Chaos w Meksyku. Boss „El Mencho” został zabity, w całym kraju wybuchły zamieszki. Jak to się skończy?
Nemesio Oseguera Cervantes, znany jako „El Mencho”, był szefem jednej z najpotężniejszych organizacji kryminalnych na świecie. Jako były oficer meksykańskiej policji doskonale znał metody organów ścigania i m.in. dzięki temu latami unikał aresztu po obu stronach granicy – mimo wynoszącej 15 mln dol. nagrody za informacje na jego temat. Meksykańskie władze, jak podaje Reuters, próbowały go aresztować, ale w trakcie operacji, w której uczestniczyło też wojsko, doszło do wymiany ognia. „El Mencho” zginął.
Kartel z Jalisco, położonego na zachodzie kraju, często określany skrótem CJNG, jest zapewne najpotężniejszym, a na pewno najbardziej skonsolidowanym kartelem handlującym narkotykami i ludźmi na terenie Meksyku. Wyeliminowanie jego lidera wywołało falę przemocy i gigantyczny chaos. Jak podaje CNN, w co najmniej siedmiu stanach doszło do strzelanin, podpaleń samochodów i ataków na autobusy (turystyczne i miejskie). Na ulicach i autostradach powstały tymczasowe barykady.
CJNG: kto tu będzie rządził?
Żeby zdać sobie sprawę ze znaczenia zabicia „El Mencho” dla całego ekosystemu kryminalnego w Meksyku, ale i w Ameryce Centralnej, trzeba zrozumieć rolę tego kartelu. CJNG powstał w 2010 r., gdy meksykańskie siły zbrojne zabiły innego bossa narkotykowego, „Nacho”, lidera niesławnego kartelu Sinaloa. Na zachodzie kraju zapanowało narkotykowe bezkrólewie, które próbowali wykorzystać przywódcy pomniejszych grup przestępczych.
CJNG uformowało się rękami bossów, którzy wcześniej zajmowali się logistyką i przemytem narkotyków do USA z północno-zachodniej części Meksyku. Na początku rzeczywiście „pracowali” wyłącznie w regionie Jalisco. Z czasem zbudowali przyczółki w innych stanach, w tym na obrzeżach stołecznego Mexico City.
Dzisiaj, jak szacuje amerykańska Drug Enforcement Agency, odpowiedzialna za walkę z przemytem narkotyków, CJNG może mieć nawet ćwierć miliona kontraktowych podwykonawców po obu strach granicy, pomagających w przemycie, handlu i dystrybucji.
Teraz CJNG znalazło się w podobnej sytuacji co Sinaloa 16 lat temu. Władzy nie przejmie bardziej znany i prawdopodobnie mający silniejszą pozycję w strukturach kartelu syn „El Mencho” Ruben Oseguera Gonzalez, bo jest w amerykańskim więzieniu. Na terytorium Meksyku pozostał tylko drugi z synów bossa. Ale czy zapanuje nad grupą? Jak się sądzi, w najbliższym czasie może dojść do rozłamu, a nawet wojny domowej – a to oznacza jeszcze więcej przemocy.
Sytuacja w wielu miejscach Meksyku już jest mocno napięta. W Guadalajarze, stolicy stanu Jalisco, ale też w innych dużych miastach regionu zawieszona jest komunikacja publiczna; szkoły, uniwersytety i inne instytucje są zamknięte. Władze lokalne przestrzegają przed wychodzeniem z domu, jeśli nie jest to konieczne.
Eksperci tymczasem sugerują, że może to być demonstracja siły ze strony nie tylko CJNG, ale też innych grup przestępczych. Tak pokazują, że są zdolne zaburzać funkcjonowanie wszystkich właściwie gałęzi gospodarki i życia publicznego w Meksyku. W internecie pojawiają się też odezwy o ryzyku dalszej eskalacji, jeśli władze federalne nie zaprzestaną polowania na najważniejszych bossów narkotykowych.
Trump wywiera presję
Patrząc na sprawę w szerszym kontekście, nikogo ta eskalacja nie powinna dziwić, bo jest głównie skutkiem sytuacji geopolitycznej. Nie jest tajemnicą, że administracja Trumpa od dłuższego czasu wywiera presję na prezydentkę Meksyku Claudii Sheinbaum, by dokręciła śrubę kartelom. Raz na jakiś czas w przestrzeni publicznej pojawiają się mniej lub bardziej zweryfikowane doniesienia o tym, jakoby Biały Dom bądź Pentagon planowały uderzenie na terytorium Meksyku. Mówiło się o rakietach Patriot wycelowanych w laboratoria produkujące narkotyki syntetyczne, a nawet o otwartej ofensywie amerykańskich sił zbrojnych.
Wiadomo też – informowała o tym Natasha Bertrand z CNN już kilka miesięcy temu – że zwiększył się nadzór wywiadowczy prowadzony na terytorium północnego Meksyku przez CIA za pomocą dronów. Interwencja w Jalisco również nosi znamiona partnerstwa meksykańsko-amerykańskiego. Reuters poinformował w poniedziałek, że operacja przeciw „El Mencho” była możliwa dzięki współpracy ze specjalną jednostką wojsk USA, które traktują kartele jak organizacje terrorystyczne.
Amerykanie przyznają, że przydają się lekcje wyciągnięte z analiz działań ISIS czy Al-Kaidy. Kartele korzystają z podobnego sprzętu, też mają duży zasięg terytorialny. Według analityków portalu InSight Crime można nawet znaleźć dowody współpracy meksykańskich karteli, chińskich grup oraz islamistycznych organizacji terrorystycznych – wszyscy wykorzystują swoje silne strony, by destabilizować Amerykę Centralną i zapewnić sobie zyski z przemytu narkotyków, ale też imigrantów, na terytorium USA.
Tymczasem Meksyk, USA i Kanada są w przededniu turnieju mistrzostw świata w piłce nożnej. Mecze miałyby się rozgrywać także w Guadalajarze – w obliczu ewentualnej eskalacji przemocy można się spodziewać, że znacznie mniej osób zdecyduje się oglądać zmagania z trybun. W połączeniu z niestabilną sytuacją wewnętrzną w USA, spadkiem ruchu turystycznego za ocean oraz nalotami policji imigracyjnej ICE na wiele społeczności latynoskich – niewykluczone, że mundial okaże się frekwencyjną klapą.
Według informacji polskiego MSZ na terytorium Meksyku przebywa 448 obywateli Polski. Resort zaleca śledzenie komunikatów w mediach społecznościowych i na stronach rządowych. Po porannych zakłóceniach i odwołaniach lotów komunikacja z Europy została ustabilizowana. Biura podróży też na razie nie odwołują rezerwacji, sytuacja w najważniejszych kurortach wydaje się opanowana – co oczywiście nie oznacza, że w najbliższych dniach czy tygodniach to się nie zmieni.