Świat

Brunei będzie kamienowało homoseksualistów

Od 3 kwietnia 2019 r. Brunei jest niewątpliwie najgorszym krajem na świecie dla homoseksualistów. Od 3 kwietnia 2019 r. Brunei jest niewątpliwie najgorszym krajem na świecie dla homoseksualistów. Peter Hershey / StockSnap.io
Malutki sułtanat na Borneo od dziś za homoseksualizm lub cudzołóstwo będzie karał śmiercią.
Hassanal Bolkiah, sułtan Bruneiwatchsmart/Flickr CC by 2.0 Hassanal Bolkiah, sułtan Brunei

Od 3 kwietnia 2019 r. Brunei jest niewątpliwie najgorszym krajem na świecie dla homoseksualistów. Ten malutki sułtanat na wyspie Borneo, otoczony z każdej strony przez Malezję, od 2013 r. stopniowo wprowadza prawo szariatu, a najnowsza zmiana jest równocześnie najbardziej radykalna.

Śmierć za stosunki homoseksualne

Mimo protestów międzynarodowej społeczności nowe prawo w Brunei przewiduje karę śmierci przez ukamienowanie za wszystkie męskie stosunki homoseksualne, także dobrowolne między dorosłymi. Kobietom grozi kara do 40 batów lub 10 lat w więzieniu. Karani mają być tylko muzułmanie (przepisy teoretycznie nie dotyczą osób innych wyznań), a sąd będzie wymagał albo przyznania się do winy, albo zeznań czterech naocznych świadków, co daje niewielką nadzieję, że w praktyce kary nie będą wymierzane. Na śmierć przez ukamienowanie mają być skazywani także cudzołożnicy obojga płci. Złodziejom będą odcinane dłonie i stopy.

Według ekspertów zaostrzanie prawa i dalsze zrównywanie tożsamości narodowej z religijną to dla autokratycznego sułtana Hassanala Bolkiaha metoda na wzmocnienie władzy nad krajem, którego sytuacja gospodarcza od kilku lat się pogarsza. Jednak niewykluczone, że równocześnie uderzy ono po kieszeni samego sułtana – choć biorąc pod uwagę jego majątek szacowany na 20 mld dol., pewnie nie będzie to uderzenie istotne.

Brunei, kraj Allaha i ropy

Brunei to niewielki kraj z mniej niż 450 tys. mieszkańców, dawna brytyjska kolonia niepodległa od zaledwie 34 lat. Należy do najbogatszych państw świata, bo ma gigantyczne złoża ropy i gazu należące z mocy prawa do sułtana i premiera Bolkiaha, rządzącego autorytarnie krajem od jego powstania.

Z bogactwa korzysta więc przede wszystkim sułtan, którego wystawny tryb życia (jedna z jego limuzyn to pokryty 24-karatowym złotem rolls-royce), złote szaty i obecność na światowych salonach wynikają głównie z zasobności portfela, a nie z realnego politycznego znaczenia kraju. Mieszkańcy Brunei są zamożni, zwłaszcza na tle regionu, ale nie tak obłędnie – PKB na mieszkańca to obecnie ok. 28 tys. dol. rocznie. Jest dwukrotnie wyższe niż w Polsce, ale równocześnie wyraźnie niższe niż chociażby w Niemczech i aż trzykrotnie mniejsze niż w podobnie roponośnym Katarze. Wyniki wyglądają inaczej, gdy spojrzeć na realną zamożność, bo Brunei jest dla mieszkańców tak tanie, że biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej, kraj mieści się w dziesiątce najbogatszych na świecie.

Jednak całe to bogactwo opiera się tylko na paliwach kopalnych. Brunei nie jest zbytnio popularne wśród turystów, nie jest centrum usług finansowych, nie ma przemysłu ani nawet rozwiniętego sektora handlu. Z tego powodu od kilku lat sytuacja gospodarcza kraju nie jest najlepsza i choć o kryzysie nie można mówić, to dla przyzwyczajonych do bardzo wysokiego standardu życia mieszkańców spowolnienie mogłoby być powodem do narzekań.

Drugim filarem Brunei jest islam, oficjalna religia kraju. Co prawda według dostępnych szacunków tylko ok. 70 proc. mieszkańców jest muzułmanami (reszta to głównie hinduiści i chrześcijanie, często należący do mniejszości chińskiej), ale to oni mają największy wpływ na politykę kraju. Wprowadzenie prawa szariatu, obejmujące poza radykalnymi karami za homoseksualizm m.in. zakaz sprzedaży alkoholu czy zakaz dzielenia pokoju hotelowego przez dwie osoby przeciwnych płci niebędące małżeństwem, to najlepszy dowód na dominację islamu.

Nie bez powodu zatem symbolem Brunei jest meczet Omara Ali Saifuddiena, poprzedniego sułtana i ojca Bolkiaha. Ta gigantyczna konstrukcja w centrum stolicy – Bandar Sari Begawan – eksponuje majestat i zamożność absolutnego władcy kraju, który sfinansował budowę, i rolę religii w codziennym życiu.

Radykalizm wzmocni czy zaboli?

W samym Brunei nowe przepisy karzące homoseksualizm śmiercią nie spotkały się ze szczególnymi protestami. Trudno powiedzieć, czy wynika to tylko ze strachu przed absolutnym władcą, czy przynajmniej częściowo także z tego, że w konserwatywnym muzułmańskim społeczeństwie takie kary nie budzą zaskoczenia. Przynajmniej pewna grupa kleryków i wiernych popiera takie rozwiązanie.

Jednak za granicą protestowali zarówno przedstawiciele licznych rządów i organizacji międzynarodowych, jak i NGO-sy i celebryci. Nowe przepisy są nazywane „średniowiecznymi”, „okrutnymi”, „niemającymi miejsca w XXI w.”. Protesty te, choć oczywiście słuszne, mogą jednak być mało skuteczne.

Brunei nie jest pierwszym krajem na świecie, który wprowadza drakońskie kary za konsensualne stosunki homoseksualne – w 2014 r. karę śmierci dla homoseksualistów dopuściła Uganda, choć ustawa została potem unieważniona przez trybunał konstytucyjny. Na Ugandę – biedny afrykański kraj zależny od pomocy zagranicznej i potrzebujący napływu inwestorów – względnie łatwo było jednak wywrzeć presję. Brunei będzie znacznie bardziej oporne.

Kraj ten nie potrzebuje inwestorów ani pomocy – z gigantycznymi zasobami ropy i niewielką populacją jest całkowicie samowystarczalny (ma zerowy dług publiczny). Co więcej, nowe przepisy nie budzą oburzenia w regionie. Muzułmańskie Malezja i Indonezja udają wprawdzie kraje bardziej liberalne, ale obydwa też flirtują z szariatem i nie postrzegają działań Brunei za nieakceptowalne. Zwiększające swoje wpływy w regionie Chiny z kolei jak zawsze ignorują prawa człowieka i nie wtrącają się w krajowe przepisy w państwach, od których mogą kupować ropę. Brunejski szariat może więc kraj prędzej zbliżyć do regionalnych partnerów, niż zamienić go w pariasa. Do tego władza liczy, że dzięki radykalnym przepisom uda się przyciągnąć więcej turystów z krajów arabskich, i może to być prawda. Rząd Brunei jednoznacznie wyjaśnił w niedawnym komunikacie, że ze zmiany się nie wycofa, bo to jego niezależna decyzja.

Wobec ograniczonych możliwości nacisku na samo Brunei ruszyła kampania nacisku na sułtana tam, gdzie może go najbardziej zaboleć – czyli w kwestiach finansowych. Dysponujący 20 mld dol. Bolkiah inwestuje na całym świecie. O ile Brunei jest samowystarczalne, o tyle jego władca potrzebuje świata. Celebryci z Georgem Clooneyem, Eltonem Johnem i Ellen DeGeneres na czele rozpoczęli kampanię nawołującą do bojkotu dziewięciu luksusowych hoteli należących do Bolkiaha: dwóch w Kalifornii (w tym The Beverly Hills Hotel), trzech w Wielkiej Brytanii i po dwóch we Francji i Włoszech.

Sam Clooney przyznaje jednak, że kampania pewnie wiele nie zmieni. Nawet gdyby w żadnym z tych hoteli nie zatrzymał się już ani jeden gość, dla Bolkiaha byłaby to niewielka strata finansowa.

Czytaj także: Małżeństwa homoseksualne na świecie. Lista krajów, w których są legalne

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Ucieczka z religii

Masowe protesty w obronie praw kobiet dały nowy impuls ucieczkom z lekcji religii. Trwającym od lat, bo szkolna katecheza to często antyreklama wiedzy, wiary i wartości.

Marcin Piątek
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną