Kultura

Złote Lwy dla filmu „Wszystkie nasze strachy”. Wyjątkowy festiwal w Gdyni

Kadr z filmu „Wszystkie nasze strachy” Kadr z filmu „Wszystkie nasze strachy” mat. pr.
Konkurencja okazała się bardzo silna, a w szesnastce filmów prezentowanych w konkursie głównym było aż sześć debiutów. Werdykty zaskoczyły. Platynowe Lwy za całokształt twórczości odebrała Agnieszka Holland, która wystąpiła w Gdyni z ważnym przesłaniem.

Który film jurorzy uznali za najlepszy, a który szczególnie spodobał się publiczności? 46. edycja Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni w zgodnej ocenie twórców, krytyków i widzów była świętem kina, a konkursowy poziom okazał się w tym roku bardzo wysoki. Nowe filmy pokazali już uznani polscy reżyserzy, jak Jan P. Matuszyński czy Piotr Domalewski, a także ciekawie zapowiadające się debiutantki i debiutanci. Lista laureatek i laureatów przedstawia się tak:

  • Złote Lwy: „Wszystkie nasze strachy” (reż. Łukasz Ronduda, Łukasz Gutt, prod. Kuba Kosma i Katarzyna Sarnowska)
  • Srebrne Lwy: „Żeby nie było śladów” (reż. Jan P. Matuszyński, prod. Leszek Bodzak i Aneta Hickinbotham)
  • Reżyseria: Łukasz Grzegorzek („Moje wspaniałe życie”)
  • Najlepsza główna rola kobieca: Maria Dębska („Bo we mnie jest seks”)
  • Najlepsza główna rola męska: Jacek Beler („Inni ludzie”)
  • Scenariusz: Marcin Ciastoń („Hiacynt”)
  • Drugoplanowa rola kobieca: Sławomira Łozińska („Lokatorka”)
  • Drugoplanowa rola męska: Andrzej Kłak („Prime Time”)
  • Debiut reżyserski/drugi film: Aleksandra Terpińska („Inni ludzie”)
  • Profesjonalny debiut aktorski: Michał Sikorski („Sonata”)
  • Zdjęcia: Łukasz Gut („Wszystkie nasze strachy”)
  • Scenografia: Paweł Jarzębski („Żeby nie było śladów”)
  • Montaż: Magdalena Chowańska („Inni ludzie”)
  • Charakteryzacja: Daria Siejak („Hiacynt”)
  • Kostiumy: Marta Ostrowicz („Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”)
  • Dźwięk: Zofia Moruś, Mateusz Adamczyk i Sebastian Witkowski („Mosquito State”)
  • Muzyka: Teoniki Rożynek („Prime Time”)
  • Złoty Pazur za odwagę w formie i treści (konkurs „Inne spojrzenie”): „Mosquito State”
  • Najlepszy film mikrobudżetowy: „Piosenki o miłości”, reż. Tomasz Habowski
  • Nagroda publiczności: „Sonata”, reż. Bartosz Blaschke

„Wszystkie nasze strachy”. Potrzeba uważności

Zwycięski film pary reżyserów Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta czerpał z historii twórcy sztuk wizualnych Daniela Rycharskiego (za dokonania nagrodziliśmy go przed laty Paszportem POLITYKI), który wychował się na wsi, angażuje się w życie Kościoła, a jednocześnie jest osobą nieheteronormatywną i na co dzień mierzy się z homofobią. Godzenie tych rzeczywistości to misja jego sztuki i życia. Rycharskiego w filmie gra Dawid Ogrodnik. – Jeśli Złote Lwy działają jak złota rybka, to miałbym dwa życzenia – mówił ze sceny producent filmu Kuba Kosma. – Po pierwsze, żeby polscy widzowie jak najszybciej wrócili do kin. Ale najważniejsze, to żeby nikt w naszym pięknym kraju nie czuł się obco ani nie czuł się zaszczuty. Wszystkie nasze strachy możemy pokonać, jeśli będziemy wobec siebie czuli i uważni.

Te wątki powracały dziś często. Jak mówił Marcin Ciastoń, autor zwycięskiego scenariusza („Hiacynt”): jeśli ktokolwiek czuje się w kraju wykluczony, to znaczy, że wszyscy powinni tak się czuć. Jego „Hiacynt” w reżyserii Piotra Domalewskiego jest opowieścią o poszukiwaniach seryjnego mordercy gejów, ale też o homofobii i akceptacji. Z kolei Maria Dębska, czyli ekranowa Kalina Jędrusik, zwróciła uwagę na rolę kobiet i role pisane dla nich: w filmach nie są już tylko partnerkami mężczyzn. – Cieszę się, że zagrałam kobietę, która gdyby jej ktoś powiedział, żeby sobie cnoty niewieście ugruntowała, toby go wyśmiała. Tę nagrodę dedykuję kobietom – mówiła Dębska, czyniąc oczywiste aluzje.

Gdynia: młode kino. PRL i Polska dziś

Do konkursu głównego zakwalifikowało się w tym roku w sumie 16 filmów, dobrze i bardzo przyjętych, w większości osadzonych w realiach Polski lat 80. i 90. Ich twórcy, głównie reżyserzy średniego pokolenia, w tej bliskiej przeszłości szukają jednak odniesień do aktualnych wydarzeń. PRL, stan wojenny i pierwsze lata transformacji to dla wielu z nich czas dzieciństwa. Szczególnie mocne okazały się debiuty kobiece, na co w naszym kulturalnym podkaście zwracał uwagę krytyk filmowy Janusz Wróblewski.

Wymieńmy wszystkie konkursowe tytuły – wkrótce będą do zobaczenia w kinach albo na małym ekranie: „Bo we mnie jest seks” (reż. Katarzyna Klimkiewicz), „Ciotka Hitlera” (Michał Rogalski), „Hiacynt” (Piotr Domalewski, Netflix), „Inni ludzie” (Aleksandra Terpińska), „Lokatorka” (Michał Otłowski), „Moje wspaniałe życie” (Łukasz Grzegorzek), „Mosquito State” (Filip Jan Rymsza), „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” (Mateusz Rakowicz), „Powrót do Legolandu” (Konrad Aksinowicz), „Prime Time” (Jakub Piątek, Netflix), „Przejście” (Dorota Lamparska), „Śmierć Zygielbojma” (Ryszard Brylski), „Sonata” (Bartosz Blaschke), „Wszystkie nasze strachy” (Łukasz Ronduda, Łukasz Gutt), „Zupa nic” (Kinga Dębska) oraz „Żeby nie było śladów” (Jan P. Matuszyński).

Obradom jury przewodniczył reżyser i scenarzysta Andrzej Barański, twórca kina autorskiego. Jak tłumaczył w czasie dzisiejszej imprezy, kryteria pomocnicze w ustalaniu zwycięzcy były dwa: film miał być piękny i aktualny. Galę rozdania uświetnił pianista Włodek Pawlik, przypominając znane filmowe motywy. Tegoroczny festiwal, choć obowiązywały rzecz jasna restrykcje, odbył się w całości na żywo, z publicznością, z udziałem twórców, którzy po długiej przerwie wreszcie mogli się zobaczyć. Jak relacjonował Janusz Wróblewski: czuć było „ekscytację polskim kinem” i radość z bezpośrednich spotkań.

Agnieszka Holland odbiera Platynowe Lwy

Platynowe Lwy za całokształt twórczości odebrała dziś wieczorem długo oklaskiwana Agnieszka Holland. To pierwsza kobieta z tą nagrodą w historii gdyńskiego festiwalu. – Jestem pierwsza, ale wiem na pewno, że nie będę ostatnia – mówiła.

Odbierając statuetkę z rąk Krzysztofa Zanussiego, Agnieszka Holland w przejmujący sposób odniosła się do bieżących wydarzeń w Polsce: – Mam poczucie, że szczepionka Holokaustu i gułagów przestała działać, a czasy nienawiści mogą wrócić, może już wracają. Nie chodzi o to tylko, by mówić o przeszłości, cierpieniu, odwadze jednostek, ale o to, żebyśmy rozejrzeli się wokół i zobaczyli, gdzie jesteśmy dzisiaj. (...) Trudno mi się cieszyć naszym świętem, kiedy wiem, co się dzieje na granicach naszego kraju. Umierają ludzie, których jedynym grzechem jest to, że są inni. Nie mogę nie myśleć o tym, że dzieje się to niejako za naszym przyzwoleniem. Obojętnością, bezradnością godzimy się na to, by ludzie umierali chorzy, samotni, w milczeniu, jak bohaterowie moich filmów. (...) Nie godzę się na to, żeby obsadzać funkcjonariuszy Straży Granicznej w rolach strażników muru berlińskiego. Nie godzę się, by okoliczna ludność grała rolę donosicieli i dzwoniła na policję, zanim poda komuś chleb. Nie można pozwolić, by spełniło się to, przed czym przestrzegał w oświęcimskiej mowie Marian Turski. Mam wrażenie, że przeszłość dzieje się teraz. Stan wyjątkowy wprowadzono tylko po to, żeby nie było śladów... Polskie kino zawsze było odważne. Tegoroczne filmy są tego dowodem. I mam nadzieję, że wygra człowieczeństwo.

Agnieszka Holland: Patriarchalne społeczeństwa radzą sobie gorzej

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Październik 2021: najciekawsze książki dla młodszych czytelników

Jak co miesiąc wybieramy książki mądre, ciekawe i estetycznie wydane. Dla najmłodszych czytelników.

Sebastian Frąckiewicz
23.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną