Rozmowa Artura Domosławskiego z prof. Zygmuntem Baumanem

Gaszenie pożaru benzyną
Prof. Zygmunt Bauman o bezecności polityki Izraela wobec Palestyny i demokratycznej zgodzie na zamordyzm
Prof. Bauman: Odpowiadanie nacjonalizmem na nacjonalizm równa się gaszeniu pożaru benzyną.
EAST NEWS

Prof. Bauman: Odpowiadanie nacjonalizmem na nacjonalizm równa się gaszeniu pożaru benzyną.

Listopad 2010 r. - protest przed biurem premiera Netanjahu przeciwko planom czasowego wstrzymania budowy osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu.
Baz Ratner/Reuters/Forum

Listopad 2010 r. - protest przed biurem premiera Netanjahu przeciwko planom czasowego wstrzymania budowy osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu.

Czymże jest mur wznoszony dziś wokół terenów okupowanych, jeśli nie próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta? - mówi prof. Bauman.
Libertinus/Flickr CC by SA

Czymże jest mur wznoszony dziś wokół terenów okupowanych, jeśli nie próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta? - mówi prof. Bauman.

Protest w 2009 r. w Melbourne w reakcji na atak sił izraelskich na Gazę.
Takver/Flickr CC by SA

Protest w 2009 r. w Melbourne w reakcji na atak sił izraelskich na Gazę.

Demonstracje w obronie Gazy przeszły ulicami wielu miast. Na fot. Londyn.
FuturePresent | cláudia gabriela marques vieira/Flickr CC by SA

Demonstracje w obronie Gazy przeszły ulicami wielu miast. Na fot. Londyn.

Świat z coraz bardziej napiętą uwagą przygląda się relacjom izraelsko-palestyńskim. We wrześniu w ONZ ma się odbyć głosowanie nad uznaniem państwa palestyńskiego (które do tej pory nie istnieje). Poparcie zadeklarowało ponad 120 państw, swój sprzeciw zgłasza jednak Waszyngton, twierdząc, że taka forma uznania Palestyny byłaby „aktem jednostronnym”, a zdaniem Izraela akt ten utrudniałby negocjacje pokojowe. Tyle że proces pokojowy trwa od dokładnie 20 lat, nie zapobiegł tysiącom ofiar ani ekspansji izraelskich osiedli.

W maju Barack Obama przypomniał, że USA opowiadają się za powstaniem państwa palestyńskiego w drodze porozumienia, którego podstawą – jeśli idzie o terytorium – byłyby granice sprzed wojny 1967 r. Dodał, że zakłada ewentualną wymianę terytoriów, uznanie Izraela przez Autonomię Palestyńską oraz porozumienie w kwestii powrotu uchodźców. Wywołało to wówczas żywy sprzeciw izraelskiego premiera. Teraz deklaruje on nieoficjalnie, że ówczesne granice mogłyby być punktem wyjścia do rozmów o przyszłej Palestynie. Być może jest to tylko element izraelskiej ofensywy dyplomatycznej, mającej nie dopuścić do głosowania w ONZ albo wpłynąć na jego wynik. Tak czy inaczej jest to ważny moment.

Konflikt izraelsko-palestyński, jeden z najtrudniejszych do rozwiązania problemów współczesnego świata, a szczególnie sprawa utworzenia w pełni suwerennego państwa palestyńskiego, budzi w Polsce zrozumiałe zainteresowanie. Dlatego polecamy rozmowę, jaką Artur Domosławski przeprowadził z prof. Zygmuntem Baumanem, wybitnym socjologiem, obserwującym dramat bliskowschodni od dziesięcioleci.

Artur Domosławski: – Tony Judt, który był jedną z czołowych postaci amerykańskiej intelektualnej lewicy, niepokoił się, że „za 25 lat ludzie w Europie, a nawet w Ameryce, uznają obsesyjne wytykanie antysemityzmu za cyniczną metodę obrony złej polityki Izraela” i że „w taki sam sposób zostanie potraktowana pamięć o Holocauście: jako obsesja i cyniczna gra na rzecz obrony Izraela”. Miewa pan podobne obawy?
Zygmunt Bauman: – Nie wiem, jak będą ludzie odczytywali sens dzisiejszych zdarzeń za 25 lat. Owa niewiadoma nie powinna jednak decydować o tym, co mielibyśmy sądzić o dziejących się na naszych oczach zdarzeniach. Przytaczałbym raczej opinię Judta z pamiętnego artykułu opublikowanego w „New York Review of Books w 2003 r., że Izrael staje się „wojowniczo nietolerancyjnym, przez ideologię napędzanym państwem etnicznym”, że bliskowschodni „proces pokojowy” skończył się – „nie umarł, lecz został zamordowany”. Wyrażałem podobne myśli niemal 40 lat wcześniej, w izraelskim dzienniku „Haaretz”, opuszczając Izrael w 1971 r. Moje obawy dotyczyły żrąco-trujących właściwości okupacji, jej rozkładowego wpływu na etykę i skrupuły moralne okupantów. Obawiałem się, że nowe wówczas pokolenie wyrasta w przekonaniu, że stan wojny i pogotowia militarnego – w 1971 r. traktowany jeszcze jako „stan wyjątkowy” – jest stanem normalnym, naturalnym, a pewnie i jedynym możliwym. Niepokój mój budziło państwo, które uczy się tuszować swe liczne i nieuchronnie rosnące wewnętrzne problemy socjalne i umywa od nich ręce przez podbechtywanie i jątrzenie poczucia zewnętrznego zagrożenia, tracąc w ten sposób umiejętność ich załatwiania. Wewnątrz oblężonej twierdzy wadzenie się – ba, zwykła odmienność poglądów – jest przestępstwem i zdradą... Niepokoiło mnie również odwrócenie doktryny Clausewitza o wojnie, która jest przedłużeniem polityki, i przeobrażenie polityki w – zbędny zresztą i kłopoty tylko sprawiający – dodatek do poczynań militarnych, a więc w konsekwencji nieustępliwa erozja nawyków demokratycznych. Summa summarum – obawiałem się pogłębiającej się nieumiejętności Izraela do życia w stanie pokoju i rosnącej niewiary ludności w możliwość życia bez wojny, a i strachu politycznej elity przed pokojem, w jakim nie umiałaby już rządzić.

Podzielam też obawy Judta co do wyzyskiwania Zagłady przez rządców Izraela jako glejtu na własne bezecności i rozgrzeszenia z własnych grzechów, tych już popełnionych, jak i tych, do jakich popełnienia się sposobią. Także i o tym pisałem, w „Nowoczesności i Zagładzie” (1989 r.), cytując Menachema Begina nazywającego Palestyńczyków nazistami, a usadowienie Izraela w ich sąsiedztwie kolejnym Auschwitzem. Beginowi odpowiadał – nader zresztą łagodnie i nie sięgając sedna rzeczy – Abba Eban, podówczas minister w rządzie Partii Pracy: że czas najwyższy, aby Izrael stanął na własnych nogach, miast stawać na nogi sześciu zamordowanych milionów. Sposób „zapamiętywania” Holocaustu w polityce izraelskiej jest jedną z głównych przeszkód w realizacji moralnie oczyszczającego potencjału Zagłady – a i poniekąd pośmiertnym triumfem Hitlera, któremu o to szło przecież, żeby skłócić raz na zawsze świat z Żydami, a Żydów ze światem, uniemożliwiając im w ten sposób pokojowe z nim współżycie...

Krańcowo odmienne „zapamiętywanie” Holocaustu streścić można tak: nie wolno milczeć wobec zbrodni Izraela i prześladowań Palestyńczyków właśnie dlatego, że los Żydów w Europie był, jaki był – dyskryminacja, pogromy, getta, a na końcu Zagłada.
Ano właśnie... Misją ocalałych z Zagłady jest nieść światu ocalenie i zabezpieczać przed ponowną katastrofą: obnażać w świecie tym skryte, ale wciąż żywotne niecne tendencje, by zapobiec powtórnemu pohańbieniu cywilizacji. Największy wśród historyków Holocaustu Raul Hilberg tak właśnie tę misję rozumiał, gdy powtarzał uporczywie, że maszyna Zagłady nie różniła się swą strukturą od „normalnej” organizacji niemieckiego społeczeństwa. Innymi słowy – była ona owym społeczeństwem w jednej z jego ról. A znów teolog Richard Rubinstein przypominał, że podobnie jak higiena cielesna, subtelne idee filozoficzne, wspaniałe dzieła sztuki czy wyśmienita muzyka znamionami cywilizacji są też niewola, wojny, wyzysk i obozy. Zagłada – konkludował – „była świadectwem nie upadku, ale postępu cywilizacji”.

Niestety nie jest to jedyna lekcja, jaką się z Zagłady wyciąga. Jest także i taka, że kto pierwszy cios zadaje, ten na wierzchu, a im bardziej żelazną ma pięść, tym dłużej mu to będzie uchodziło na sucho. Wprawdzie nie tylko rządcy Izraela tę właśnie złowieszczą lekcję wyciągają i nagłaśniają, i nie tylko do nich mieć trzeba pretensję o ten triumf pośmiertny Hitlera... Ale jeśli to czyni Izrael, uważający się za dziedzica żydowskich losów, to fakt ów szokuje jeszcze bardziej niż w innych przypadkach – inny bowiem jeszcze ten fakt mit druzgoce, mit powszechnie przez nas przyjmowany i drogi nam: że cierpienie uszlachetnia, że ofiary wychodzą zeń czyste jak łza, uwznioślone i w ogóle świetlane. A tu się okazuje, jak rzeczy mają się naprawdę: wychodząc z prześladowania ofiary czekają tylko na okazję, by odpłacić się prześladowcom pięknym za nadobne; a jeśli mszczenie się na wczorajszych prześladowcach czy ich potomkach jest z jakichś powodów niedostępne bądź niewygodne, to spieszą przynajmniej hańbę własnej wczorajszej słabości wymazać, by dowieść, że sami nie są w ciemię bici i ich też stać na wymachiwanie pałką i trzaskanie biczem – posługując się w tym celu tymi, co się pod rękę nawiną.

Czymże jest mur wznoszony dziś wokół terenów okupowanych, jeśli nie próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta? Zadawanie cierpienia upadla i niszczy moralnie tych, co cierpienie zadają – a cierpiących, wbrew wierzeniom, bynajmniej nie uszlachetnia. Wprawia natomiast w ruch proces, który wielki antropolog Gregory Bateson nazwał „łańcuchem schizmogennym” (czyli taką sekwencją akcji i reakcji, w jakiej każdy kolejny krok pogłębia zacietrzewienie powaśnionych stron i przepaść je dzielącą)...

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną