Kraj

Prezydent odpala fajerwerki, że mucha nie siada

Plakat wyborczy Andrzeja Dudy w Nysie Plakat wyborczy Andrzeja Dudy w Nysie FotoNews / Forum
Andrzej Duda aż urzeka rzetelnością przedwyborczą, obficie korzystając z autopromocji, która jest niemożliwa w przypadku jego rywali.

Po raz pierwszy muszę zgodzić się z p. Muchą (ministrem w kancelarii prezydenta – latoś namnożyło się ministrów, może znajdzie się jakiś normalny urzędnik, by sparafrazować Leca: „Latoś namnożyło się geniuszy, może jeszcze znajdzie się paru zdolnych”). Tenże aktywista tzw. dobrej zmiany poinformował ludzkość: „Uważam, że właśnie dotrzymane [Andrzeja Dudy] słowo to te wyborcze fajerwerki ze strony pana prezydenta”. Oto stosowna definicja: „Sztuczne ognie (fajerwerki, od niemieckiego Feuerwerk) – wyroby pirotechniczne wykorzystywane do celów widowiskowych i sygnalizacyjnych, po zapaleniu dające efekty świetlne i akustyczne”.

Czytaj też: Jak wyglądają stosunki na linii prezydent–PiS

Fakt, uogólniając nieco zacytowane słowa ministerialnego oficjela, p. Duda produkuje fajerwerki werbalne i decyzyjne dla celów widowiskowych i sygnalizacyjnych w związku z kampanią przed wyborami. Pan Mucha wspiera go ze wszystkich, nie spoczywa, czyli nie siada, gdy np. ogłasza (to sklejka z dwóch różnych wypowiedzi): „Prezydentura Andrzeja Dudy jest prezydenturą dotrzymanego słowa. [Tu zacytowane zdanie o fajerwerkach]. Jest on osobą, która skupia wiele elementów związanych z reformą polskiego państwa i pozytywnymi przemianami. (...) Prezydent w sprawie TVP nie rozumuje w kategoriach uzysku politycznego, rozumuje w kategoriach interesu publicznego. (...) Prezydent podejmuje decyzje suwerennie”.

Kto pan, a kto giermek

Zacytowane proklamacje p. Muchy pochodzą jeszcze sprzed największego fajerwerku p. Dudy w ostatnim czasie, czyli podpisania ustawy o 2 mld zł dla mediów publicznych. Rzecz odbyła się w iście widowiskowej scenerii. Pan Duda trzymał ludzkość w niepewności prawie do momentu upływu ustawowego terminu, objawił swą decyzję w asystencji p. Morawieckiego i, stojących niżej i z boku, p. Kołodziejskiego (przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji) i p. Czabańskiego (przewodniczącego Rady Mediów Narodowych).

Od razu było widać, kto pan, a kto giermek – podkreślały to również stroje z krawatami w wypadku pierwszych i rozchełstanymi koszulami u drugich. W tle (ale tylko nad wielmożnymi) żarzyło się od flag narodowych. Jak przystało na hierarchię: najpierw p. Duda ogłosił, że ustawę podpisał, potem p. Morawiecki poparł tę suwerenną decyzję, p. Kołodziejski przedstawił zadania i misję mediów publicznych, wtórował mu p. Czabański, który ujawnił przebieg korespondencyjnego głosowania nad odwołaniem p. Kurskiego (Jacka) z funkcji prezesa TVP.

Adam Szostkiewicz: Tak, czas odłożyć wybory prezydenta

Komentarz do powyższego pokazu sztucznych ogni rozpocznę od dwóch uwag. Po pierwsze, jakiś czas temu p. Duda rzekł był, że wstyd mu z powodu piastowania prezesury Sądu Najwyższego przez p. Gersdorf. Pan Morawiecki został poproszony o odniesienie się do tej wypowiedzi. Odparł: „Nie komentuję słów pana prezydenta. Ani mi nie wypada, ani nie chcę nawet”. Okazuje się, że raz nie wypada, ale bywa, że jest to wskazane. Zależy od kalkulacji, pewnie tak jak przy zakupie pokościelnego mienia bezspadkowego.

Po drugie, dlaczego p. Czabański zarządził głosowanie korespondencyjne? Jeśli się nie mylę, tylko jeden członek Rady Mediów Narodowych nie mieszka w Warszawie, a więc zorganizowanie posiedzenia w tak ważnej sprawie, wymagającej szerszej dyskusji, nie nastręczałoby trudności. Przypuszczam, że w jej trakcie trzeba byłoby ujawnić okoliczności odwołania, a to byłoby kłopotliwe dla dobrozmieńców. Sytuacja jak z zaawansowanego PRL – czynownik jest bez zarzutu i wspaniale wypełniał zadania, ale musi być odwołany (patrz niżej).

Czytaj też: Kurski zostaje w TVP. Duda przegrał na całej linii

Duda złamał konstytucję

Art. 145.1 konstytucji stanowi: „Prezydent Rzeczypospolitej za naruszenie Konstytucji, ustawy lub za popełnienie przestępstwa może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu” i powinien być natychmiast zastosowany wobec p. Dudy w związku z naruszeniem przez niego art. 122. Wedle tego przepisu prezydent może ustawę podpisać, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Natomiast nie wolno mu podpisać „pod pewnymi warunkami”, a tak właśnie uczynił 6 marca. Stwierdził to explicite na konferencji prasowej. Stało się to w przytomności p. Morawieckiego, p. Kołodziejskiego, p. Czabańskiego (sam czynny udział premiera i dwóch podrzędnych najmitów z obozu tzw. dobrej zmiany w publicznym ogłoszeniu faktu podpisania specustawy przez p. Dudę jest skandalem ceremonialnym), dziennikarzy i zapewne milionów telewidzów.

Daniel Passent: Wart Pac pałaca

Nieoficjalne rozmowy i negocjacje przy procedowaniu aktów prawnych są zapewne regułą na całym świecie. Z drugiej strony – oficjalne przyznanie się do tego, że popełniło się delikt konstytucyjny, jest dość klarownym znakiem, jak p. Duda traktuje swój urząd, państwo, którego mieni się głową, obowiązujące w nim prawo i wyborców.

Kurski list pisze

Pan Morawiecki jest współsprawcą tego deliktu, gdyż słysząc słowa p. Dudy, nie zareagował na nie, a więc potwierdził, że prezydenckie sygnowanie specustawy było uzależnione od aprobaty rządu dla warunków postawionych przez p. Dudę, przede wszystkim w sprawie zdymisjonowania p. Kurskiego. Jak już zaznaczyłem, nie wyjaśniono powodów dymisji, ale fama niosła, że prezydent nie jest zadowolony z tego, jak go pokazują w publicznym telewizorze. Pan Dworczyk, ale już po dymisji, oznajmił, że p. Kurski od pewnego czasu był postacią kontrowersyjną, ale nie raczył udokumentować, na czym to polegało. O tym, że rzecz dotyczy prezesa TVP, mówiło się wcześniej.

Pan Kurski wystosował list do p. Dudy, w którym oddał się do prezydenckiej dyspozycji. Kuriozalne pismo, ponieważ prezydent RP nie ma żadnych kompetencji w materii powoływania i odwoływania prezesa TVP. Dobrozmieńcy, np. p. Dera i p. Schreiber (też ministrowie, a jakże), wytłumaczyli, że skoro każdy ma prawo pisać listy do prezydenta, to ma je i p. Kurski.

Ciągle jednak nie wiadomo, czy były już prezes TVP pisał prywatnie, czy nie – jeśli to pierwsze, list nie powinien być ujawniony, a jeśli to drugie, mamy kompromitację nadawcy i adresata.

Czytaj też: Prezydent nie zawiódł PiS

Prezydent zażądał, aby rozdział środków na media publiczne był bardziej transparentny. Na pytanie, jak ma być to wyegzekwowane, p. Dera odparł, że to sprawa rad zajmujących się mediami, a nie kancelarii prezydenta. Jeśli tak, to moc sprawcza p. Dudy w realizacji postulatu, którego (przyszłe) spełnienie warunkowało podpisanie specustawy, jest zaiste imponujące. Jedno z dwojga: przebieg wydarzeń związanych z użyciem długopisu przez p. Dudę był albo ustawką, aby było, jak było (p. Kurski stracił fotel prezesa TVP, ale został doradcą tej spółki), albo pyrrusowym sukcesem rezydenta w Pałacu Namiestnikowskim (nomen omen), o czym świadczy wygumkowanie p. Paczuskiej, uchodzącej za prezydenckie ucho we władzach TVP.

Andrzej Duda dogląda koronawirusa

Nawiasem mówiąc, p. Duda specjalizuje się ostatnio w spotkaniach z rozmaitymi podmiotami, np. przedstawicielami banków, i negocjuje problemy, np. ułatwienia spłaty kredytów przez przedsiębiorców, czyli kwestie, na które nie ma żadnego wpływu. Jest też dość aktywny, by tak rzec, koło koronawirusa. Doradza, ostrzega, przewiduje, smuci się, bo może być gorzej, ale i pociesza, bo władza stanęła, stoi i będzie stać na wysokości zadania, bo taka już jest.

Marcin Celiński: Epidemia w cieniu kampanii wyborczej

Pan Duda nadto wizytuje laboratoria, szpitale, jednostki straży granicznej, szkoły itd. Nic z tego realnego nie wynika, bo nie może. Z drugiej strony – ministrowie z prezydenckiej stajni rozpowiadają, jaki to p. Duda ofiarny i troskliwy, boć najważniejsza osoba w państwie musi doglądać narodowej substancji. Ta zaś trzeszczy w obliczu koronawirusa, ponieważ mimo „spektakularnych” sukcesów w walce i pełnego przygotowania Polski na wypadek epidemii brakuje np. podstawowych środków sanitarnych. Przesada, to tylko przejściowe trudności, jak mówiono drzewiej, które natychmiast, m.in. dzięki staraniom prezydenta, zostaną pokonane.

Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów: Na łapu-capu uzupełnia się braki

Żart o suwerenności prezydenta Dudy

Te sztuczne ognie są rzecz jasna ersatzem kampanii, która musiała zostać wyhamowana z oczywistych powodów. Pan Duda aż urzeka rzetelnością przedwyborczą, obficie korzystając z autopromocji, która jest niemożliwa w przypadku jego rywali (rywalek).

Opisane widowisko z 6 marca miało sygnalizować suwerenność p. Dudy, ale okazało, że jest: (a) małostkowy (kasa dla mediów z uwagi na własny interes wyborczy); (b) nieczuły na rzeczywiste potrzeby społeczne (tzw. misja mediów vs. nakłady na ochronę zdrowia); (c) lekceważy prawo; (d) nieudolny, bo dał się ograć. Te okoliczności wystarczająco pokazują, że p. Duda nie ma kwalifikacji do pełnienia funkcji, o którą się ubiega.

Czytaj też: Rząd w niedoczasie. Lepszy wirus własny niż obcy?

Niemniej będzie nadal popierany przez Zwykłego Posła i tzw. dobrą zmianę. Obóz ten nie ma zresztą innego wyjścia. Pan Duda jest idealnym kandydatem na uległego prezydenta. Obóz rządzący sprowadził p. Dudę do parteru i w ten sposób ustalił jego miejsce w politycznym szyku. Cytowane oświadczenie p. Muchy o suwerenności prezydenta trzeba traktować jako żart.

Jak Duda został ograny

Nie miejsce tutaj na bliższą analizę punktu b. Opozycja zaproponowała, aby 2 mld zł przekazać nie na media publiczne (czyli głównie na TVP), ale na onkologię. Dobrozmieńcy dostali całkiem określony przekaz, jak mają wyjaśniać zasadność omawianej ustawy. Mają mianowicie wskazywać, że postulat opozycji jest wręcz haniebny, gdyż, po pierwsze, telewizja pełni ważną misję i potrzebuje pieniędzy na teatr, sport, propagowanie historii itp., a po drugie, rząd tzw. dobrej zmiany niepomiernie zwiększył nakłady na onkologię.

Wszelako dobrozmieńcom pomyliły się (raczej bujają suwerena) nakłady budżetowe ze składek na ZUS (ktoś podał, że nakłady budżetowe na służbę zdrowia wręcz spadły za rządów PiS), a w kwestii finansowania onkologii nie bardzo wiadomo, jakie pieniądze są realne, a jakie wirtualne (dopiero planowane). Pan Duda z kimś tam jeszcze wymyślił Fundusz Medyczny, ale p. Szumowski zapytany, skąd na to mają pieniądze, szczerze odpowiedział, że nie wie. Podobnie jest z „majestatycznym” podpisaniem przez p. Dudę ustawy Kolej Plus na peronie w Końskich – pieniądze (6,5 mld) są ciągle tylko wirtualne.

Wracając do mediów: nie wiadomo, jak wyglądają ich finanse, ile idzie na centralę telewizorni, a ile na regiony, jaki jest udział reklam i sponsoringu, ile idzie na pensje itd. Transparentność aż bije tutaj po oczach, a rzecz na pewno będzie jeszcze bardziej widowiskowa dzięki troskliwym kombinacjom p. Dudy. Ba, nawet jest, bo TVP mają dostać 1,7 mld, a resztę ośrodki regionalne i inne media. To znaczy, że prezydent został ograny, bo jego apele o sprawiedliwy rozdział wrzucono do kosza.

Duda nie posłuchał żony

Pan Duda odpalił również szereg fajerwerków o mniejszej sile widowiskowej, ale godnych odnotowania. Oto jego wynurzenia w sprawie onkologii: „Nikt mi nie powiedział wprost, że te pieniądze [2 mld] są niepotrzebne. Natomiast wielu lekarzy przyznawało, że ten argument to demagogia, ponieważ finansowanie onkologii w polskich szpitalach jest obecne. (...) Może się pan zdziwi, ale przyczyny [troski p. Dudy o onkologię] są bardzo prozaiczne. Mianowicie, po pierwsze, niestety nie tak dawno temu moja koleżanka, którą znam od bardzo wielu lat, zachorowała na chorobę onkologiczną. W jakimś sensie mogę powiedzieć, że uczestniczę w procesie ratowania jej, uczestniczę w sposób taki, jaki umiem, czyli po prostu dzwonię do niej i rozmawiam z nią często, bo bardzo ważne jest to, jak taka osoba jest nastawiona psychicznie. (...) Druga sprawa to są codzienne zadania, które wykonuje moja żona. Ona wielokrotnie mówiła mi: słuchaj, Andrzej, jest problem z tym leczeniem, jest bardzo wiele takich sytuacji, kiedy nie ma tej pomocy. Owszem, są różnego rodzaju fundacje, zbiórki, ludzie z rozpaczą są gotowi sięgnąć wszędzie, byle tylko ratować dziecko, gotowi są oddać cały swój majątek, ale bardzo często to za mało”. Ludzkie panisko z p. Dudy, uczestniczy w leczeniu nowotworu, jak umie, czyli rozmawiając telefonicznie z chorą koleżanką.

Czytaj też: Rak to w Polsce wyrok. PiS nie zamierza tego zmienić

Pan Jackowski, dobrozmienny arbiter elegantiarium, przypuszcza, że może Panu Prezydentowi potrzebne było takie dojmujące doświadczenie osobiste, aby zrozumiał problem choroby. Pan Duda jednak nie posłuchał żony i dał na media. Sprawę zmyślnie skomentował, powiadając, że to kłamstwo, jakoby pieniądze przeznaczone na onkologię miały trafić do TVP, ale przeoczył słowo „zamiast”. Zważywszy na ten zabieg, łatwo dostrzec, kto uprawia demagogię – chyba nie lekarze wskazujący, że potrzeby leczenia raka w Polsce znacznie przekraczają nakłady.

Czytaj też: Koronawirus, czyli ostry test służby zdrowia

Podrożało mięso, ale potaniały parowozy

Pan Duda jest też ekspertem od spraw ekonomicznych, zarówno tych mikro, jak i makro. Tak prawi: „Jeśli [minister] zarabia na rękę, powiedzmy, 7 tys. zł, to jak płaci 1 tys. zł za mieszkanie, to znacząco obniża mu pensję. To nie są wynagrodzenia adekwatne do odpowiedzialności, jaką się ponosi. A jeśli to zestawimy z Zachodem Europy, to szkoda o czymkolwiek mówić. To jest po prostu śmieszne”. Jak żyć, jak żyć w takiej kondycji finansowej? Ponieważ wszyscy ministrowie dostają niezłe nagrody, które im się po prostu należą, i większość ma kasę poselską, ich mizeria finansowa bije po oczach. I co ma powiedzieć ktoś, kto zarabia 4 tys. i płaci 15 baniek za mieszkanie?

A oto inny fajerwerk, tym razem makroekonomiczny: „Tak, ceny rosną, ja sobie zdaję z tego sprawę. (...) Jak rosną wynagrodzenia, to niestety rosną też ceny. Słyszę i widzę w wielu miejscach, bo przecież też płacę rachunki w domu, w Krakowie za mieszkanie, w którym mieszka nasza córka, że rosną ceny. No proszę państwa, rosną. Ale chcę państwa uspokoić, wiele z nich rośnie tylko przejściowo. (...) Niektóre produkty zdrożały, ale potaniał olej”. Spoko. Logika p. Dudy jest imponująca, podobna do tej z 1970 r., gdy wyszło na to, że wprawdzie podrożało mięso, ale potaniały parowozy.

Czytaj też: Drożyzna się rozpędza. Mamy rekordową inflację

Fortepian do Sejmu

Dla rozbawienia czytelników zacytuję wypowiedź p. Cymańskiego, też dzielnego jajcarza od sztucznych ogni (może ogników, aby nie deprecjonować prezydenckich fajerwerków) à la tzw. dobra zmiana: „Po raz kolejny nikt nie zauważył, nikt nie pomyślał, nikt nie miał też odwagi, jak rozumiem, żeby w wydatkach Kancelarii Prezydenta RP i Kancelarii Sejmu zaplanować zakup fortepianu. Ubóstwo, dziadostwo. Jesteśmy jedynym parlamentem w Europie, na terenie którego nie ma żadnego instrumentu. Jest to kraj Fryderyka Chopina. Pozostawiam to bez komentarza. W czasach komuny był tutaj fajny fortepian Bechstein. Jak upadło barbarzyństwo, zniknął fortepian. Gratuluję”.

Po co jednak fortepian tzw. dobrej zmianie, skoro ma wiele instrumentów zwanych cymbałami, z p. Cymańskim na poczesnym miejscu, ale zdecydowanie nie na pierwszym? Liczę na domyślność czytelników w sprawie obsady najwyższego stopnia podium, z którego strzelają sztuczne ognie, od których mucha nie siada.

Czytaj też: Ruszyło gospodarcze domino

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną