzenie faktów i anegdot mimo wszystko nie tłumaczy postronnym widzom fenomenu grupy.
Oglądając półtoragodzinny spektakl, nie sposób pozbyć się wrażenia, że to stracona szansa na świetny monodram Łukasza Lewandowskiego.
„Lalka” Iłynczyka jest o kapitalizmie, który działa w myśl zasady business as usual.
‚‚Trojanki” Eurypidesa, obraz kobiecych ofiar męskiego parcia do wojny, niszczycielskiego instynktu posiadania i władzy, który pcha świat ku zagładzie raz za razem – to dziś sztuka przerażająco aktualna w coraz to nowych rejonach świata.
Spektakl ma luźną strukturę, można by się czepiać (braku) dramaturgii, ale istotne jest tu coś innego – budowanie wspólnoty doświadczenia.
Krakowski „Słowak” i Maja Kleczewska zamykają tryptyk rocznicowy: „Dziady” miały premierę w 120-lecie prapremiery dramatu na tej scenie, „Wesele” i „Wyzwolenie” – w 123-lecie.
Uznany pisarz, poeta, muzyk, dziś żołnierz i twarz ukraińskiej kultury w czasie wojny, pracę nad powieścią „Internat” rozpoczął po inwazji w 2014 r., jeżdżąc do miast odbijanych przez wojska ukraińskie z rąk rosyjskich separatystów.