Recenzja filmu: „Robin Hood: Początek”, reż. Otto Bathurst
Czego tu nie ma! Są zdjęcia do złudzenia przypominające relację z kibolskiej ustawki czy też siłowej demonstracji przeciwko władzy.
Czego tu nie ma! Są zdjęcia do złudzenia przypominające relację z kibolskiej ustawki czy też siłowej demonstracji przeciwko władzy.
Z sześciu krótkich historyjek o Dzikim Zachodzie, które bracia Coen nakręcili dla Netflixa, cztery powstały na bazie ich dawnych, nie do końca dopracowanych, pomysłów na pełne fabuły.
Jake Gyllenhaal wykorzystał nieliczne sceny, w których tu występuje, by zbudować mocną rolę bezrobotnego ojca z Ameryki z lat 60.
To świetnie skonstruowany thriller psychologiczny.
Efekty specjalne nie robią większego wrażenia, a scenariusz nawiązuje silnie do filmów „Dead Snow”, „Uniwersalny żołnierz” i do gier serii „Wolfenstein”.
Lady Gaga dokonuje swoistej dekonstrukcji swojego scenicznego wizerunku, stanowi główną atrakcję filmu.
Kinowa wersja sześcioczęściowego serialu emitowanego w latach 1983–85 w brytyjskiej telewizji.
Choć kamera umieszczona jest w „Via Carpatia” często na tylnym siedzeniu samochodu, to zdjęcia Zuzanny i Juliana Kernbachów są ładne.
Rekonstrukcja ataku terrorystycznego na wyspę Utoya. Zrealizowana jednym, wydaje się, że nawet nieprzerywanym ujęciem, w czasie rzeczywistym, blisko miejsca tragedii – nawet z liczbą wystrzałów odpowiadającą liczbie znalezionych przez policję łusek nabojów.
Zwycięzca tegorocznego Berlinale, śmiały eksperyment filmowy, w którym granice między obserwatorem a obserwowanym, intymnością a ekshibicjonizmem, zdrowiem a niepełnosprawnością zostają zamazane.
Zrealizowana z pieczołowitością, wiernością czasom i powieściowemu oryginałowi telewizyjna adaptacja pierwszego z czterech tomów bestsellerowego cyklu Eleny Ferrante o dwóch przyjaciółkach.
Reżyser stara się nie dawać widzowi jednoznacznych odpowiedzi, choć równocześnie sugeruje je w aż nadto klarowny sposób.
Minimalistyczny, trzymający w napięciu duński thriller, sfilmowany tylko we wnętrzu policyjnej centrali 112 i składający się tylko z prowadzonych przez pracującego tam policjanta rozmów telefonicznych.
Gratka dla miłośników klasyki. Wydawnictwo Filmostrada przygotowało kolekcję 22 dawno niewznawianych, najciekawszych filmów radzieckich, wielokrotnie nagradzanych na międzynarodowych festiwalach.
Powstał smutny, dający do myślenia film o dramacie wyzwalającej się z kolonializmu Afryki, wciąż niemogącej spełnić swojego snu o zaprowadzeniu lepszego porządku społecznego.
Nic tu nie współgra, i trudno usprawiedliwić te prawie trzy godziny w kinie tylko tym, że 14-letni przyszły reżyser przed dekadami zachwycił się horrorem Argento i po latach zapragnął się podzielić swoimi uczuciami z widzami.
Mimo udziału Jerzego Stuhra i stylizacji na malarstwo Hoppera sytuacjom brakuje napięcia, a reżyserowi – odwagi omijania oczywistości.
W Armstronga wcielił się niepodobny do niego Ryan Gosling. Aktor nie lubi okazywać emocji, co tym razem działa szczególnie na korzyść granej przez niego postaci, przeżywającej dodatkowo traumę po stracie kilkuletniej córeczki.
Kameralna historia kryminalna jest napakowana niespodziewanymi zwrotami akcji i gwiazdami. Jeff Bridges walczy o kolejną oscarową nominację, Chris Hemsworth pokazuje, że ma więcej niż mięśnie, a głos Cynthii Erivo olśniewa i hipnotyzuje.
Noé, który do tej pory umiejętnie szokował, chce w tym filmie jakoś skomentować obecne nastroje społeczne.