Chińska strona Księżyca
Chiny zaczynają się panoszyć na południowej półkuli. Z niej chcą kontrolować swoje misje kosmiczne, tuż pod bokiem i w rywalizacji z USA.
Czy Chińczycy wyślą misję na ciemną stronę Księżyca?
Ricky Raybell/Flickr CC by 2.0

Czy Chińczycy wyślą misję na ciemną stronę Księżyca?

Na patagońskiej pustyni, wysoko w górach, wyrasta coś, co z wielu kilometrów wygląda jak biały grzyb. Z kilometra jego płaski kapelusz to już wyraźnie antena radioteleskopu. Z bliska widać chińskie napisy. To centrum łączności satelitarnej i kontroli lotów kosmicznych założone w Argentynie przez Armię Ludowo-Wyzwoleńczą Chińskiej Republiki Ludowej. Po co? By rzucić USA wyzwanie tam, gdzie jeszcze nikt wcześniej się nie odważył. Na Księżycu.

Czytaj także: Handlowa wojna Trumpa z Chinami

Księżycowe wyzwanie

Chińczycy lecą na Księżyc, ale – jak wszystkie strategiczne plany w Chinach – to będzie długi lot. Plany lądowania na ziemskim satelicie sformułował na przełomie wieków obecny szef chińskiego programu księżycowego, 80-letni geochemik Ouyang Ziyuan. Nie na pokaz, a w celu wykorzystania księżycowych zasobów rzadkich pierwiastków.

Pierwsza poważna orbitalna misja Chin wystartowała ku Księżycowi zaledwie w 2007 r., ale od razu wywołała sensację. Sporządzona przez satelitę trójwymiarowa mapa powierzchni Srebrnego Globu nie miała odpowiedników, jeśli chodzi o dokładność. Każda kolejna z pięciu misji księżycowych poprawiała czas dotarcia, dokładność badań, wreszcie przetestowała powrót niewielkiego statku kosmicznego na ziemię.

W maju tego roku wystartowała chińska sonda na ciemną stronę Księżyca, do tej pory trudno dostępną badaczom, i to tylko z USA i ZSRR. Chiny chcą jeszcze w tym roku jako pierwsi na świecie posadzić tam lądownik. Jednak pierwszy prawdziwy lot załogowy na Księżyc zamierzają odbyć dopiero w połowie lat 30. XXI w.

Plan podboju kosmosu wpisuje się w strategiczny cel ChRL – zostać globalną potęgą do połowy XXI w. Wcześniej, już za dwa lata, chiński lądownik dotrzeć ma na Marsa. Nie ma wątpliwości, że to Chińczycy realizują obecnie najambitniejszy program kosmiczny na świecie. Ale zanim wylądują na Księżycu, napsują krwi Amerykanom.

Czytaj także: Chiny znalazły skuteczny sposób na uzależnienie od siebie słabych państw

Okrążanie Ameryki

Baza w Patagonii ma odegrać w księżycowej misji kluczową rolę, ale dla Chin ma o wiele istotniejsze znaczenie na Ziemi. Chiny wślizgnęły się do Argentyny bez rozgłosu, korzystając na tym, że kraj ten wciąż odczuwa geopolityczne skutki przegranej wojny o Falklandy z Wielką Brytanią (w praktyce także z USA) i po kilku kryzysach finansowych desperacko potrzebuje inwestycji.

Również Amerykanie, niegdyś uważający Amerykę Południową za swoje podwórko, przez ostatnie dwie dekady nie bardzo przejmowali się Ameryką Południową, koncentrując wysiłek zbrojny na Bliskim Wschodzie, a geopolitycznie ciążąc ku Azji. Chińczycy wyczuli swoją szansę i po umocnieniu pozycji w Afryce – głównie po to, by zagwarantować sobie cenne surowce – od 2008 r. ogłosili zbliżenie z krajami Ameryki Łacińskiej i Karaibów.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj