Świat

Czy afera z unijnymi dopłatami uderzy w polskich rolników?

Koronnym dowodem w sprawie z dopłatami są praktyki Viktora Orbána. Koronnym dowodem w sprawie z dopłatami są praktyki Viktora Orbána. KPRM / Flickr CC by 2.0
System dopłat do rolnictwa u naszych środkowoeuropejskich sąsiadów przejęły mafie i szantażyści. Jak wysoką cenę zapłaci za to polski rolnik?

Przyzwyczailiśmy się, że system dopłat dla rolnictwa w Unii Europejskiej jest od lat przeżarty korupcją i trzeba było raportu „New York Timesa”, by król okazał się nagi. W weekend amerykański dziennik opublikował materiał ukazujący, jak dotacje na rolnictwo w kilku krajach Europy Środkowej służą do budowy chorych układów zależności i przemocy.

Dziennikarze „NYT” nie unikają mocnych stwierdzeń – mafia, neofeudalizm, oligarchia – opisując, jak polityczno-przestępcze grupy gnębią niepokornych i mniejszych rolników. W efekcie unijna polityka rolna służy do finansowania szantażystów i układów, które są zmorą współczesnej demokracji.

Czytaj też: Polska blokuje unijne porozumienie ws. klimatu

Jak partia Orbána korzysta na unijnych dopłatach

Koronnym dowodem w sprawie są praktyki Viktora Orbána, którego niespodziewany zwrot ze ścieżki liberalnej ku radykalnej prawicy rozpoczął się blisko 20 lat temu wraz z decyzją o obraniu kursu na elektorat wiejski. Gdy w 2002 r. premier Orbán tracił władzę, w planach miał już odbudowę swojej politycznej potęgi na sprywatyzowanym przez jego rząd kapitale rolnym. Przygotowując wejście Węgier do Unii, wiedział, że gdy rozda swoim zaufanym ludziom spore obszary państwowej ziemi rolnej, to w dalszej perspektywie da to jego środowisku politycznemu stały dopływ kapitału z dopłat UE.

Tak powstała afera „Brudnej Dwunastki” – tuzina dużych gospodarstw, których posiadacze okazali się zaczynem nowego układu oligarchicznego na Węgrzech i do dziś finansują politykę macierzystej partii. Natomiast w ostatnich latach rządów stali się bezwzględną grupą wykorzystującą instytucje państwa do wycinania i przejmowania słabszej konkurencji i ewentualnych krytyków.

Afera z dopłatami stawia Komisję Europejską w trudnej sytuacji

Problem ten nie dotyczy tylko Węgier, gdzie sprawy zaszły najdalej, ale także praktyk przejmowania siłą gospodarstw rolnych przez mafię na Słowacji, finansowania dziesiątkami milionów euro największego w kraju agrobiznesu należącego do premiera Czech i zamkniętego układu uprzywilejowanych stu podmiotów w Bułgarii, które zgarniają 75 proc. wszystkich dotacji.

„New York Times” stawia tezę, że cały system Wspólnej Polityki Rolnej wykorzystywany jest do finansowania korupcyjnych układów w Unii, i ukazuje, jak przedstawiciele Komisji Europejskiej starają się ukryć między wierszami niewygodne fakty.

Stawia to w trudnej pozycji nową Komisję Europejską, a w ramach jej składu szczególnie Janusza Wojciechowskiego. Nowy komisarz Unii Europejskiej do spraw rolnictwa będzie miał twardy orzech do zgryzienia. Kiedy Komisja zostanie zatwierdzona, trudniej będzie mu przeciwstawiać się cięciom w dopłatach dla rolnictwa.

Obecne propozycje budżetu unijnego zakładają już 10-proc. obniżki dopłat bezpośrednich i nawet o 25 proc. mniejsze dotacje na inwestycje w sektorze rolniczym. Obradujący w zeszłym tygodniu w Helsinkach parlamentarzyści z Unii nawoływali wprawdzie do większej solidarności – w tym do wyrównania poziomu dopłat w nowych państwach członkowskich – ale zamiast tego przedstawiciele Komisji Europejskiej zapowiedzieli, że każde z państw będzie musiało samo sobie ułożyć wewnętrzny program rozwoju rolnictwa dopasowany do nowych realiów finansowych i prawnych przygotowanych na poziomie UE.

Czytaj też: Boją się jej najwięksi. Wielka władza w Europie dla Dunki

Na aferze z dopłatami może ucierpieć też Polska

A więc, o ironio, będzie to raczej „elastyczna solidarność” – formuła ukuta przez państwa Grupy Wyszehradzkiej w okresie kryzysu migracyjnego, gdy państwa dopominały się swobody w decydowaniu o tym, jak uczestniczyć w wysiłkach wspólnoty. W praktyce może się okazać, że Komisja umyje ręce i pozwoli rządom na zalegalizowanie procederów opisywanych w „NYT”.

Z drugiej strony nagłośnienie sprawy ze szczególnym wskazaniem na nasz region stawia nas w trudnej sytuacji negocjacyjnej. Odbiera bowiem argumenty nie tylko za utrzymaniem wysokości budżetu na rolnictwo w całej UE, ale także osłabia polityczną inicjatywę na rzecz ostatecznego wyrównania dopłat. Ucierpieć może więc także Polska.

To jeszcze jeden powód, by przeciąć choćby wizerunkowe związki z polityką Viktora Orbána. Nie po raz pierwszy związki z węgierskim satrapą są dla Polski obciążone realnymi kosztami, przy braku jakichkolwiek korzyści. Zresztą dla całej Europy Środkowej byłoby lepiej, gdyby w prawach członka Grupy Wyszehradzkiej zawieszono głos z Budapesztu, odcinając się od zgniłych autorytarnych tendencji, jak to miało miejsce kiedyś w przypadku Słowacji pod rządami premiera Mecziara.

Czytaj też: Czym się różnią Węgry Orbána od Polski Kaczyńskiego

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną