Jak światowe potęgi chcą rozegrać kryzys w Wenezueli
Coraz więcej krajów zajmuje stanowisko w sprawie obalenia reżimu Nicolása Maduro. Sam prezydent ma wciąż kilku bardzo znaczących zwolenników.
Nicolás Maduro
Carlos Garcia Rawlins/REUTERS/Forum

Nicolás Maduro

Od kilku dni Wenezuela funkcjonuje w stanie praktycznej dwuwładzy. Po masowych protestach opozycji w stolicy i największych miastach kraju w rocznicę obalenia innego wenezuelskiego dyktatora, Marcosa Pereza Jimeneza, przewodniczący zgromadzenia narodowego Juan Guaidó ogłosił się tymczasowym prezydentem kraju. Zrobił to w geście wypowiedzenia posłuszeństwa i odmowy prawnej legitymizacji Nicolása Maduro, wybranego w maju ubiegłego roku i zaprzysiężonego 10 stycznia na drugą kadencję na stanowisku głowy państwa.

Nowy, równoległy rząd natychmiast został uznany przez Stany Zjednoczone, Chile i Argentynę. Z kolei w obronie Maduro stanęli tradycyjni sojusznicy – Raul Castro i boliwijski prezydent Evo Morales. Do pałacu Miraflores, siedziby wenezuelskich władz, telefon z wyrazami poparcia natychmiast wykonał też prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, od lat odgrywający rolę jednego z kluczowych politycznych i gospodarczych mecenasów Nicolása Maduro na scenie międzynarodowej.

Czytaj także: Nicolás Maduro o krok od upadku

Putin też popiera Maduro

Z każdym kolejnym dniem coraz więcej światowych przywódców wyrażało zainteresowanie odegraniem znaczącej roli w wenezuelskim kryzysie. Pierwszy z szeregu wyrwał się Donald Trump, który Juana Guaidó jako prawowitego reprezentanta rządu w Caracas uznał zaledwie kilkadziesiąt minut po wystąpieniu przewodniczącego parlamentu przed ponadmilionowym tłumem protestujących. Sytuację zrównoważył Władimir Putin, który ustami swoich służb dyplomatycznych nie tylko zaapelował o wstrzymanie rozlewu krwi, ale zaoferował też, że Rosja odegra rolę mediatora między rządem Nicolása Maduro i liderami opozycji.

Z punktu widzenia Moskwy nagły prodemokratyczny przewrót w Wenezueli byłby szczególnie niekorzystny. Putin nie tylko wspiera tzw. boliwariańską rewolucję finansowo, zapewniając nisko oprocentowane pożyczki, będące w praktyce kroplówką dla niewydolnej gospodarki, czy inwestycje technologiczne o łącznej wartości ponad 6 mld dol. Wenezuela jest dla prezydenta Rosji ważnym przyczółkiem strategicznym. Z tamtejszych instalacji wojskowych regularnie korzystają rosyjskie jednostki marynarki wojennej, w ubiegłym roku na lotnisku Maiquetia, zaledwie dwie godziny drogi od centrum stolicy, wylądowały dwa rosyjskie myśliwce zdolne do przenoszenia ładunków nuklearnych.

Dzisiejsza Wenezuela odgrywa w międzynarodowym porządku Władimira Putina rolę zbliżoną do Kuby z czasów zimnej wojny. Położona niemal w sąsiedztwie Stanów Zjednoczonych, bogata w surowce naturalne i położona w pobliżu strategicznie ważnych punktów, jak chociażby Kanał Panamski, doskonale nadaje się jako „straszak”. Bo taki właśnie cel mają wspólne wenezuelsko-rosyjskie ćwiczenia wojskowe czy transoceaniczne loty myśliwców. Rosja przypomina w ten sposób Amerykanom i pozostałym członkom NATO, że jest wciąż mocarstwem globalnym, zdolnym do działań daleko od własnych granic, i że z jej obecnością na półkuli zachodniej należy się liczyć.

„Zielone ludziki” w Wenezueli

Putin chce chronić Maduro do tego stopnia, że jest w stanie nawet bezpośrednio zapewnić ochronę jemu i członkom jego rządu. Tak przynajmniej wynika z doniesień agencji Reutera, rozszerzonych później w materiale „Guardiana”. Reporterzy obu mediów, powołując się na dwa niezależne źródła w rosyjskich służbach mundurowych, donieśli w sobotę, że firma Wagner, prywatny podwykonawca rosyjskiej armii, znany m.in. z udziału w misjach na Ukrainie i w Syrii, otrzymał pochodzący prosto z Kremla oddział natychmiastowego sformowania dwóch grup uderzeniowych, które miałyby zostać przetransferowane do Wenezueli.

Informację o istnieniu rozkazów (choć nie o samym transferze do Ameryki Południowej) potwierdził później w rozmowie z „Guardianem” Jewgienij Szabajew, jeden z liderów Wagnera. Jeśli doniesienia reporterskie okazałyby się prawdą, byłby to pierwszy publicznie odkryty przypadek wysłania przez Rosję najemników do akcji na półkuli zachodniej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj