Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Rosja kręci kurkami z gazem, rząd chowa głowę w piasek. Nie jesteśmy bezpieczni

Gazprom zakręcił Niemcom kurek z gazem. Gazprom zakręcił Niemcom kurek z gazem. Ilse Driessen / Unsplash
Polski rząd przekonuje, że nie będzie problemów ani z gazem, ani z węglem, ani z ropą czy energią elektryczną. Choć coraz bardziej widać, że wszystko wisi na włosku.

Gazprom zakręcił Niemcom kurek z gazem. Oficjalnie z powodu okresowego przeglądu technicznego gazociągu Nord Stream 1. A nieoficjalnie... wiadomo. W każdym razie Niemcy uważają, że to kolejny etap rosyjskich sankcji i odcinania ich od gazu ze wschodu, więc nie liczą, że podmorskim gazociągiem znów popłynie gaz. Mimo zapewnień Gazpromu, że pod koniec lipca NS1 będzie znów pracował. Może będzie, może nie będzie.

Czytaj też: Putin marzy o petrorublu. Dlaczego to nie wypali?

Niemcy wprowadzają stopień drugi: alarmowy

Taką huśtawką nastrojów Rosjanie starają się przekonać zachodnią Europę, by sobie dała spokój z Ukrainą i sankcjami. I do pewnego stopnia im się to udaje. Ale przy okazji tracą wizerunek przewidywalnego kontrahenta, więc Europa ma świadomość, że na business as usual nie ma co liczyć. Trzeba szukać innych rozwiązań.

Dlatego Niemcy już w marcu uruchomili procedury kryzysu gazowego. Mają trzy stopnie, w czerwcu włączyli drugi, alarmowy. Nie wykluczają ogłoszenia trzeciego, awaryjnego, kiedy państwo przejmie ręczne sterowanie rynkiem gazu i racjonowanie dostaw. Będzie decydowało, kto musi go otrzymać, a komu można kurek przykręcić. Niemcy wprawdzie po wybuchu wojny ograniczyli swoje uzależnienie od rosyjskiego surowca, ale całkowicie z niego zrezygnować nie mogą bez ciężkich powikłań gospodarczych.

Wzywają więc wszystkich do oszczędzania. Kiedy zacznie obowiązywać stopień trzeci i dostawy dla przemysłu zostaną ograniczone, będzie to oznaczać niechybną recesję. A ponieważ polska gospodarka jest silnie związana z niemiecką, odczujemy to i my. Odczuje to także europejski rynek gazu, bo Niemcy będą zmuszeni poszukiwać alternatywnych dostaw. Zwiększą więc import z Norwegii, na którą i my liczymy. Na pewno odbije się to nie tylko na cenach, ale i dostępności surowca, zwłaszcza że nasz Baltic Pipe jest podłączony do Europipe II, czyli głównego gazociągu, którym gaz płynie z Norwegii do Niemiec.

Czytaj też: Kuracja odwykowa. Jak się uwolnić od rosyjskiej energii?

Tymczasem w Polsce panuje pełen spokój

Rząd przekonuje, że nie będzie problemów ani z gazem, ani z węglem, ani z ropą czy energią elektryczną. Choć coraz bardziej widać, że wszystko wisi na włosku. Polskie elektrownie okresowo wstrzymują pracę, bo zaczyna im brakować węgla, nie ma go też w składach opałowych. W tym samym czasie prezydent podpisuje ustawę przyznającą każdemu właścicielowi domowego ogrzewania węglowego roczny deputat 3 ton po cenie akceptowalnej, czyli 996,6 zł za tonę. W ustawie nie zapisano jedynie, skąd i jakimi metodami uda się ten węgiel wyczarować, bo na pewno nie z polskich kopalń. Oczywiście pieniądze na ten cel wyczarować będzie łatwo, PiS ma w tym dużą sprawność, czego astronomiczna inflacja jest dowodem.

Podobnie będzie z gazem. Sejm przyjął ustawę utrzymującą taryfy gazowe do 2027 r., czyli możliwość administracyjnego zarządzania cenami. Ale czy sam gaz będzie, trudno zgadnąć. PGNiG z dumą melduje o kolejnych statkach wpływających do gazoportu, ale nasz zimowy bilans gazowy pozostaje niejasny. Choć po cichu trwają przygotowania do wprowadzenia dziesiątego stopnia zasilania gazem, kiedy gospodarka będzie otrzymywać go tylko w minimalnych ilościach koniecznych do podtrzymania przy życiu urządzeń lub obiektów technologicznych. Dla odbiorców domowych powinno go wystarczyć, ale na domowej kuchence gospodarka niczego nie upichci.

Tkwimy z głową głęboko w piasku. Przekonywanie, że wszystko jest pod kontrolą, że bezpieczeństwo energetyczne mamy zagwarantowane, na dłuższą metę się nie sprawdzi. Nie jesteśmy bezpieczni i trzeba myśleć nie tylko o tym, jak przetrwać czekającą nas zimę, ale też przyspieszyć transformację energetyki.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

KUBA: Lekarze – towar eksportowy

Boliwia jest już czwartym krajem w ciągu roku, który wyrzucił kubańskich lekarzy. To poważny cios dla jednego z najlepszych programów humanitarnych na świecie, który równocześnie podtrzymuje przy życiu komunistyczny reżim na wyspie.

Maciej Okraszewski
08.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną