Świat

Prezydentem Gruzji po raz pierwszy została kobieta: Salome Zurabiszwili

Salome Zurabiszwili Salome Zurabiszwili Mikhail Japaridze / Forum
Salome Zurabiszwili chce wprowadzić Gruzję do UE i NATO, a kraj ma obrać całkowicie prozachodni kierunek. Ale na razie nie wiadomo nawet, czy będzie rządzić niezależnie.

Salome Zurabiszwili jest pierwszą kobietą na tym stanowisku nie tylko w Gruzji, ale i na całym Zakaukaziu, który oprócz Gruzji obejmuje Azerbejdżan i Armenię. Zwolennicy Zurabiszwili zwracali uwagę na płeć, traktowali to jak symbol, porównując Salome m.in. do królowej Tamar, niezwykłej władczyni rządzącej na przełomie XII i XIII w. Dzięki niej Gruzja stała się międzynarodową potęgą.

Czytaj także: Gruzja jest mężczyzną

Czy Salome Zurabiszwili będzie niezależnym prezydentem?

Czy nie były to jednak porównania nieco na wyrost, a wykreowana na polityka europejskiego Zurabiszwili będzie dobrym prezydentem – nie wiadomo. Już pojawiają się głosy, że choć przedstawia się jako kandydatka niezależna, w rzeczywistości jest mocno związana, a już na pewno wspierana finansowo przez partię rządzącą Gruzińskie Marzenie. Niektórzy twierdzą nawet, że jej założyciel Bidzina Iwaniszwili, były premier i oligarcha, namaścił Zurabiszwili i pomógł jej wygrać, żeby w przyszłości rządzić z tylnego siedzenia.

Ambasador Francji, minister, opozycjonistka

Urodzona w Paryżu w 1952 r. w rodzinie gruzińskich uchodźców politycznych, do Gruzji przyjechała dopiero w 2003 r. jako ambasador Francji. Obywatelstwo przyjęła po rewolucji róż, kiedy Micheil Saakaszwili zaproponował jej w 2004 r. stanowisko ministra spraw zagranicznych. Szybko się z nim skonfliktowała, odeszła z urzędu i przeszła do opozycji. Do 2010 r. stała na czele założonej przez siebie partii Droga Gruzji, potem była członkiem misji ONZ w Iranie, a do gruzińskiej polityki wróciła w 2012 r. po kolejnym przewrocie i dojściu do władzy partii Gruzińskie Marzenie.

Salome chce Gruzji w UE i NATO

Zurabiszwili zapowiada działania na rzecz praw człowieka i społeczeństwa obywatelskiego. Tuż po wyborach oświadczyła też, że najpierw pojedzie do Brukseli, Berlina i Paryża. Chce – tak jak to zrobiła stojąca w latach 1999–2007 na czele Łotwy prezydent Vaira Vike-Freiberga – wprowadzić Gruzję do UE i NATO. Nie ukrywa, że za jej rządów kraj ma obrać całkowicie prozachodni kierunek. Bo z Rosją raczej jej nie po drodze. W wywiadzie dla BBC stwierdziła, że ze względu na to, co Kreml robi, nie tylko w Abchazji i Osetii Południowej, ale i na Ukrainie, trudno dziś mówić o jakiejkolwiek przyjaźni.

Zurabiszwili przewrotnie o zdarzeniach z 2008 r.

Ale na jej wizerunku znowu pojawia się rysa, a sprecyzowany plan nie jest w stanie przykryć wpadek z kampanii. Zurabiszwili oświadczyła np., że w 2008 r. to nie Rosja napadła na Gruzję, ale Gruzja na Rosję. Chodziło jej o to – tłumaczyła – że prezydent Saakaszwili zaatakował w Osetii Południowej własnych obywateli. Ale mleko się rozlało. Takie słowa w kraju, który wciąż cierpi przez ten konflikt, a 20 proc. jego terytorium jest pod okupacją, są dyskwalifikujące dla polityka. Część wyborców zaczęła nazywać Zurabiszwili „zdrajczynią” i przypisywać jej współpracę z Putinem.

Czytaj także: Gruzja bliżej Rosji niż Unii Europejskiej?

Wyborcy Zurabiszwili – przekonani czy przekupieni

Gruzini wypominają jej, że jest oderwana od lokalnych problemów i nie rozumie ich. Nie mówi też za dobrze po gruzińsku, bo większość życia spędziła we Francji. Dodatkowe wątpliwości budzi jej niezależność i możliwość samodzielnego rządzenia, bo – jak twierdzą jej krytycy – już w czasie kampanii „wykazywała niewielki sprzeciw wobec wspierającej ją partii rządzącej”. Nie mówiąc już o podporządkowaniu się oczekiwaniom Bidziny Iwaniszwilego, który prowadził jej kampanię (pojawiał się zamiast Zurabiszwili na jej plakatach) i nie szczędził pieniędzy.

Iwaniszwili zapowiedział m.in., że z konta jego fundacji popłyną środki na sfinansowanie tzw. amnestii kredytowej, która oznaczała spłacenie każdego bankowego kredytu, jeśli nie przekracza on 2 tys. lari (ok. 750 dol.). Uratowani od długów Gruzini mieli tylko zagłosować zgodnie z jego wolą. Pojawiły się więc doniesienia o przekupywaniu wyborców i o tym, że pracownicy sektora publicznego byli nakłaniani do głosowania na Zurabiszwili.

Gruzińskie wybory wolne, ale nie oddają nastrojów społecznych

O nadużyciach mówił też Micheil Saakaszwili, który z zagranicy próbuje ręcznie sterować polityką Gruzji. A nawet OBWE. Choć w swoim podsumowującym raporcie organizacja pisała, że wybory były wolne, to jednocześnie przyznała, że doszło do nadużyć, a władze wyraźnie sprzyjały jednemu z kandydatów. Zurabiszwili zdobyła blisko 60 proc. głosów, ale prawdziwym barometrem nastrojów społecznych były wyniki pierwszej tury, w której otrzymała jedynie procent głosów więcej niż jej rywal ze Zjednoczonego Ruchu Narodowego Grigol Waszadze.

Czytaj także: Jak Gruzini współpracują z Osetyjczykami

Reprezentacyjna funkcja prezydenta Gruzji – i niewiele więcej

System polityczny w Gruzji jest w kryzysie. Ani rządząca partia, ani opozycja nie spełniają oczekiwań społeczeństwa, które popada w coraz większą biedę, boryka się z brakiem inwestycji, wysoką inflacją i rosnącym bezrobociem. Jednak zapowiedzi Waszadzego, że w razie sukcesu opozycja dążyć będzie do rozwiązania parlamentu i przedterminowych wyborów, a Saakaszwili wróci do kraju, pomogły nie jemu, tylko Zurabiszwili. Gruzini wciąż pamiętają wydarzenia, które miały miejsce w czasach rządów Saakaszwilego. Nie chcą kolejnych niepokojów ani destabilizacji.

Nowa pani prezydent ma zostać zaprzysiężona 16 grudnia. I nie dość, że raczej nie będzie drugą Tamar, to jeszcze jej kompetencje będą mniejsze niż poprzedników, bo od 2023 r., zgodnie ze zmianą konstytucji, prezydent zachowa tylko prawo weta i w zasadzie będzie pełnił funkcję reprezentacyjną.

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama