Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Czy Algierczycy obalą Buteflikę?

Na wieść, że Buteflika – a właściwie jego widmo – kandyduje w wyborach po raz piąty, ruszył prawdziwy bunt. Na wieść, że Buteflika – a właściwie jego widmo – kandyduje w wyborach po raz piąty, ruszył prawdziwy bunt. Zohra Bensemra/Reuters / Forum
Algierią rządzi kasta chowająca się za wodzem, który zapewne sam nie wie, czy żyje.

Już kampania wyborcza przed poprzednią, czwartą kadencją prezydenta Algierii Abdelaziza Butefliki była kuriozum w skali światowej: prezydent się nigdzie nie pokazał, na wiecach stał tylko jego portret, przemówienia wygłaszali poplecznicy, czasem nadawano jakąś mowę z taśmy magnetofonowej. Teraz już nie ma żadnych przemówień, nawet dobrze nie wiadomo, w którym szpitalu 82-letni prezydent przebywa po udarze, jakiego doznał ponad 6 lat temu. – Nie chodzi już nawet o to, że Algieria jest źle rządzona. Ona nie jest wcale rządzona – mówił przy poprzedniej kampanii socjolog Nasser Dżebbi.

Algieria jak PRL

Po podróży, jaką tam odbyłem przed kilku laty, odniosłem wrażenie déjà vu: jak w schyłkowym PRL, późny stagnacyjny socjalizm. System w praktyce jednopartyjny, na górze ciągle ci sami ludzie, niekompetencja, nepotyzm, znacjonalizowana gospodarka jest tylko zakładnikiem polityki, za intratną posadę trzeba zapłacić. DRS, czyli bezpieka, jest, a w każdym razie do niedawna była wszechwładna. Żyje też homo sovieticus czy raczej homo algiericus, który traktuje wszystko jak państwowe, o nic nie dba, czy się stoi czy się leży… Z tą jednak różnicą, że Algieria – z imponującym w przeszłości budownictwem mieszkaniowym (2 mln mieszkań w ciągu 15 lat) – była w stanie równoważyć duże wydatki socjalne dzięki ogromnemu eksportowi ropy naftowej i gazu.

Władza musiała więc kupować spokój społeczny. Każdy dostawał swoją porcję tortu, niewielką, ale zawsze. Cytowany wyżej socjolog liczył dotychczas – w skali roku – około tysiąca takich minirozruchów: palenie opon, bicie szyb.

Teraz, na wieść, że Buteflika – a właściwie jego widmo – kandyduje w wyborach po raz piąty, ruszył prawdziwy bunt. Tysiące, dziesiątki tysięcy młodych ludzi protestują po nocach w Algierze przeciw „maskaradzie”, „zniewadze”, „prowokacji”, a nawet „zbrodniczej władzy”. „Lud chce upadku reżimu” – to najczęściej skandowane hasło. Z Algieru protesty się rozprzestrzeniły na cały kraj.

Czy zmiana reżimu w Algierii jest możliwa?

Jeśli jest tak źle, to dlaczego Algierię całkowicie ominęła wiosna arabska, która rozpoczęła się w sąsiedniej Tunezji, albo chaos, jak w sąsiedniej Libii, czy też starcie z islamem politycznym, jak w Egipcie? Bo wiosna, i to krwawa, była już tu w latach 90. Pamięć o niej przetrwała w każdej rodzinie i stanowi niezagojoną ranę. To leczy z rewolucyjnego romantyzmu. Takiej rzezi żaden kraj arabski – do czasu dzisiejszej Syrii – nigdy nie przeżył. Poza rzeką krwi, która popłynęła w czarnym dziesięcioleciu, do ponad 150 tys. zabitych doszedł jeszcze exodus inteligencji: 100 tys. ludzi uciekło z kraju, a po wojnie kolejne 60 tys. Wyjazdy najzaradniejszych trwają.

Karima Dirèche, socjolożka i historyk kierująca badaniami nad regionem Maghrebu, przyznaje, że niewielu specjalistów przewidziało taki ruch protestu w Algierii. I dalej, mimo intensywności protestów, wcale niełatwo prorokować zmianę reżimu. Algieria to bardzo młody kraj, odsetek ludzi przed 30. rokiem życia jest chyba największy w Afryce Północnej. Ci młodzi Algierczycy źle znoszą upokorzenie, z jakim trzeba się poddać surrealistycznemu rytuałowi poddaństwa jakiemuś widmu, politykowi, o którym nie wiadomo, czy nawet żyje.

Ale 20 lat prezydentury Butefliki stworzyło zamknięty układ interesów: koncerny paliwowe, baronowie partyjni, wojsko, służba bezpieczeństwa. Układ ten – jak twierdzi pani Karima Dirèche – stworzył „gospodarkę rentierów”, w ogromnej części przejętą przez elitę u władzy. Niełatwo się rozstać z takimi majątkami, a we współczesnych czasach przewaga władzy nad obywatelami wzrasta.

Czytaj także: Autokraci bez następców

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną