Świat

Runął mit. Wyjazd do Polski? Teraz już nie

Granica polsko-niemiecka, 30 marca 2020 r. Granica polsko-niemiecka, 30 marca 2020 r. Leszek Zych / Polityka
Chwalona na wiosnę za walkę z wirusem Polska teraz staje się dla Niemców obszarem podwyższonego ryzyka. To utrudnienie dla pracujących za zachodnią granicą i katastrofa dla tych, którym turyści zza Odry byli dotąd wierni.

Na wiosnę Niemcy ze zdziwieniem i podziwem patrzyli na nasz region, w tym i na Polskę, gdzie liczba zakażeń, a zwłaszcza zgonów, z powodu nowego koronawirusa była bardzo niska, szczególnie w porównaniu z krajami Europy Zachodniej. Wówczas to my, zamykając granice i wprowadzając obowiązek kwarantanny dla wszystkich przyjeżdżających do Polski, stosowaliśmy bardzo rygorystyczne środki. Teraz sytuacja się odwróciła.

Czytaj też: Słowacja przetestuje wszystkich. Co jej to da?

Województwa na liście ryzyka

Zamiast z uznaniem Niemcy patrzą na nas z coraz większym niepokojem, a informacja o budowie szpitala polowego na Stadionie Narodowym, arenie Euro 2012, zrobiła duże wrażenie. Dla Niemców to sygnał, że sytuacja epidemiczna w naszym kraju jest bardzo zła, a służba zdrowia niewydolna.

Ma to zresztą swoje konsekwencje w praktyce. Granice Niemiec są otwarte i mogą je przekraczać wszyscy obywatele Unii bez podania konkretnych powodów. Jednak równocześnie stale rośnie przygotowywana prze Instytut Roberta Kocha lista obszarów ryzyka. Przyjazd z nich do Niemiec jest co prawda możliwy, ale wiąże się z istotnymi utrudnieniami. Trzeba ten fakt zgłosić odpowiedniemu urzędowi kraju związkowego, gdzie przyjezdny się zatrzyma. Obowiązuje czternastodniowa kwarantanna, chyba że w ciągu dwóch dób przed przekroczeniem niemieckiej granicy został wykonany test na obecność koronawirusa, a wynik był negatywny. Taki test można również wykonać na wielu lotniskach i dworcach niemieckich tuż po przyjeździe, ale wówczas trzeba przestrzegać kwarantanny do chwili otrzymania negatywnego wyniku.

Od soboty pięć polskich województw (kujawsko-pomorskie, małopolskie, podlaskie, pomorskie i świętokrzyskie) jest już na tej liście obszarów ryzyka, a kolejne dołączą zapewne niedługo. To ogromne utrudnienie dla wielu Polaków, którzy w Niemczech pracują, ale równocześnie często odwiedzają ojczyznę. Dla nich wiosna była bardzo ciężka, a teraz muszą liczyć się z nowymi obostrzeniami – tym razem z powodu decyzji Niemiec, a nie Polski. Trudno się jednak dziwić naszym sąsiadom, którzy mimo ciągłego wzrostu liczby zakażonych radzą sobie z pandemią lepiej niż większość kontynentu, a liczba przypadków śmiertelnych pozostaje na relatywnie niskim poziomie. W tej chwili wskaźnik infekcji jest u nas mniej więcej trzy razy wyższy niż w Niemczech (w rzeczywistości różnica będzie większa, bo my zdecydowanie za mało testujemy), za to wskaźnik zgonów aż osiem razy wyższy.

Sprawdź, jakie jest twoje ryzyko, że zarazisz się koronawirusem

Do Polski? Nie tym razem

Pozostaje oczywiście pytanie, jak skuteczny jest i będzie ten niemiecki system minimalizowania ryzyka przy przyjeździe z krajów bardziej dotkniętych pandemią. Wewnątrz strefy Schengen, a zatem także na granicy polsko-niemieckiej, nie ma przecież regularnych kontroli i Niemcy nie planują ich na razie przywracać. Zgłoszenie się na kwarantannę jest zatem w dużej mierze oparte na ludzkiej uczciwości i odpowiedzialności za zdrowie innych. To sytuacja zupełnie inna niż na wiosnę, gdy Polska kontrolowała wszystkich wjeżdżających i automatycznie kierowała ich na kwarantannę. Jednak nawet jeśli znajdą się nieuczciwi, podstawowym celem niemieckiej strategii jest po prostu zniechęcanie do opuszczania kraju.

I właśnie dlatego wpisanie Polski na niemiecką „czarną listę” oznacza istotne konsekwencje dla naszej gospodarki, zwłaszcza dla i tak ciężko doświadczonej przez wirusa branży turystycznej. Można założyć, że niewielu Niemców zechce przyjechać do nas jesienią turystycznie, chociaż latem chętnie odwiedzali Polskę, która uchodziła jeszcze wówczas za kraj bezpieczny. Teraz urlop w naszym kraju nie tylko jest obarczony większym ryzykiem zakażenia, ale dodatkowo oznacza (lub zaraz będzie oznaczać) kwarantannę po powrocie. U nas dostępność testów na obecność SARS-CoV-2 jest znacznie mniejsza niż w Niemczech, a i ich liczba pozostaje na poziomie znacznie poniżej potrzeb. Nie możemy zachęcać do urlopu w Polsce, gwarantując wszystkim turystom łatwy i szybki dostęp do takiego testu krótko przed opuszczeniem naszego kraju. Mamy znacznie poważniejsze problemy.

Czytaj także: Covid-19 panoszy się w Rosji. „Wirus teraz kosi wszystkich”

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną