Jak ustrzec się przed szaleńcami za sterami samolotów?
To jedno z ważniejszych pytań, które pojawiły się po katastrofie niemieckiego Airbusa. Ale pomysł, by w kokpicie zawsze siedziały dwie osoby, to bardziej środek na uspokojenie pasażerów niż na rozwiązanie problemu.
Bernal Saborio/Flickr CC by 2.0

Europejskie linie już wdrażają to rozwiązanie, zachęcane rekomendacją Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) i przykładami przewoźników z Ameryki Płn. i Azji. Trudno jednak nie wątpić w jego skuteczność.

I nie chodzi nawet o to, że osoba, która miałaby zastępować jednego z pilotów podczas jego nieobecności w kokpicie – a więc steward lub stewardessa – nie byłaby w stanie zastąpić go za sterami. Ale o to, że zdeterminowany pilot nawet w obecności drugiej osoby jest w stanie doprowadzić do katastrofy, co miało już miejsce w przeszłości.

Bez większego trudu można sobie wyobrazić nawet sytuację, gdy niezrównoważony oficer rozbija maszynę mimo obecności za sterami innego pilota. Jest na to wiele sposobów, a latanie, w którym o powodzeniu manewru decydują nieraz sekundy, daje ku temu wiele możliwości.

Ratowanie reputacji

Oczywiście wszyscy przedstawiciele linii lotniczych zdają sobie z tego sprawę. Wiedzą też, że nie chodzi o zapobieżenie tego typu zdarzeniom w przyszłości, ale o uspokojenie pasażerów. Muszą działać szybko, by pasażerowie nie przesiedli się do innych środków lokomocji lub nie zaczęli mniej chętnie korzystać z usług powietrznych przewoźników. Krótko mówiąc – chodzi o ratowanie nadszarpniętej reputacji. Każdy dzień zwłoki mógłby oznaczać wymierne straty.

Lepszym rozwiązaniem, choć trudniejszym do szybkiego wdrożenia , jest wprowadzenie obowiązkowych badań psychologicznych dla pilotów (do tej pory w Polsce były przeprowadzane fakultatywnie, na wniosek lekarza, specjalisty medycyny lotniczej). Pytanie tylko, czy takie badania rzeczywiście wychwyciłyby osoby, których obecność na pokładzie zagrażałaby bezpieczeństwu lotów?

Ich częstotliwość musiałaby być na tyle duża (raz w miesiącu?), by wychwycić pierwsze symptomy niebezpiecznej dewiacji. Tyle że w miarę inteligentny człowiek – a takimi ludźmi są piloci – jeśli tylko będzie chciał, ukryje zły stan swojego zdrowia. Zresztą prawdopodobny sprawca tragedii lotu Germanwings tak właśnie robił.

Uniknąć powtórki

Warto przy tym pamiętać, że znacznie częściej katastrofy są wynikiem błędów pilotów stabilnych emocjonalnie niż ich samobójczych decyzji. I to mimo ciągłego doskonaleniu ich szkolenia.

Nie ma takiej siły, która przeszkodziłaby zdeterminowanemu pilotowi w roztrzaskaniu maszyny. Szczególnie podczas startu czy przy podchodzeniu do lądowania, gdy jeden ruch sterami może doprowadzić do katastrofy. Rozwiązania w postaci drugiej osoby w kokpicie czy nadzoru psychologicznego mogą co najwyżej zmniejszyć prawdopodobieństwo tragicznej powtórki katastrofy z Alp. Ale na pewno nie wykluczyć.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną