Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Czy Algierczycy obalą Buteflikę?

Na wieść, że Buteflika – a właściwie jego widmo – kandyduje w wyborach po raz piąty, ruszył prawdziwy bunt. Na wieść, że Buteflika – a właściwie jego widmo – kandyduje w wyborach po raz piąty, ruszył prawdziwy bunt. Zohra Bensemra/Reuters / Forum
Algierią rządzi kasta chowająca się za wodzem, który zapewne sam nie wie, czy żyje.

Już kampania wyborcza przed poprzednią, czwartą kadencją prezydenta Algierii Abdelaziza Butefliki była kuriozum w skali światowej: prezydent się nigdzie nie pokazał, na wiecach stał tylko jego portret, przemówienia wygłaszali poplecznicy, czasem nadawano jakąś mowę z taśmy magnetofonowej. Teraz już nie ma żadnych przemówień, nawet dobrze nie wiadomo, w którym szpitalu 82-letni prezydent przebywa po udarze, jakiego doznał ponad 6 lat temu. – Nie chodzi już nawet o to, że Algieria jest źle rządzona. Ona nie jest wcale rządzona – mówił przy poprzedniej kampanii socjolog Nasser Dżebbi.

Algieria jak PRL

Po podróży, jaką tam odbyłem przed kilku laty, odniosłem wrażenie déjà vu: jak w schyłkowym PRL, późny stagnacyjny socjalizm. System w praktyce jednopartyjny, na górze ciągle ci sami ludzie, niekompetencja, nepotyzm, znacjonalizowana gospodarka jest tylko zakładnikiem polityki, za intratną posadę trzeba zapłacić. DRS, czyli bezpieka, jest, a w każdym razie do niedawna była wszechwładna. Żyje też homo sovieticus czy raczej homo algiericus, który traktuje wszystko jak państwowe, o nic nie dba, czy się stoi czy się leży… Z tą jednak różnicą, że Algieria – z imponującym w przeszłości budownictwem mieszkaniowym (2 mln mieszkań w ciągu 15 lat) – była w stanie równoważyć duże wydatki socjalne dzięki ogromnemu eksportowi ropy naftowej i gazu.

Władza musiała więc kupować spokój społeczny. Każdy dostawał swoją porcję tortu, niewielką, ale zawsze. Cytowany wyżej socjolog liczył dotychczas – w skali roku – około tysiąca takich minirozruchów: palenie opon, bicie szyb.

Teraz, na wieść, że Buteflika – a właściwie jego widmo – kandyduje w wyborach po raz piąty, ruszył prawdziwy bunt. Tysiące, dziesiątki tysięcy młodych ludzi protestują po nocach w Algierze przeciw „maskaradzie”, „zniewadze”, „prowokacji”, a nawet „zbrodniczej władzy”. „Lud chce upadku reżimu” – to najczęściej skandowane hasło. Z Algieru protesty się rozprzestrzeniły na cały kraj.

Czy zmiana reżimu w Algierii jest możliwa?

Jeśli jest tak źle, to dlaczego Algierię całkowicie ominęła wiosna arabska, która rozpoczęła się w sąsiedniej Tunezji, albo chaos, jak w sąsiedniej Libii, czy też starcie z islamem politycznym, jak w Egipcie? Bo wiosna, i to krwawa, była już tu w latach 90. Pamięć o niej przetrwała w każdej rodzinie i stanowi niezagojoną ranę. To leczy z rewolucyjnego romantyzmu. Takiej rzezi żaden kraj arabski – do czasu dzisiejszej Syrii – nigdy nie przeżył. Poza rzeką krwi, która popłynęła w czarnym dziesięcioleciu, do ponad 150 tys. zabitych doszedł jeszcze exodus inteligencji: 100 tys. ludzi uciekło z kraju, a po wojnie kolejne 60 tys. Wyjazdy najzaradniejszych trwają.

Karima Dirèche, socjolożka i historyk kierująca badaniami nad regionem Maghrebu, przyznaje, że niewielu specjalistów przewidziało taki ruch protestu w Algierii. I dalej, mimo intensywności protestów, wcale niełatwo prorokować zmianę reżimu. Algieria to bardzo młody kraj, odsetek ludzi przed 30. rokiem życia jest chyba największy w Afryce Północnej. Ci młodzi Algierczycy źle znoszą upokorzenie, z jakim trzeba się poddać surrealistycznemu rytuałowi poddaństwa jakiemuś widmu, politykowi, o którym nie wiadomo, czy nawet żyje.

Ale 20 lat prezydentury Butefliki stworzyło zamknięty układ interesów: koncerny paliwowe, baronowie partyjni, wojsko, służba bezpieczeństwa. Układ ten – jak twierdzi pani Karima Dirèche – stworzył „gospodarkę rentierów”, w ogromnej części przejętą przez elitę u władzy. Niełatwo się rozstać z takimi majątkami, a we współczesnych czasach przewaga władzy nad obywatelami wzrasta.

Czytaj także: Autokraci bez następców

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną