Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Lektury o samobójstwach. Gdy każde słowo może zostać przekute w czyn

Lektury o samobójcach i samobójczyniach są w każdej klasie. Lektury o samobójcach i samobójczyniach są w każdej klasie. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl
W tym roku szkolnym mam trzy pierwsze klasy, więc omawiam motyw samobójstwa potrójnie. Do tego zainteresowanie uczniów problemem wzrosło dziesięciokrotnie. To nie są zwykłe lekcje o literaturze, lecz o sensie własnego życia.

Dawniej mówiło się, że w każdej szkole średniej jest jakiś uczeń lub uczennica po próbie samobójczej. Nie było w tym przesady. Tylko jedna osoba? Obecnie statystyki są znacznie wyższe. Nie pomylimy się, jeśli przyjmiemy, że w każdej klasie jest co najmniej jedna osoba, która próbowała zakończyć swoje życie. W niektórych klasach jest ich nawet kilka. Należy mieć tego świadomość.

Uczniowie najczęściej wiedzą, o kogo chodzi, nauczyciele nie zawsze. Ja zwykle orientuję się wtedy – o ile rodzice nie poinformowali wcześniej – gdy omawiam książkę ukazującą samobójstwo. Takich dzieł na liście lektur szkolnych jest od groma, więc mam wiele okazji, aby dowiedzieć się, kto w klasie miał podobne zamiary co bohater omawianego utworu. Uczniowie najczęściej wymownie patrzą w kierunku koleżanki lub kolegi, a wytykana oczami osoba wbija wzrok w zeszyt, gdyż czuje, że to o niej mowa.

Uczniowie chcą wiedzieć, czy jestem za, czy przeciw

Lektury o samobójcach i samobójczyniach są w każdej klasie. W pierwszej omawia się ich najwięcej. Wiesza się Jokasta z tragedii „Król Edyp”. W jej ślady idzie Antygona, tytułowa bohaterka kolejnego dramatu Sofoklesa, ona również się wiesza. Narzeczony Antygony Hajmon przebija się mieczem i umiera. Na wieść o tym jego matka także popełnia samobójstwo. Kreon się nie zabija, choć – twierdzą uczniowie – on akurat powinien. Ambitna młodzież szybko odnajduje w internecie informacje, że filozofia grecka popierała samobójstwo osób zepsutych moralnie, wstydzących się jakiegoś strasznego czynu, w sytuacji skrajnego nieszczęścia albo z powodu poważnej choroby. Słyszę więc, iż Kreon zrobił źle, że się nie zabił.

Młodzież na lekcjach religii grilluje księdza z powodu jego sprzeciwu wobec aborcji, a na polskim w obroty bierze polonistę i przyciska do muru pytaniami o prawo do samobójstwa. Moi uczniowie też chcą wiedzieć, czy jestem za, czy przeciw i dlaczego. Nie będziemy przecież uczyli się o samobójczej śmierci Jokasty, Antygony, Hajmona oraz Eurydyki i udawali, że to nie dotyczy nas samych. Dlaczego jestem przeciw samobójstwu, skoro wielcy ludzie – a tragedie są o wielkich ludziach – nie czekali na śmierć naturalną? Chętnie bym odpowiedział na te pytania, waham się jednak, gdyż dobrze wiem, że dla uczniów nie jest to problem teoretyczny. Tu każde słowo może zostać przekute w czyn.

Gdy uda mi się zbyć uczniów jakimś banałem o wartości życia ludzkiego i semestr dobiegnie końca, w drugim półroczu trafiamy na Szekspira i wtedy dopiero zaczyna się jazda. Na poziomie podstawowym omawia się „Makbeta” (samobójstwo popełnia – hurra! – czwarta czarownica, czyli lady Makbet) oraz „Romea i Julię” (najpierw zabija się Romeo, a potem Julia, natomiast wyrodni rodzice tego nie robią, a szkoda). Uczniowie w klasie pierwszej mają dokładnie tyle lat, ile literaccy samobójcy, czyli 14. Zwróciła mi na to uwagę z błyskiem w oku jedna z uczennic. Coś mi chciała przez to powiedzieć, ale byłem tak zaskoczony, że zdobyłem się tylko na rozdziawienie paszczy. Do dziś nie wiem, jak należałoby na takie dictum zareagować.

To nie są zwykłe lekcje o literaturze

Żeby 14–15-letni uczniowie nie zapomnieli o samobójstwie, każe się im interpretować monolog Hamleta (lektura dla klasy pierwszej na poziomie rozszerzonym). Twórcy podstawy programowej widocznie założyli, że jak ktoś chodzi do klasy o profilu humanistycznym, to mu nie zaszkodzi po raz kolejny w „cielęcym” wieku zastanawiać się wraz z Szekspirem, czy warto żyć („Być albo nie być – oto jest pytanie”). Należy zabić siebie czy raczej kogoś? „A pan co sądzi na ten temat, panie profesorze?”.

Tragedia Szekspira jest inspirująca nie tylko dla chłopców, którzy już wiedzą, że mogą być albo nie być, ale również dla nastolatek. Z powodu odrzucenia przez Hamleta topi się przecież Ofelia, także rówieśniczka licealistek. Żeby to samobójstwo nie umknęło naszej uwadze, interpretujemy na lekcji jeszcze obraz „Ofelia” J. E. Millais’ego i rozmawiamy, że przed odebraniem sobie życia dziewczyna zachorowała psychicznie. „Jedno z drugim często idzie w parze” – zauważa uczennica.

W tym roku szkolnym mam trzy pierwsze klasy, więc omawiam motyw samobójstwa potrójnie. Do tego zainteresowanie uczniów problemem wzrosło dziesięciokrotnie. To nie są zwykłe lekcje o literaturze, lecz o sensie własnego życia. Atmosfera jest gęsta, z coraz większym trudem udajemy, że to nas nie dotyczy. Coraz mocniej jakiś uczeń wciska nos w zeszyt, a inni coraz wyraźniej pokazują na niego oczami. Rozmawiamy o lady Makbet, a myślimy o naszej koleżance. Czasem mam tego serdecznie dość. W domu chciałbym obejrzeć coś śmiesznego, w czym nie byłoby ani słowa o zabijaniu samego siebie.

Wrażliwi czytelnicy powinni być ostrzegani

Kiedy pewnego wieczoru włączyłem film na jednej z platform streamingowych, zobaczyłem ostrzeżenie, że wybrałem dzieło, które zawiera scenę samobójstwa. A to pech! Jeżeli nie jestem psychicznie gotowy – głosił napis – powinienem tego nie oglądać. A jeśli potrzebuję pomocy, powinienem zgłosić się tu i tu. No fajnie! Na szczęście film nie był obowiązkowy, więc wybrałem coś innego i się doskonale bawiłem. Szkoda, że uczniowie nie mają takiego wyboru. Lektury, które są o samobójcach, powinny zawierać ostrzeżenie. Wrażliwi czytelnicy powinni mieć świadomość, po co sięgają. A jeśli nie są psychicznie gotowi, powinni mieć prawo do nieczytania takich utworów. W zamian niech zapoznają się z jakąś zabawną książką, w której nie byłoby ani słowa o samobójstwie.

Zabawnych, odstresowujących lektur w szkole średniej jednak nie ma. W klasie drugiej samobójstwo goni samobójstwo. Uczniowie są tak przeczołgani przez ten motyw, że widzą go tam, gdzie go nie ma. Potrafią wyrazić zdanie, że Karusia, bohaterka ballady „Romantyczność”, zapewne zabije się po śmierci ukochanego Jasieńka, a Mickiewicz o tym nie napisał, gdyż było to dla romantycznych czytelników oczywiste.

Napisał za to o samobójstwie Konrada Wallenroda (zabija się, aby go nie zabili Niemcy) oraz jego żony Aldony (po śmierci ukochanego nie wypada przecież żyć). Najwidoczniej Lotta nie kochała Wertera, gdyż nie poszła jego śladem, gdy ten z miłości do niej strzelił sobie w łeb (Goethe źle to opisał, mało romantycznie, oboje powinni się zabić). Uczniowie przypominają, że nawet Tadeusz – lektura ze szkoły podstawowej – szedł nad staw, aby się utopić. Gdyby mu się udało, Zosia zrobiłaby to samo. Wychodzi na to, że kto za młodu nie próbował popełnić samobójstwa, ten wcale nie był człowiekiem.

A przecież to nawet nie połowa listy lektur o samobójstwach. Ledwo wyrwiemy się ze szponów Mickiewicza, a zaraz wpadamy w pazury Słowackiego, który również nie żałował czytelnikom scen samobójczych. Kordian próbował się zabić jako 15-latek, a potem jako dorosły mężczyzna dziwnie patrzył ze szczytu Mont Blanc w przepaść („z samobójczych myśli nigdy się nie wyrasta, panie profesorze”). Uczniowie chętnie by porozmawiali o próbach samobójczych, ale nie jako motywie literackim, tylko jako postawie życiowej. Chcą podyskutować o stałej skłonności, od której nie sposób się uwolnić. „Kordian” to świetna okazja do takich rozmów. Jak się kończą losy tytułowego bohatera? Słowacki dał zakończenie otwarte (nie wiemy), ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że Kordian w końcu się zabije. Przecież hrabia Henryk z „Nie-Boskiej komedii” Krasińskiego się zabił, więc Kordian zrobiłby to samo.

Dlaczego dano cierpiącym nastolatkom fatalny kanon?

Żaden polonista nie omawia romantyzmu szybciej ode mnie. Niepotrzebnie jednak się spieszę. W literaturze realizmu również jest pełno samobójców. Uczniowie się spierają, ile prób samobójczych miał Wokulski. Jedni twierdzą, że dwie, inni, że trzy, ktoś jednak przekonuje, że trzeba doliczyć jeszcze czwartą, której autor „Lalki” kazał nam się domyślić. Przecież Wokulski musiał wreszcie się zabić. Gdy uczniowie zwracają się z pytaniem do mnie, odpowiadam, że nie liczyłem. Liczył jednak pewien specjalista, który był w szkole z gościnnym wykładem na ten temat. Diabli nam nadali takiego znawcę! Kto go prosił, aby mówił akurat o samobójczych skłonnościach Wokulskiego („nikt nie jest od tego wolny, panie profesorze”)!

Gdy zaczynamy omawiać „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego, uczniowie natychmiast zauważają, że pomijam postać Swidrygajłowa (samobójca), a przecież jest on ważniejszy od Raskolnikowa (i już mamy temat do dyskusji o wyższości samobójstwa nad morderstwem). Czy na liście lektur jest chociaż jedna książka, w której nie byłoby mowy o samobójstwie? Zabawna, radosna, po przeczytaniu której chciałoby się żyć. W liceum takiej nie ma.

Dlaczego dano cierpiącym nastolatkom fatalny kanon? Tak mocno dołujący? Przecież on oswaja młodzież z tymi skłonnościami, pokazuje je jako właściwe, twórcze i piękne. Jeśli nawet ktoś nie miał myśli samobójczych, to po przeczytaniu dziesiątej części lektur będzie miał je w nadmiarze. Może to i dobrze. Przecież jak powiedział poeta (również w lekturach), „człowiek zginąć musi, życie nasze splunięcia niewarte, evviva l’arte”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Dlaczego książki drożeją, a księgarnie upadają? Na rynku dzieje się coś dziwnego

Co trzy dni znika w Polsce jedna księgarnia. Rynek wydawniczy to materiał na poczytny thriller.

Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
18.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną