Recenzja filmu: „Personal Shopper”, reż. Olivier Assayas
Film budzi mieszane uczucia. Sporo w nim niedorzeczności, broni się jednak na poziomie zręcznej ponadgatunkowej konstrukcji.
Film budzi mieszane uczucia. Sporo w nim niedorzeczności, broni się jednak na poziomie zręcznej ponadgatunkowej konstrukcji.
Hugh Jackman po raz ostatni wciela się w tym filmie w bohatera, który przyniósł mu sławę i uczynił gwiazdą kina. To pożegnanie emocjonalne, ale bardzo udane, bo aktorzy grający te postaci od ponad dekady świetnie je rozumieją.
W filmie poznajemy postnewage’owo-hipisowski raj w momencie dramatycznej próby.
Film jest przerysowany, wręcz groteskowy, naszpikowany parodiami rozmaitych konwencji oraz aluzjami do klasyki, łatwymi do rozszyfrowania nawet dla początkujących kinomanów.
Film świetnie się ogląda. Animowana forma, w której został nakręcony, przemawia do wyobraźni widzów w każdym wieku.
Świetnie zagrany i wyreżyserowany film przywraca pamięć zapomnianym pionierkom, dzięki którym Ameryka dokonała historycznego skoku.
Holland stworzyła swój najbardziej ironiczny film. Przewrotny, inteligentny, skłaniający do dyskusji na temat stanu umysłu współczesnych ludzi, nie tylko Polaków.
Klimatyczny miniserial na podstawie powieści Liane Moriarty, z akcją osadzoną w luksusowym nadmorskim miasteczku Monterey w Kalifornii, w środowisku rodziców pierwszoklasistów.
W świecie wzmacnianej przez władzę nietolerancji rzeczywistość staje się bowiem sama w sobie ponurą satyrą.
Zręczne połączenie konwencji brutalnego dokumentu społeczno-rodzinnego, światła, poezji, duchowego uniesienia i erotycznej delikatności.
Fani filmów Davida Lyncha powinni być zachwyceni.
Samotnicy skontrastowani zostają z rodzinami imigrantów, którzy dopiero uczą się skandynawskich obyczajów.
Film ma klasę, dobre tempo, czasami zanadto przyspieszające w rytm teledyskowo zmontowanych retrospekcji.
Natalie Portman w skomplikowanej roli Jackie spisuje się genialnie.
Film sprawdza się w wymiarze uniwersalnym, choćby jako opowieść o dwóch modelach kapitalizmu.
Film pieczołowicie odtwarza okoliczności rozprawy, próbując wokół nich zbudować trzymające w napięciu edukacyjne widowisko.
Film, który jeszcze niedawno mógłby być odebrany jako wciągający, zrealizowany z dbałością o realia, historyczny obrazek na pikantny temat, dziś, w dobie konserwatywnej kontrrewolucji, skierowanej szczególnie w kobiecą wolność i seksualność, staje się wypowiedzią polityczną.
Najgłośniejsza w tym sezonie, obsypywana nagrodami komedia w zgrabny i dowcipny sposób przypominająca o tym, co człowiek w sobie tłumi, blokuje, ale też traci, gdy zanadto odrywa się od korzeni.
Miało być intrygująco, wyszło karykaturalnie.
Wszystko w „Manchester by the Sea” kręci się wokół poczucia winy, atmosfery podwójnej żałoby.