Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Czy atak na Iran jest sprawiedliwy i zgodny z prawem? Idealistyczne zasady już nie pasują do rzeczywistości

Czy atak na Iran jest sprawiedliwy i zgodny z prawem? Zasady już nie pasują do rzeczywistości

Strażnicy Rewolucji w Iranie Strażnicy Rewolucji w Iranie ABACA / Forum
Każdy, prawnik czy nie prawnik, czuje, że sprawiedliwe jest prawo do obrony. Stąd nie mamy najmniejszego problemu z oceną wojny, jaką Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie. Ale czy USA miały prawo zaatakować Iran?

Kiedy wybucha wojna, ludzie dobrej woli (a myślę, że ciągle są w większości) pytają: czy jest sprawiedliwa? Tak jakby czytali księgę „Państwo Boże” albo chociaż słyszeli zawarte w niej pytanie św. Augustyna: „Czymże są bowiem państwa bez sprawiedliwości, jeśli nie bandami zbójców?”. Filozof twierdzi w niej, że prawdziwe państwo nie może istnieć bez sprawiedliwości, która jest fundamentalną cnotą, regulującą relacje międzyludzkie, także w sytuacjach skrajnych – jak na wojnie. Jeszcze w starożytności istniało pojęcie „wojny sprawiedliwej”, po łacinie bellum iustum, zasadzające się na „słusznej przyczynie” oraz „słusznej intencji”, czyli na rozpoznaniu tego, do czego prowadzący wojnę zmierza. Każdy – prawnik czy nie prawnik – czuje, że sprawiedliwe jest prawo do obrony. Stąd nie mamy najmniejszego problemu z oceną wojny, jaką Rosja prowadzi z Ukrainą.

Ale czy USA z Izraelem miały prawo zaatakować Iran? Prezydent Donald Trump, ogłaszając atak na Iran, powiedział, że reżim irański toczył „niekończącą się kampanię rozlewu krwi i masowych morderstw wymierzoną w Stany Zjednoczone”. A w ostatnim wystąpieniu tłumaczył, że Irańczycy mieli rakiety, którymi mogli dosięgnąć terytorium amerykańskiego i „wkrótce zdobyliby broń atomową”. „To był ostatni moment (do ataku)” – ocenił. Wydaje się jednak, że te ostre słowa nie wyczerpują znamion takiego zagrożenia, jakie uzasadniałoby słuszne prawo do obrony. Mimo wojennej retoryki reżimu trudno uznać, by Iran miał realne warunki porwania się na takie szaleństwo jak wojna z USA. Waszyngton nazwał swoje działanie „uderzeniem wyprzedzającym”.

Czytaj też: Epicka furia naftowa. Iran sięga po ekonomiczną „broń atomową”. Ropa w górę

Idealistyczne zasady

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze – powołany do rozstrzygania sporów między państwami – służy jedynie przy stosunkowo drobnych nieporozumieniach, a nie pełnoskalowych konfliktach. Dlaczego? Bo jeśli jakiekolwiek państwo nie wyraziło zgody, Trybunał co do zasady nie może go sądzić w sporze. Na początku naszego wieku pojawiła się idea legalnej pomocy ludności obcego państwa z zewnątrz, przez innych, nawet bez jego zgody. Liczne kraje poparły deklarację polityczną, określaną skrótem R2P – od angielskiego sformułowania Responsibility to Protect. Piękna idea: społeczność międzynarodowa mogłaby reagować, jeśli państwo zbójeckie nie chroni swojej ludności – albo ją prześladuje, albo jest za słabe, by jej pomóc. Ale znów – działanie zbrojne na tej podstawie wymagałoby zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, a tam każde z wielkich mocarstw ma prawo weta. Od czasów zimnej wojny ta Rada nie rozwiązała żadnego większego międzynarodowego konfliktu.

Skracając do minimum prezentację reguł prawa międzynarodowego, można powiedzieć tak: o ile jeszcze w XIX w. przyjmowano, że wojna jest „legalnym” sposobem prowadzenia polityki państwa – jeśli jest w sposób formalny wypowiedziana – to w czwartej ćwiartce XX w. w naszym obszarze cywilizacyjnym prawo ostatecznie skreśla wojnę z arsenału środków polityki. W 1975 r. liczne kraje europejskie, a także USA i Kanada, zawarły Akt Końcowy KBWE (Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie). Ów Akt zawiera zobowiązanie do przestrzegania nowych zasad prawa międzynarodowego. Najważniejsze zasady warto przytoczyć:

  • zasada powstrzymania się od użycia siły lub groźby jej użycia;
  • zasada pokojowego załatwiania sporów;
  • zasada równouprawnienia i prawa narodów do samostanowienia;
  • zasada nienaruszalności granic;
  • zasada współpracy między państwami;
  • zasada wykonywania w dobrej wierze zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego.

Każdy laik doskonale widzi, że zespół tych zasad ma się nijak do współczesnej rzeczywistości. Świadczą one o idealizmie autorów, który nie pasuje do dzisiejszych zjawisk politycznych. Konkretniej do ataku USA na Iran.

Część wojskowych zwraca uwagę, że ocenę zasadności „ataku prewencyjnego” czy też owego „uderzenia wyprzedzającego” – jako środka uzasadnionej obrony – burzy wynalezienie bomby atomowej, broni masowego rażenia groźniejszej niż dotychczasowe. Samo posiadanie tej broni zmienia sytuację, gdyż jej użycie wiąże się z groźbą wzajemnego zniszczenia obu stron konfliktu. Od dawna to zagrożenie nazywano skrótem MAD, czyli Mutual Assured Destruction (mad – po angielsku kojarzy się z szaleństwem). Kraj, który zdobywa taką broń, zyskuje dodatkową przewagę ze względu na ryzyko potężnego odwetu, gdyby groziła mu klęska.

W tym sensie właśnie prezydent Trump mówi o „ostatniej chwili” do ataku. Pośrednio przyznaje, że Iran, nie mając broni jądrowej, nie stanowi dziś realnego zagrożenia dla terytorium USA. Ale z momentem, kiedy broń taką by pozyskał, stałby się prawdziwym zagrożeniem i już na atakowanie go byłoby za późno. W takim ujęciu czekanie kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. Trzeba więc uderzyć „wyprzedzająco”. Czy takie rozumowanie jako uzasadnienie prawa do obrony byłoby zgodne z prawem międzynarodowym?

Czytaj też: Wojna z wyboru Donalda Trumpa. Czy w ogóle ma na nią plan? Amerykanom to się nie podoba

Potrzebujemy sądu, ale sąd nie działa

Podczas studiów miałem okazję słuchać wykładów prawa prowadzonych przez Jerzego Sawickiego (1910–67), polskiego prokuratora w procesach norymberskich. Pamiętam jego tezę, że normy prawne nieuzbrojone w żadne sankcje ani ramię wykonawcze właściwie nie powinny być nazywane prawem. W mojej grupie studenckiej przyjęło się – na złość Sawickiemu, specjaliście w zakresie prawa międzynarodowego – nazywać to prawo lekceważąco „zbiorkiem poezji”.

Współczesny świat nie pasuje do zasad tworzonego prawa. Wielką zdobyczą prawa międzynarodowego było powołanie Międzynarodowego Trybunału Karnego, pierwszego w historii sądu międzynarodowego, któremu 120 państw dało prawo ścigania i osądzenia jednostek dopuszczających się najcięższych zbrodni, w tym zbrodni wojennych i agresji. Ironia losu: MTK powstał z inicjatywy amerykańskiej, ale same Stany Zjednoczone do niego nie przystąpiły, potem wycofała swój podpis putinowska Rosja. MTK działał jednak i ścigał zbrodniarzy z krajów Globalnego Południa.

Atak Hamasu na Izrael i odwet Izraela skłonił MTK do oskarżenia o zbrodnie wojenne osób z obu stron konfliktu. Prezydenta Trumpa tak rozgniewało, że Trybunał śmiał oskarżyć premiera Netanjahu, że odsądził MTK od czci i wiary, a nawet nakazał ściganie sędziów Trybunału. Więc choć teoretycznie MTK dalej istnieje w Hadze, to nikt nie ma siły ani odwagi, by o nim w ogóle wspominać.

Tu dochodzimy do konkluzji całego wywodu nibyprawniczego: o tym, co jest zgodne z prawem, a co nie, powinien orzekać jedynie sąd. Taka jest ogólnie przyjęta zasada. Dziś taki sąd nie działa: ani MTS do sądzenia państw, ani MTK do sądzenia jednostek. Możemy tylko wyrażać własne stanowisko, które przeciwnik nazwie fałszem albo propagandą. Rozważania są więc tylko akademickie.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Tragedia na torach. Takiego wypadku nie było w Polsce od lat, robi się groźnie. Kto zawinił?

Takiego wypadku nie było w Polsce od lat. Niedawno na przejeździe kolejowo-drogowym w Ziębicach zginęło młode małżeństwo. Nie zadziałały nie tylko rogatki, ale doszło też do awarii sygnalizacji świetlnej. Iwona i Krystian osierocili dwuletnią córeczkę. Czy przejazdy kolejowe w Polsce to przejazdy śmierci?

Katarzyna Kaczorowska
10.02.2026
Reklama