Świat

Wirus znowu w Chinach i Korei. Szybko się go nie pozbędziemy

Kilka nowych przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 stwierdzono w obrębie jednego osiedla w Wuhanie. Kilka nowych przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 stwierdzono w obrębie jednego osiedla w Wuhanie. Xiao Yijiu / Zuma Press / Forum
Chiny i Korea Południowa w pandemicznym doświadczeniu wyprzedzają resztę świata, a wirus pojawia się tam w momencie, gdy wiele krajów luzuje ograniczenia.

Koronawirus znów jest w Wuhanie. Kilka nowych przypadków stwierdzono w obrębie jednego osiedla, a pacjenci zakażają kolejne osoby, choć przechodzą chorobę bez manifestujących się objawów. Sprawę potraktowano poważnie, specjalna inspekcja ma wyjaśnić, co się dzieje ponad miesiąc od poluzowania ograniczeń w mieście. Przez ten czas Wuhan na mapie infekcji się nie pojawiał.

Czytaj też: Skąd się wziął ten wirus? Ufajmy nauce, nie plotkom

Wirus wrócił do Wuhanu

Nowe zachorowania akurat w metropolii, z której wystartowała epidemia, nie robią najlepszego wrażenia. Wrażenie jest ważne choćby dlatego, że pod koniec przyszłego tygodnia na doroczną, przełożoną z marca sesję ma się zjechać chiński parlament. Spotkanie jest tradycyjnie okazją do przyjrzenia się stanowi państwa i partii. Lepiej to wyglądało w minionych tygodniach, gdy np. raportowano zakażenia określane jako przywleczone z zagranicy albo w izolowanych miejscach w prowincjach graniczących z Rosją i Koreą Północną.

Dane dostarczane przez chińskie władze traktowane są z narastającą podejrzliwością, na co oczywiście wpływ miała postawa Chin w początkowych etapach kryzysu. Zwolennicy międzynarodowego dochodzenia, które miałoby wyjaśnić, skąd wirus się wziął i co o nim wiedziano pół roku temu i wcześniej, poddają w wątpliwość m.in. ujawnioną dotychczas liczbę chińskich zgonów spowodowanych przez Covid-19. Pytają, co kraj dotąd ukrył i czy nie próbuje znów kręcić. Nawet jeśli w przypływie ufności i dobrej woli założy się, że tego nie robi, to i tak jest powód do niepokoju.

Czytaj też: Zachód walczy z wirusem, Chiny ruszają z propagandą

Korea na tropie zakażonych

O ile sytuacja w Wuhanie jest zagadnieniem chyba bardziej dla specjalistów od chorób zakaźnych, o tyle kto wie, czy nie istotniejsze – zwłaszcza dla społeczeństw demokratycznych – jest to, co się dzieje w Korei Południowej. W Seulu jeden mężczyzna, odwiedzając kluby nocne, miał się przyczynić do zakażenia co najmniej 85 osób. W związku z tym, że to najbardziej gwałtowny wzrost nowych przypadków od ponad miesiąca, podjęto szereg zdecydowanych decyzji. Prezydent Moon Jae-in zaleca nie obniżać gardy. Opóźniono planowany na ten tydzień powrót uczniów do szkół. Burmistrz Seulu zamknął bary i kluby, a władze zaczęły aktywnie tropić potencjalnych zakażonych.

Był czas, gdy Korea Południowa pozostawała po Chinach państwem z największą liczbą przypadków, ale na przełomie marca i kwietnia udało się jej przełamać krzywą zachorowań i odtąd jest przykładem kraju, który bez sięgania po drastyczne metody izolacji społecznej rozprawił się z epidemią. Dał nawet radę po drodze przeprowadzić wybory. Stało się to za cenę wzmożonej kontroli, sięgania m.in. po dane gromadzone w systemach płatności elektronicznych.

Czytaj też: Wszyscy ustępują Chinom. Aż do granic kompromitacji

Teraz te metody stanowią poważne zagrożenie, powody do niepokoju mają przede wszystkim goście klubów dla społeczności LGBT. Tym razem mowa o ok. 5 tys. osób, które mogły zetknąć się z chorym. Obawiają się, że informacje o testach, kwarantannie, nie mówiąc już o zakażeniu, ujawnią ich orientację, co w konserwatywnym, homofobicznym społeczeństwie może pociągnąć za sobą poważne koszty, z utratą pracy włącznie.

Lęk przed drugą falą epidemii

Chiny i Korea Południowa w pandemicznym doświadczeniu wyprzedzają resztę świata o kilka tygodni, a wirus w Wuhanie i Seulu pojawia się w momencie, gdy wiele krajów luzuje ograniczenia. To ważna wskazówka, że koronawirusa szybko się nie pozbędziemy.

Wydaje się też, że powoli narasta lęk przed drugą falą epidemii. Jednocześnie będziemy stawać przed coraz trudniejszymi wyborami, trzeba będzie decydować, które dobra poświęcać w ramach walki. To nie będzie tylko kwestia gospodarki, ale także, jak w Korei, prawa do prywatności. Byleby nie popaść w panikę i nie zawędrować zbyt daleko, bo strach – podobnie jak pośpiech – bywa fatalnym doradcą.

Czytaj też: Azjatyckie sposoby na wirusa, czyli jak to się robi na Tajwanie

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną