Lew zaryczał. Izrael jest gotowy na wszystko, Iran się nie cofnie. „To pierwszy dzień nowej ery”
To nie był typowy szabatowy poranek. Miliony mieszkańców Izraela otrzymało powiadomienia, by „w związku z bieżącą sytuacją upewnili się, gdzie w ich okolicy znajdują się odpowiednie schronienia, a także unikali niepotrzebnych podróży”. Kiedy nad całym krajem zawyły syreny, a ludzie udali się do schronów, Omer z kubkiem kawy w ręce prowadził samochód niemal pustymi ulicami Jerozolimy i rozsyłał krótkie nagranie do znajomych, jakby chciał powiedzieć: „nie boję się i nie będę się chować przed irańskimi rakietami”. W Izraelu tzw. czerwone alarmy traktowane są jednak na ogół bardzo poważnie.
Choć atak był spodziewany niemal w każdej chwili, moment nieco zaskoczył: operacja rozpoczęła się nie pod osłoną nocy czy o świcie, jak ostatnio w czerwcu, ale późno rano. Pierwsze uderzenia było słychać w Teheranie ok. godz. 9:40 (lokalnego czasu).
Obudziła mnie wojna
– Właśnie wróciliśmy ze schronu, ale zaraz pewnie będziemy musieli pójść tam znowu – mówi znajomy z Netanji, nadmorskiego miasta na północ od Tel Awiwu. Schron urządzono w blokowej piwnicy. Wielu Izraelczyków ma jednak tzw. mamady, czyli specjalnie wzmocnione pokoje w mieszkaniach, z których korzystają w razie potrzeby. Jeśli nie ma mamadów czy schronów w budynkach, za tzw. bezpieczne miejsca służą klatki schodowe.
Izraelczycy są przygotowani na wojnę w każdej chwili. Irańczycy są w innej sytuacji. Izraelskie wojsko wydało ostrzeżenie w języku perskim dla osób znajdujących się w pobliżu broni i obiektów wojskowych, by natychmiast się stamtąd ewakuowały.