Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Kandydat na nowego premiera Włoch jest, ale czy zaakceptuje go prezydent?

Prezydent Włoch Sergio Mattarella nie powierzył jeszcze Contemu misji stworzenia rządu. Prezydent Włoch Sergio Mattarella nie powierzył jeszcze Contemu misji stworzenia rządu. Mauricio Artieda / Unsplash
Czy nowy rząd będzie pracował pod wodzą Giuseppe Contego, dopiero się okaże. Prezydent Włoch Sergio Mattarella chce się najpierw spotkać z przewodniczącymi obu izb parlamentu.

Już sama koalicja Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej rodziła się w bólach, ale decyzja o wyborze premiera była równie skomplikowana. Na czele rządu chciał stać zarówno lider Ruchu Luigi Di Maio, jak i przywódca Ligii Matteo Salvini, który – jak wynikało z ostatnich sondaży – cieszył się większą od Di Maio popularnością i w dodatku ma większe doświadczenie polityczne, więc obiektywnie powinien mieć większe szanse na fotel premiera.

Ale przedłużające się negocjacje i coraz bardziej odczuwalny pat zmusiły obu kandydatów do zaproponowania kogoś trzeciego. I w ten sposób na horyzoncie pojawił się Giuseppe Conte, osoba spoza świata polityki, prawnik i wykładowca na uniwersytetach w Rzymie i we Florencji. Ale przede wszystkim – jak pisze „Financial Times” – technokratyczny kandydat, podporządkowany liderom koalicyjnych partii.

Giuseppe Conte nowym premierem Włoch?

Na razie prezydent Włoch Sergio Mattarella nie powierzył jeszcze Contemu misji stworzenia rządu i zanim to zrobi, chce się spotkać z przewodniczącymi obu izb parlamentu, co może sugerować obiekcje wobec kandydatury. Czy więc rząd nadziei, wzrostu i przyszłości – jak nazywa go Salvini – rzeczywiście będzie pracował pod wodzą Contego, okaże się niebawem.

Wątpliwości prezydent ma też zapewne do samego programu, który już kilka dni temu obaj liderzy przedstawili jako umowę koalicyjną, kosztów, jakie te pomysły ze sobą niosą, i czegoś, co koalicjanci roboczo nazwali „komitetem pojednania”, który w razie zaistniałych między nimi sporów miałby – jak sami mówią – pomagać im w porozumieniu się i wypracowaniu kompromisu.

Czytaj także: Po dwóch miesiącach od wyborów Włochy wciąż nie mają rządu

Program w skrócie można byłoby raczej nazwać zbiorem życzeń. Bo pomijając aspekty polityczne, takie jak zapowiedź zniesienia sankcji nałożonych na Rosję, sporo w nim punktów poświęconych rewizji polityki gospodarczej Unii, która w rezultacie ma doprowadzić do wydostania się z marazmu i długów w gospodarce włoskiej. Temu samemu ma służyć wprowadzenie jednolitego 15-procentowego podatku dla wszystkich czy zasiłku dla najbiedniejszych, który z kolei przysługiwałby tylko tym, którzy nie zarabiają więcej niż 780 euro miesięcznie.

Nowy rząd byłby też surowszy dla imigrantów. Poczynając od zmiany traktatu dublińskiego i domagania się w Unii wprowadzenia automatycznej relokacji. Tym w kraju raczej obcięto by zasiłki, tłumacząc to uwzględnianiem sytuacji gospodarczej kraju, a zachęty finansowe czy ulgi zakładające np. darmowe przedszkola byłyby utrzymane, ale przede wszystkim dla rodzin włoskich.

Czytaj także: Jak na Sycylii radzą sobie z problemem uchodźców

Realizacja programu rządowego to koszt od 65 do 150 mld euro – podają włoskie media. Oczywiście koszt proponowanych zmian byłby rozłożony na kilka lat, ale mimo to realizacja wszystkich obietnic byłaby poważnym obciążeniem dla rekordowo zadłużonych finansów publicznych. Samo tylko wprowadzenie zasiłku dla najuboższych miałoby kosztować 17 mld euro. A zablokowanie planowanej na przyszły rok podwyżki VAT czy zapowiadana w programie obniżka akcyzy na paliwa to kolejne miliardy. Z czego mają pochodzić środki na te cele, program koalicyjny nie precyzuje.

Przyszłość Włoch w rękach prezydenta

Kolejnym punktem budzącym wątpliwości jest „komitet pojednania”. Ten, który miałby rozstrzygać spory między koalicjantami. Zasiadać w nim mieliby m.in. szef rządu, liderzy partii koalicyjnych oraz klubów parlamentarnych. Jest to więc byt kompletnie nieznany we włoskiej polityce. I na razie przyjęty z niechęcią, krytykowany za to, że w praktyce decydowałby o tym, co robi rząd, albo wręcz porównywany do chińskiej partii, która kontroluje działalność rządu.

Czy więc koalicja antysystemowców i populistów stworzy rzeczywiście działający rząd, okaże się wkrótce. Tak samo jak to, czy prezydent zgodzi się na sceptyczny wobec UE, wrogi imigrantom i nie do końca demokratyczny projekt rządowy. A przede wszystkim okaże się, czy Mattarella będzie w stanie przełknąć zaproponowanego przez koalicjantów premiera, który choć przedstawiany przez nich jako „twardziel, który do wszystkiego doszedł sam”, na razie wygląda raczej na marionetkę i niekłopotliwego wykonawcę ich woli.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama