Społeczeństwo

Prokuratura bierze się za aktywistki LGBT. Za tęczowego Chrystusa

Tęcza na pomniku Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża w Warszawie Tęcza na pomniku Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża w Warszawie JohnBoB & Sophie Art / Facebook
Podjechali nocą nieoznakowanym radiowozem i zakuli działaczkę w kajdanki. „Polska stawia w roli sprawców osoby, które nic złego nie zrobiły” – alarmują posłanki Lewicy.

Po Małgorzatę „Margot” Szutowicz policja przyszła już wczoraj. – Zgarnęli ją z Wilczej, praktycznie z ulicy. Skuli i wrzucili do nieoznakowanego radiowozu. Dowiedzieliśmy się tylko, że działają na polecenie prokuratury, ale nie podali podstawy prawnej – opowiada Marta Puczyńska z Kolektywu Antyrepresyjnego SZPIL(A). Partnerkę Szutowicz Anię „Łanię” Madej zatrzymano dziś rano w mieszkaniu jej znajomej. – Mieszkanie przeszukano. Nie wiadomo, skąd wiedzieli, że tam jest. Może miała „ogon” albo znaleźli ją po GPS?

Czytaj też: Dlaczego LGBT budzi tyle emocji?

Tęczowy Kopernik, tęczowy Piłsudski

Obie działaczki przewieziono do komendy przy ul. Wilczej. Są w kontakcie z prawnikami, a w ich sprawie interweniują polityczki Lewicy. W rozmowie z „Polityką” Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nie kryje wzburzenia: – Znowu zatrzymano je w sposób budzący wątpliwości. Bo czy aż takie środki należało zastosować? Dlaczego dziewczyny nie zostały po prostu wezwane, żeby stawić się na przesłuchanie? – retorycznie pyta.

„Znowu”, bo Margot i Łania są dobrze znane policji i prokuraturze. Nie tylko zresztą im, współtworzona przez aktywistki inicjatywa Stop Bzdurom zyskała sporą rozpoznawalność za sprawą relacji z „obywatelskich zatrzymań” homofobusów Fundacji Pro-Prawo do życia. Wpierw zagradzały im drogę, pisały sprejem, nacinały banery i opony. Pod koniec czerwca wdały się w bójkę z kierowcą (od tego czasu furgonetki zaczęły jeździć w policyjnej obstawie). Dwa tygodnie później po Margot przyszła policja. Funkcjonariusze rzucili ją na ziemię i wynieśli z mieszkania bez butów. Przez kilka godzin nikt nie wiedział, gdzie jest i jakie właściwie zarzuty jej grożą. Sprawa błyskawicznie trafiła na medialne czołówki.

Największą sławę przyniosła im jednak akcja z nocy z 28 na 29 lipca, gdy rozwiesiły tęczowe flagi i różowe chusty na pomnikach Kopernika, Piłsudskiego czy na warszawskiej Syrence. „Syrenka warszawska ma w dłoni miecz i tarczę. Ma tęczę i bandanę. To nasze wezwanie do walki. Jak długo będziemy zasypiać z myślą, że i tak nic się nie zmieni, tak długo będzie trzeba przypominać o tym, że istniejemy. Że nie jesteście sami i same” – napisały w internetowym manifeście.

„Ofensywa lewactwa trwa”

Jednak na prawicy oburzenie wywołało udekorowanie innego monumentu. „Ofensywa lewactwa trwa. Dziś tym bardziej symboliczna, że za cel ataku w przeddzień rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego obrali pomnik Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu” – grzmiał na Twitterze Sebastian Kaleta. Jeszcze tego samego dnia wiceminister sprawiedliwości złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. (Być może zapominając, że w październiku 2019 r. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie umorzyła, z uwagi na brak znamion czynu zabronionego, postępowanie wobec osób, które na marszu równości niosły wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą).

Pod pomnik Chrystusa przybył wkrótce Mateusz Morawiecki, który nazwał happening „przekroczeniem granic” i „aktem wandalizmu”. Premier nawoływał, by Polska nie popełniała błędów Zachodu i nie tolerowała barbarzyństwa, postawił też pod monumentem symboliczny znicz. Aktywistki zaniosły go później na Most Łazienkowski, gdzie w maju 2019 r. życie odebrała sobie transpłciowa Milo Mazurkiewicz. Czyli, pisały, „w bardziej odpowiednie miejsce”.

Dzień później warszawska Prokuratura Okręgowa poinformowała o wszczęciu postępowania w sprawie tęczowych flag. – Dochodzenie wszczęto w sprawie znieważenia pomników oraz obrazy uczuć religijnych. Za czyny te przepisy przewidują kary nawet – odpowiednio – ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do dwóch lat – tłumaczyła jej rzeczniczka Aleksandra Skrzyniarz. Aktywistki Stop Bzdurom niejako przyznały się wówczas do „sprawstwa” na antenie TOK FM. Podkreśliły jednak, że złości polityków nie rozumieją. „Nie byłyśmy gotowe na tak wielkie oburzenie. Nie przyszło nam do głowy, że pokojowa forma manifestacji jest w stanie obudzić tak dużo tak negatywnych uczuć w różnych osobach. Dla nas flaga tęczowa nie jest żadną profanacją. Bardzo ją cenimy i uważamy ją za coś dobrego” – anonimowo tłumaczyła jedna z nich.

Czytaj też: Akcja z tęczowymi flagami to akt bezsilności

LGBT. Kogo system chroni, a kogo nie

Wiadomo już, że zatrzymano je w związku z podejrzeniem znieważenia kultu religijnego i obrazy uczuć religijnych i że noc spędzą w areszcie, bo przesłuchania odbędą się dopiero jutro. Ale dlaczego policja doprowadziła je na komendę siłą, zamiast wysłać wezwanie? Posłanka Anna Maria-Żukowska pojechała na Wilczą, by zapytać o to prowadzącą postępowanie prokurator. – Zapytałam też o to, dlaczego postępowanie prowadzi prokuratura okręgowa, a nie rejonowa. Otrzymałam wyjaśnienie, że sprawa szczególnie bulwersuje opinię publiczną. Natomiast na pytanie o to, dlaczego działaczki wyprowadzono w kajdankach, prokurator nie odpowiedziała.

W kontakcie z Łanią i Margot pozostaje również Katarzyna Kotula (Wiosna), według której ich zatrzymanie to dowód, że system chroni nie tych, co trzeba. – W czasie obchodów 76. rocznicy wybuchu powstania widzieliśmy, jak przedstawiciel skrajnej prawicy Robert Bąkiewicz wykrzykiwał hasła, które mają jednoznacznie faszystowskie konotacje. To policji nie przeszkadza. Przeszkadzają tęczowe flagi na pomnikach i napisy na balkonie partii Razem, które mówią o walce z faszyzmem.

Dlaczego politycy prawicy, bo przecież wiemy, że to wszystko dzieje się na ich zlecenie, angażują w takich sprawach służby? To przecież nie były akty wandalizmu, nic nie zostało zniszczone. Polityczka apeluje zresztą, by na inicjatywy Stop Bzdurom patrzeć w szerszym kontekście. – Przez ostatnie tygodnie prawica i ubiegający się wówczas o reelekcję Andrzej Duda mówili językiem nienawiści, odczłowieczali społeczność LGBT. Osoby nieheteronormatywne przestają czuć się bezpiecznie we własnym kraju, bo jeśli spotkają się z mową nienawiści czy agresją fizyczną – nie mogą liczyć na zdecydowaną, natychmiastową interwencję organów ścigania. Osoby, które doświadczają dyskryminacji i prześladowania, Polska stawia w roli sprawców. A przecież nic złego nie zrobiły.

Bart Staszewski: Prezydent wciąż chce walczyć z „ideologią LGBT”

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną