Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

553. dzień wojny. Kiedy Rosja mogłaby zrezygnować z agresji na Ukrainę? Miłe czasy się skończyły

Rosyjscy marynarze piechoty morskiej maszerują podczas obchodów Dnia Marynarki Wojennej na Placu Senackim w Sankt Petersburgu, w Rosji. 30 lipca 2023 r. Rosyjscy marynarze piechoty morskiej maszerują podczas obchodów Dnia Marynarki Wojennej na Placu Senackim w Sankt Petersburgu, w Rosji. 30 lipca 2023 r. Alexander Kazakov / Forum
Wszyscy się zastanawiamy, kiedy ta wojna się skończy. Co trzeba zrobić, żeby Rosjanie zaprzestali dalszych działań wojennych w Ukrainie, wycofali się do siebie i odstąpili od agresji? Wnioski niestety są mało pocieszające.
.Karolina Żelazińska/Polityka .
.Polityka .

Wiadomością dnia jest atak ukraińskich bezpilotowych aparatów latających na lotnisko Psków, gdzie stacjonuje 334. Berliński Pułk Lotnictwa Transportowego, wyposażony w samoloty transportowe Ił-76MD. Według rosyjskiej agencji TASS cztery samoloty zostały „uszkodzone”. Na filmach, które pojawiły się w sieci, samoloty te płoną jednak jak pochodnie, zapewne niewiele z nich zostanie. Ostatecznie Rosjanie skorygowali swoje oświadczenie, mówiąc o dwóch zniszczonych i czterech „lekko uszkodzonych” samolotach. Z kolei strona ukraińska podała informacje o sześciu poważnie uszkodzonych Ił-76 – ze 119 posiadanych przez rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne. Ciekawe, ile ich teraz faktycznie zostało w służbie – a nie są to tanie rzeczy... Rosyjski propagandysta Władimir Sołowjow, w pięknej czerwonej bluzie z napisem CCCP (ZSRR zapisane cyrylicą), krzyczy w rosyjskiej telewizji, że to niemożliwe, by aparaty bezpilotowe z Ukrainy doleciały aż do Pskowa, pod samą granicę z Estonią. Twierdzi, że ataku dokonało NATO z państw bałtyckich.

Czytaj także: Kluczowe spotkanie przy granicy. Co z niego wynikło?

Według doniesień ukraińskie bezpilotowce (proste pociski manewrujące) uderzyły też na obiekty wojskowe przy innych miastach w Rosji, w tym w rejonie Orła, Riazania, Kaługi, a nawet na Moskwę. Jednak o innych trafieniach niewiele na razie wiadomo.

Rosjanie też przeprowadzili bardzo silny atak rakietowy na Ukrainę, ale przypuszczalnie nie miał on charakter odwetu, lecz był zaplanowany wcześniej. Według ukraińskich źródeł na Kijów odpalono z bombowców strategicznych Tu-95MS aż 28 skrzydlatych pocisków Ch-101 i Ch-555 oraz 16 dronów Shahed. Przytłaczająca większość z nich została przez ukraińską obronę przeciwlotniczą zestrzelona, choć zapewne nie w takiej liczbie, jaką podaje strona ukraińska (wszystkie rakiety skrzydlate i 15 z 16 shahedów) – w Kijowie wybuchło kilka pożarów, a zapewne nie wszystkie zostały wywołane przez spadające szczątki. Mówi się o dwóch ofiarach śmiertelnych w Kijowie i sześciu w całej Ukrainie, ponieważ także Odessa padła ofiarą ataku, tym razem pociskami 3M14 Kalibr odpalonymi z okrętów wojennych.

Z frontu za to pomyślne wiadomości. Na południe od Orichiwa cały pierwszy pas rosyjskiej obrony został przełamany. Obecnie rozpoczęły się walki o wieś Nowoprokopiwka po zachodniej stronie i Werbowe po stronie wschodniej. Pomiędzy tymi dwoma miejscowościami ukraińskie wojska przedarły się na południe na odległość ok. 5 km, podchodząc niedaleko do wsi Oczeretuwate, która to wieś znajduje się już na skraju drugiego, głównego pasa rosyjskiej obrony. Teraz najważniejszym zadaniem ukraińskich wojsk będzie poszerzenie powstałego wyłomu, choć jest to też okazja do opanowania pierwszych pozycji głównego pasa obrony, obecnie obsadzonych jedynie przez rezerwowe pułki BARS, nie tak dobrze wyposażone i wyszkolone jak wojska regularne. Nie można jednak dopuścić do powstania nadmiernie wąskiego klina, który łatwo byłoby odciąć od sił głównych. Jednocześnie kiedy ukraińskie wojska skonsolidują tam swoje zdobycze, artyleria ukraińska będzie w stanie zagrozić węzłowi komunikacyjnemu Tokmak, spełniającemu ważną rolę w zaopatrywaniu wojsk rosyjskich.

Na drugim głównym kierunku natarcia na południu, w rejonie Wełykiej Nowosiłki, ukraińskie wojska nadal nie mogą się przebić poza zdobyte Staromajorśkie i Urożajne. Trwają tam teraz walki pozycyjne, przy których obie strony ponoszą poważne straty.

Nadal trwa rosyjska ofensywa pod Kupiańskiem i Swiatowem. Doniesienia z tego odcinka są na razie sprzeczne, Rosjanie twierdzą, że poczynili nieznaczne postępy terenowe, zaś Ukraińcy podają, że wszystkie ich ataki zostały pomyślnie odparte.

Czytaj także: Ukraińska ofensywa na zbyt wielu kierunkach? Amerykanie mogą się mylić

Pod Bachmutem natomiast, na południe od miasta, wciąż atakują wojska ukraińskie i miały one zająć nowy skrawek terenu pod wsią Andrijiwka. Według źródeł rosyjskich zmagania nadal trwają tuż na zachód od linii Kliszczijiwka–Andrijiwka–Kurdiumiwka. Dalej na południe, pod Donieckiem, atakowali Rosjanie, ale ich ataki zostały odparte.

Pod jakim warunkiem Rosjanie wycofają się z Ukrainy?

Wszyscy się zastanawiamy, jak ta wojna może się skończyć. To nie takie proste, bo co Putin ma do stracenia? Rosjanie najzwyczajniej w świecie nie odpuszczą. Ludzie popierają wojnę, choć jest to poparcie dosyć dziwaczne: gorące tylko do momentu, gdy przychodzi karta powołania do wojska. Iść na front do Ukrainy Rosjanom się nie uśmiecha. Był jeden taki internauta, który gorąco tę wojnę popierał, ale kiedy miał dostać powołanie, spruł do Kazachstanu. I w tym Kazachstanie dalej wojnę gorąco popiera. I jak tu zrozumieć szeroką rosyjską duszę? W każdym razie żaden bunt Putinowi nie grozi. Ludzie zostali odpowiednio wytresowani przez media, od pokoleń są poddawani nieustannej propagandzie, podobnej zresztą do tej z czasów ZSRR. Rosja to nadal jedyny kraj na świecie, w którym panuje porządek i który kieruje się wielowiekowymi, tradycyjnymi wartościami, opiera się degeneracji i zachodniej degrengoladzie i ciężkiej zgniliźnie. Jak w starym dowcipie o pewnej Rosjance obdarowanej przez męża buteleczką perfum Christian Dior. Powąchała je i stwierdziła: Zachód gnije, ale jak przy tym ładnie pachnie…

Dlatego Rosjanie uważają, że wojna z Ukrainą, a następnie z Polską i wreszcie z resztą tego zgniłego (choć ładnie pachnącego) Zachodu to dla nich dziejowa konieczność. Nie widzą więc nic złego w tym, że prezydent posyła ich na front do Ukrainy, szczególnie wtedy, kiedy wysyła kogoś innego. I nie ma żadnego zarzewia buntu w Rosji: kiedy ogłoszono częściową mobilizację, młodzi Rosjanie wiali masowo, choćby do wrogiej Gruzji, ale nikt nie zaprotestował. Ci, co nie zwiali, zostali zgarnięci i potulnie powędrowali na front.

Zadajmy zatem pierwsze pytanie: jakie muszą być straty, by Rosjanie uznali tę wojnę za nieopłacalną, zbyt kosztowną? Takiego poziomu przypuszczalnie w ogóle nie ma. Przypominamy, że w czasie II wojny światowej Sowieci stracili na froncie 11,7 mln oficerów i żołnierzy, a w obecnej to tylko marne ćwierć miliona zabitych. Przy tym tempie strat Rosja jest w stanie toczyć wojnę jeszcze blisko 50 lat, nie załamała się wtedy, to i nie załamie teraz. A zatem, straty Rosjan nie odstraszą.

Czytaj także: Coś pękło. Polska staje się dla Ukrainy coraz bardziej kłopotliwym sojusznikiem

No to może straty w sprzęcie wojskowym? Samych czołgów Rosjanie stracili już nieźle ponad 2,5 tys., w każdym razie udokumentowane straty dobijają do 2 tys., a przecież wielu nie zdołano udokumentować. Ale gdzie tam, z pozostałych kilkunastu tysięcy w zapasach poskładają kolejne i też poślą na front. Ponadto produkcja, choć w zubożonej postaci i marnej jakości z powodu braku wielu importowanych dotąd elementów, jest prowadzona nadal. Sprzętu zatem nie zabraknie. A jak będzie mało, to chłopaki z karabinami do szturmu będą ruszać, poradzą sobie bez czołgów, najwyżej straty wzrosną. W końcu żaden problem.

A może zatem strata Krymu będzie dla Rosjan ciosem nie do zniesienia? A niby dlaczego miałaby być? Gdyby został stracony, trzeba by odtworzyć zdolności bojowe i ponownie zająć półwysep. Zmobilizować nowych nieszczęśników, trochę przeszkolić, dać im, co jest, i do ataku, niech walczą, niech zdobywają kolejne tereny. Kto wytrzyma taką permanentną agresję? W końcu Ukraińcy nie wytrzymają. Albo Zachód nie wytrzyma. Ktoś w końcu pęknie. Ale nie Rosja, bo niby dlaczego miałaby odpuścić?

Czytaj też: Zełenski dużo ryzykuje. Zaczęła się wielka ofensywa dyplomatyczna

A zatem może odbić całe tereny Ukrainy, tak żeby Rosjanom nic nie zostało? Też to niewiele da. Będą dalej nacierać, choćby mieli czasowo zamrozić konflikt. To nie będzie żaden koniec wojny, ale zwykła przerwa operacyjna dla złapania oddechu i odtworzenia zdolności bojowych, przeanalizowania popełnionych błędów, wyciągnięcia wniosków, ponownego stworzenia dogodnej sytuacji. I wtedy Rosja znów ruszy, bo to Rosja i już. Ukształtowani latami propagandy, wychowani na kompletnie zafałszowanej wersji historii ludzie robią wszystko, czego chce władza. Podejrzewamy, że gdyby dziś zorganizować w Rosji kompletnie wolne i całkiem uczciwe wybory, to i tak wygrałby Putin. Tak jak swego czasu Stalin: wymordował tak potwornie wielu ludzi, wprowadził reżim nie do zniesienia, deptał ludzką godność na każdym kroku, a kiedy umarł – wszyscy po nim szczerze płakali i załamywali ręce – co teraz z nami będzie?

A odważnych historyków, którzy usiłują pokazać prawdziwą historię ZSRR i Rosji, oskarża się o „fałszowanie historii”, za co w tym kraju idzie się do ciupy. Dlatego Rosjanie wierzą w swoją dziejową misję.

Czytaj także: Franciszek przemówił do młodych Rosjan. I mleko znów się rozlało

To jak można z Rosją wygrać?

Jedną z metod jest przyjęcie Ukrainy do NATO po ewentualnym zwycięstwie, którym mogłoby być odbicie Krymu, nawet jeśli zniszczona do cna część Donbasu pozostałaby w rękach Rosjan wraz z obiema separatystycznymi republikami. Trzeba by rozmieścić w Ukrainie wojska sojusznicze, jeśli oczywiście Ukraina wyraziłaby taką wolę i odstraszać Rosjan przed atakiem.

Czytaj też: Po szczycie NATO. Jakie gwarancje dla Ukrainy i co z postulatami Polski

Tyle że nie jest to do końca pewny sposób. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że Rosja się nie zdecyduje na agresję na jedno z państw NATO, zwłaszcza jeśli w tych państwach niewiele się zmieni w zakresie podejścia do obronności i stosunku do Rosji. Jeśli dojdzie do kłótni między sojusznikami, jeśli np. w USA zwycięży Donald Trump lub ktoś mu podobny i Ameryka odwróci się od Starego Kontynentu, wtedy – radźcie sobie sami, naszym problemem są Chiny. Okazja zawsze może się nadarzyć. W stosunkach międzynarodowych nie ma nic stałego, to nieustanne wysiłki o utrzymanie demokracji i zgody między demokratycznymi państwami.

Takim państwem musi się też w końcu stać Rosja, ale to będzie niezwykle trudne. Może musi się jeszcze bardziej rozpaść na poszczególne podmioty, które uzyskałyby niepodległość? Sytuacja w każdym razie nie rysuje się ciekawie. Niestety, mają rację ci, którzy mówią, że miły świat się skończył.

Czytaj także: Wiktor Juszczenko dla „Polityki”. Dlaczego wojna ciągle trwa, choć Ukraińcy mogliby ją wygrać

Więcej na ten temat

Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Pięć dziwactw polskiej polityki. To dlatego czeka nas zapewne dreszczowiec dekady

Nasza krajowa polityka, choć wydaje się na co dzień zwyczajna i banalna, ma jednak swoje wyraziste cechy, może i dziwactwa – w skali europejskiej i nie tylko. Te znaki szczególnie mocno się ujawniają i będą wpływać na kluczowe wydarzenia, także na wybory 9 czerwca i prezydenckie. Oto kilka z takich osobliwości.

Mariusz Janicki
16.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną