Świat

Nicolas Maduro o krok od upadku

Przewodniczący parlamentu Juan Guaidó ogłosił się wczoraj tymczasowym prezydentem Wenezueli. Przewodniczący parlamentu Juan Guaidó ogłosił się wczoraj tymczasowym prezydentem Wenezueli. Carlos Garcia Rawlins/REUTERS / Forum
Przewodniczący parlamentu Juan Guaidó ogłosił się wczoraj tymczasowym prezydentem Wenezueli. Poparcia natychmiast udzielił mu Donald Trump. Reżim odpowiedział starciami z protestującymi i wydaleniem amerykańskich dyplomatów.

Deklaracja 35-letniego centrolewicowego polityka, szefa kontrolowanego przez opozycję Zgromadzenia Narodowego, zakończyła dzień protestów przeciwko rządowi Maduro na całym świecie. W największych miastach Wenezueli na ulice wyszły miliony obywateli, demonstracje odbyły się również przed ambasadami kraju, m.in. w Londynie, Madrycie i Waszyngtonie. Choć w większości były to marsze pokojowe, opozycja kilkukrotnie starła się z siłami porządkowymi. Rząd do stłamszenia protestów wysłał Gwardię Narodową i tzw. colectivos, czyli specjalne oddziały wojska ćwiczone w starciach z tłumem, przez opozycję nazywane „szwadronami śmierci Maduro”. Najnowsze dane podawane przez Amnesty International i agencję AFP mówią o 16 ofiarach śmiertelnych i ponad 80 rannych w ciągu ostatnich 48 godzin.

Czytaj także: Wenezuelska opozycja wchodzi w zwarcie z rządem

Kto jest prezydentem Wenezueli

Guaidó ogłosił się szefem tymczasowego rządu, przemawiając na popołudniowym wiecu we wschodniej części stolicy kraju, Caracas. Powołując się na konstytucję i poparcie udzielone mu przez liderów wszystkich opozycyjnych frakcji, zapowiedział utworzenie nowej administracji, której zadaniem będzie odsunięcie od władzy ekipy Maduro i przygotowanie Wenezueli na nowe, w pełni uczciwe wybory.

To już drugi raz w ciągu miesiąca, kiedy Guaidó sam ogłasza się prawowitym przywódcą kraju – pierwszy raz zrobił to na początku stycznia, chcąc zatrzymać zaprzysiężenie Maduro na drugą kadencję. Wtedy jednak nie miał jeszcze odpowiedniego poparcia – ani społecznego, ani wśród prominentnych polityków opozycji. Za drugim razem obalenie następcy Hugo Chaveza może się jednak udać. Zaledwie kilkanaście minut po wystąpieniu w Caracas Guaidó jako prezydenta Wenezueli uznał Biały Dom. W ślad za nim poszło już kilkanaście innych krajów, w tym ważni gracze dla ekonomii regionu: Brazylia, Chile i Kostaryka. Oprócz protestujących na ulicach poparcia nowym władzom udzieliło wielu prawników, prokuratorów i sędziów, dla których ubiegłoroczne wybory prezydenckie nie spełniały demokratycznych kryteriów. Jednocześnie poprosili oni natychmiast opozycję o wsparcie i ochronę, obawiając się represji ze strony lojalistów reżimu i wciąż popierającego Nicolasa Maduro sądu najwyższego.

Czy wojsko poprze przewrót?

Kluczowe dla powodzenia przewrotu będzie zdobycie poparcia w służbach mundurowych i wojsku. Nie tylko z powodu obaw o dalszy rozlew krwi, ale również przez bliskość kadry oficerskiej z socjalistycznym reżimem. Kilku najbardziej liczących się generałów Maduro wpakował bezpośrednio do swojego rządu, innym zapewnił rozległe przywileje finansowe, co w owładniętej kryzysem Wenezueli miało szczególne znaczenie. Na razie nie słychać o ewentualnych dezercjach wśród wojskowych przywódców. Na stronę opozycji przeszło do tej pory 27 członków Gwardii Narodowej, którzy natychmiast zostali aresztowani i oskarżeni o zdradę stanu. Lojalny wobec Maduro pozostaje przede wszystkim minister obrony Vladimir Padrino. Wczoraj w nocy napisał na Twitterze, że armia pod jego dowództwem otwarcie stanie przeciwko jakimkolwiek uzurpatorom i przedstawicielom „zagranicznych sił i ciemnych interesów”. Z jednej strony może to sugerować możliwość zbrojnego zduszenia protestów, z drugiej jednak wydaje się, że demonstracje osiągnęły już rozmiar stanowczo zbyt duży, by rozprawiono się z nimi siłą.

Do apeli skierowanych do żołnierzy dołączył się sam Maduro, który przemawiając do zgromadzonych przed pałacem Miraflores zwolenników rządu, zaapelował o jedność w szeregach sił zbrojnych.

Czytaj także: Dyktatura według Maduro

Wenezuela pogrąża się w chaosie

Jednocześnie prezydent rozpoczął własną dyplomatyczną kontrofensywę. W odpowiedzi na poparcie udzielone opozycji przez Trumpa Maduro jednostronnie zerwał wszelkie relacje ze Stanami Zjednoczonymi, a członkom personelu dyplomatycznego i przedstawicielom amerykańskich firm dał 36 godzin na opuszczenie kraju. Rozpoczął też represje wobec dziennikarzy. Międzynarodowy Komitet Ochrony Dziennikarzy (CPJ) poinformował wczoraj o przypadku odmowy wjazdu do Wenezueli dla reportera duńskich mediów, którego oskarżono o „sprzyjanie uzurpatorom i działanie na szkodę państwa”. Wenezuelskiemu reżimowi poparcia udzielili też tradycyjni sojusznicy, na czele z Kubą Raula Castro i Boliwią Evo Moralesa.

Z kolei jeden z jego autorytarnych mecenasów prezydent Turcji Recep Erdoğan w telefonicznej rozmowie zapewnił Maduro o wsparciu Ankary dla Caracas i obiecał pomoc w utrzymaniu stabilności i porządku w kraju.

Wenezuela pogrąża się w coraz większym chaosie. W praktyce w kraju obowiązuje dwuwładza – ustąpić nie zamierzają ani teoretycznie wybrany w wyborach prezydent Maduro, ani prezydent de facto Guaidó. Od wczesnych godzin porannych w Caracas zbierają się demonstranci. Niektórzy koczowali na ulicach całą noc, nie chcąc pozwolić służbom reżimowym na interwencję.

Czy tym razem opozycji uda się obalić Nicolasa Maduro? Wiele wskazuje, że tak. – Po raz pierwszy w ostatnich latach siły demokratyczne mają wsparcie wspólnoty międzynarodowej, która otwarcie rezygnuje z dalszej współpracy z reżimem – mówi POLITYCE Maryhen Jimenez Morales, latynoamerykanistka z University of Oxford i badaczka wenezuelskiej sceny politycznej. – Kluczowe dla powodzenia zmiany systemowej będą najbliższe dni i wytrwałość opozycji. Jeśli nie dojdzie do wewnętrznych sporów i uda się utrzymać Guaidó jako niekwestionowanego lidera, Maduro najpewniej ustąpi. Presję na to nakładać będą nie tylko zagraniczni liderzy, grożący dalszymi sankcjami, ale też reżimowa nomenklatura, która poprzez zmuszenie prezydenta do odejścia będzie chciała zachować chociaż część przywilejów. Ważne będzie też zachowanie wojska, bo musi wybrać stronę, której udzieli poparcia. Wydaje się jednak, że Maduro nie ma szans na pozostanie przy władzy – komentuje.

Co zrobi opozycja

Tymczasem opozycja przygotowuje się już do przejęcia kontroli nad państwem. Leopoldo Lopez, najbardziej rozpoznawalny wenezuelski aktywista demokratyczny, od lat pozostający w areszcie domowym, zapowiedział już stworzenie nowego funduszu paliwowego, za pomocą którego miałaby odbywać się redystrybucja zysków z eksportu ropy naftowej.

Guaidó z kolei zapewnia, że fotel prezydenta nie interesuje go w dłuższej perspektywie czasowej. W tej sytuacji to właśnie Leopoldo Lopez wydaje się najpoważniejszym kandydatem na nowego wenezuelskiego przywódcę.

Czytaj także: Na ratunek upadającej Wenezueli

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama